poniedziałek, 9 września 2013

~ Zamówienie dla Anonima ~

PIKNIK

Rating: PG-13
Rodzaj: fluff
Pairing: SeKai [Sehun x Kai]
Ilość: 5 300
POV: Sehun

Wparowałem do dormu cały rozradowany, pędem poleciałem do kuchni, po drodze zahaczając o salon, w którym był jedynie Suho z D.O. oglądający jakąś telenowelę w TV. Uspokoiłem rytm bicia serca i już spokojniej dotarłem do swojego celu. Podszedłem do stołu, na którym stał kosz piknikowy, uprzednio przygotowany w połowie przez siebie samego jak i z pomocą Ummy. Wstałem wcześnie rano i poprosiłem Kyungsoo by ten nauczył mnie robić jakieś podstawowe dania. Cóż… powiedzmy, że na kucharza to mam marne szanse. Jakakolwiek próba zrobienia dania wymagającego odrobiny umiejętności kończyła się na suficie, podłodze lub małym pożarem na palniku.
Szczęśliwie udało się jednak upiec pizzę i pięknie ją zapakować tak by jeszcze nie miała prawa wystygnąć, przyrządzić sałatkę arbuzowo-brzoskwiniową, naleśniki z truskawkami i różnego rodzaju słodycze kupione w pobliskim sklepie wśród których były kwaśne żelki – ulubione Jongina.
Właśnie – Jongin. Dla niego się tak starałem. Ten dzień planowałem z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Przez ostatnie parę dni nie spałem dobrze, a można nawet rzecz, że nie spałem wcale. Zamartwiałem się jak to wszystko się potoczy, czy chłopak odwzajemni moje uczucia, czy mnie odepchnie i nie będzie chciał mieć ze mną więcej do czynienia? Chociaż i tak nie miałby wyjścia na fanmeetingach, koncertach czy występach. Ale na osobności nie miałby chęci pewnie ze mną przebywać. Gardziłby mną, dokuczałby, a co gorsza… Nie, nie chciałem nawet o tym myśleć.
- Annyeong Sehun-ah! O czym tak rozmyślasz? – Zawołał rozradowany Baekhyun, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem.
- A..ah. O tym czym się uda. – Mruknąłem cicho i raz jeszcze zajrzałem do gotowego kosza, sprawdzając czy oby wszystko na pewno w nim jest, włącznie z kocem.
- Yah! Nie martw się! Wszystko się uda, fajnie to zaplanowałeś! Nie może się nie udać. – Poczułem jego wypielęgnowaną dłoń na swym ramieniu, czując, że chce dodać mi otuchy.
- Właśnie, właśnie. Nie może się nie udać. Nie ma w ogóle takie słowa. – Rzekł Chanyeol wchodzący do kuchni z jakby lekko naćpanym uśmiechem na buzi. – Poza tym chyba jesteście na dobrej drodze skoro o pierwszej w nocy słychać z waszego pokoju jakieś podejrzliwe jęki. – Wyszczerzył się do mnie, na co moje policzki spłonęły żywym ogniem.
- Mgfbhcdw… - Zakryłem buzię dłońmi i spojrzałem zawstydzony w podłogę, chcąc zapaść się w miarę możliwości pod ziemię.
- Hę? Czy my o czymś nie wiemy? – Zapytał z ciekawością przekraczający próg Suho, a za nim czający się Kyungsoo.
- No bo zawsze jak wstaję w nocy do łazienki i przechodzę koło pokoju Jongina i Sehuna to słychać odgłosy jakby się… - Dopadłem go w ostatniej chwili i zasłoniłem mu buzię ręką, drugą zaś dźgając go boleśnie w żebro.
- To Jongin po prostu wydaje z siebie dziwne odgłosy. Od czasu do czasu śnią mu się dziwne rzeczy…
- Sehun-ah, wszyscy dobrze wiemy, że dziwne dźwięki przez sen wydaje Luhan, ewentualnie Baekhyun, ale ten to tylko przed zaśnięciem. – Stwierdził dotąd milczący Kyungsoo.
- Agrh! Czy ja jestem na jakiejś głupiej spowiedzi, że mam wam się tłumaczyć?! Idę stąd, bo zaraz na własną randkę się spóźnię! – Jęknąłem, chwytając kosz i szybkim krokiem próbując wydostać się z tego domu wariatów.
- Ekhm… Sehun-ah… - Odwróciłem się na dźwięk głosu Szczeniaczka EXO-K i już chciałem coś powiedzieć, lecz ten kontynuował. – Pójdziesz tam w spoconym stroju po treningu?
- M…Mwo? – Spojrzałem na niego zbity z tropu, po chwili jednak patrząc na siebie i swój strój w lustrze. Pacnąłem się ręką w czoło, zostawiając na przedpokoju kosz i czym prędzej popędziłem do pokoju po świeże ciuchy oraz do łazienki po zimny prysznic. Ubrałem białą koszulę, niebieskie krótkie spodenki i białe mokasyny. Poprawiłem blond czuprynę, umyłem zęby i udałem się do wyjścia.
Nad rzekę Han dotarłem 40 minut później. Przyszykowałem wszystko tak by wyszło perfekcyjne o ile to możliwe. Na wzniesieniu rozłożyłem koc, a kosz z jedzeniem i picie postawiłem kącie koca. Spojrzałem na zegarek i niecierpliwie czekałem na partnera.

Jakiś czas później...

- Sehun-ah! Sehun-ah! Obudź się! – otworzyłem gwałtownie oczy i zamrugałem parę razy. Nade mną nachylał się roześmiany Jongin. Dosłownie brakowało paru centymetrów by nasze usta się zetknęły i bym mógł poczuć miękkość jego warg i ich smak.
- Co się stało? – Podniosłem się, gdy tylko chłopak odsunął się, siadając na swoich piętach.
- Zasnąłeś. W sumie to aż szkoda mi było Cię budzić. Wiesz jaki jesteś rozkoszny? – Zaśmiał się, a na moich policzkach pojawiły się niechciane rumieńce.
- Zasnąłem? Którą mamy godzinę? – Wyjąłem z kieszeni szortów telefon, a widząc która jest godzina, aż zrzedła mi mina. – Nie, nie, nie! – Zacząłem trząść głową i powtarzać jedno słowo jak mantrę. – To nie tak miało być, to nie tak miało być. – Skierowałem swój wzrok na kosz z nadzieją, że jeszcze choć połowa planu się uda, lecz widząc jego zawartość, a raczej jej brak, wpadłem w panikę.
Poczułem na ramieniu ciepłą dłoń, bardzo dobrze mi znaną i odwróciłem się w kierunku jej właściciela ze spuszczoną głową.
- Cóż.. wątpię byś Ty sam to wszystko zjadł cokolwiek tam było, więc stawiam, że to wina szopów. – Czułem jego ręce na swojej buzi, gdy podnosił ją w górę.
- Szopów? O czym Ty mówisz? To nie tak miało być.. – Jęknąłem w momencie, gdy Jongin odwrócił mnie w kierunku pobliskich krzaków, w których szopy urządziły sobie ucztę z dań, które przygotowałem dla chłopaka. – Co.. – Już chciałem wyrwać w ich kierunku, ale ponownie powstrzymała mnie ciepła dłoń, chwytając za nadgarstek.
- Nie żartuj Sehun-ah. Naprawdę chcesz bić się ze zwierzętami? – Odgarnął mi kosmyk włosów z oczu i spojrzał głęboko w czeluści źrenic.
- Czemu nie?! Zniszczyły to, co zaplanowałem! Już nie zdążę.. – zrezygnowany mówiłem takim głosem, czując że jestem bliski łez.
- Cokolwiek zaplanowałeś – dziękuję. Jeszcze nikt się dla mnie tyle nie postarał, nie zrobił samodzielnie jedzenia i nie przygotował wspaniałego wieczoru. Dziękuję. Dziękuję, że pamiętałeś o naszym wspólnym roku bycia ze sobą.. – I nie czekając na żadną wypowiedź, zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na mojej talii i składając czuły pocałunek na moich wargach. W momencie zetknięcia się naszych warg, usłyszeliśmy potężne huki, które okazały się być fajerwerkami.


A jednak się udało..

środa, 28 sierpnia 2013

WITHOUT YOU




Rodzaj: angst
Pairing: JongKey [Jonghyun x Key]
Ilość: 1 936

Dlaczego? Dlaczego musiałeś odejść? To nie tak miało się skończyć. Mieliśmy wiecznie trwać. Razem. Jako jedność. Mieliśmy się kochać w nieskończoność. Nasza miłość nie miała granic.
Jedni mówią, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Drudzy zaprzeczają. Ja należę do drugiej grupy. Odkąd Cię ujrzałem to Cię pokochałem. Chciałem dzielić z Tobą wszystkie swoje smutki, uciechy, szczęścia i załamania. Chciałem budzić się przy Tobie, witać Cię czułym całusem, kuksańcem czy przytuleniem. Pragnąłem robić Ci śniadanie do łóżka, mimo że nie potrafiłem gotować. Co ja gadam. Ledwo potrafiłem przyrządzić płatki z mlekiem czy zagotować wodę na herbatę. Wiem, że w takich sprawach byłem niezdarą. Potrafiłem łatwo drobną rzecz stłuc, czym Cię wkurzałem. Nieumyślnie to robiłem, ale musiałem przyznać, że pięknie wyglądałeś jak się wściekałeś..
Życie idzie naprzód, a ja stoję w miejscu. Wciąż mam przed oczyma Twoją uśmiechniętą buzię, widzę radosne ogniki w Twoich oczach, pamiętam uroczy śmiech wydobywający się z Twego gardła. Doskonale pamiętam w co byłeś ubrany tamtego feralnego dnia. Nigdy go nie zapomnę, choć próbuję.
Chciałbym się dowiedzieć co dokładnie Ci się stało, kto to zrobił, ale policja nic nie wskórała. Tajemnicze zabójstwo, żadnych śladów, odcisków, poszlak. Kompletne zero. Ile cała ta sprawa trwała? Tydzień? Dwa? Miesiąc?
Chcę ruszyć naprzód, ale wspomnienia nie dają o sobie zapomnieć. Atakują mnie z każdej strony, próbuję się ich pozbyć, myśląc kompletnie o czym innym. Nie mogę. Nie potrafię. Nie chcę?
Słyszałem, że w takich sytuacjach, aby ruszyć naprzód, trzeba się dowiedzieć co się dokładnie wydarzyło, przypomnieć sobie tę sytuację z najdrobniejszymi detalami i pogodzić się ze śmiercią ukochanej osoby.
Ale czy ja tak mogę? Nie zapomnę o Tobie tak łatwo; byłeś moim słońcem, moją duszą, moim najskrytszym marzeniem. W końcu mogliśmy razem żyć ze sobą, nie obawiając się komplikacji, mogliśmy cieszyć się wzajemną bliskością.
Ale to co było nie wróci.
Muszę się dowiedzieć kto Cię tknął. Dowiem się. Obiecuję Ci to. Gdy rozwikłam tę zagadkę powiem Ci wszystko dokładnie. Tylko Tobie.. kiedy następnym razem się spotkamy. Tam.. za Złotą Bramą.

Kocham Cię Key,
Kocham Cię,
Nie opuszczę Cię,
Nigdy.

Mój Aniele

Twój dinozaur, Jonghyun

piątek, 12 lipca 2013


TAK WIELE PYTAŃ - TAK MAŁO ODPOWIEDZI

~ ROZDZIAŁ I ~

Rating : NC-17
Pairing : Akihiro x Masahiro
Rodzaj : kryminał, fantasy, wieloczęściówka
Ostrzeżenia : sceny drastyczne
Opis : Jedno z dzieci zamożnej rodziny zostaje porwane w nieznanych okolicznościach. Ich ojciec kończy swój żywot. Czego chcą i kim są porywacze tego Akihiro musi się dowiedzieć, poznając sekrety zakazanej magii i unikając niebezpiecznych, jednocześnie dziwnych sytuacji.
Ilość : 7 840
POV : Akihiro

Jechałem w kierunku miejsca wypadku. Zadzwoniła kobieta w średnim wieku, mówiąc, że znalazła ciało swojego męża dryfujące w basenie. Widok ponoć był makabryczny, bowiem morderca rozkroił faceta i wypruł mu flaki ładnie ujmując. Na miejscu stawiła się od razu policja, lekarze śledczy, pogotowie, straż pożarna. Znaleźli ślady szamotaniny w mieszkaniu. Wszystko porozwalane. Istny burdel. Dodatkowo w domu było dziecko. I ślad po nim zaginął. Podejrzewają, że zostało uprowadzone. Tylko tyle się dowiedziałem. Resztę mieli mi powiedzieć na miejscu.
Dojechałem na obrzeża miasta; osiedle domów jednorodzinnych, willi oraz rezydencji. Podjechałem pod wskazany adres. Długo szukać nie musiałem. Od razu w oczy rzuciły się wielkie czerwone pudła na sześciu kołach, zwane wozami strażackimi, niezliczona ilość żółtej taśmy policyjnej, a do uszu doszedł sygnał syren. Zaparkowałem koło jednego z samochodów policyjnych, wyłączyłem silnik i wysiadłem. Rozejrzałem się uważnie: dokoła gapiów poza granicami taśmy, mnóstwo policjantów, czyjś szloch i poważna atmosfera unosząca się w powietrzu. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w kierunku posesji. Udałem się na tyły rezydencji, a pierwsze co rzuciło mi się w oczy to basen pełen wody. Albo raczej wody zabarwionej na czerwono. Cały basen pełen krwi, ciało wyłowione i położone na noszach, od cholery lekarzy śledczych i masakrycznie paskudny zapach. Skrzywiłem się i zasłoniłem nos chusteczką. Podszedł do mnie lekarz podając mi maskę. Przyjąłem ją z wdzięcznością i założyłem móc normalnie odetchnąć. Spojrzałem na faceta obok, czekając na jakieś dokładniejsze informacje o wypadku.
- Zabójstwo, a raczej morderstwo z zimną krwią. Ktoś wiedział jak zaatakować. Ofiara musiała znać napastnika lub coś w ten deseń. Wpuściła ją do środka samowolnie. Nie ma śladów włamania. Zabity to Kazuyoshi Hayakawa. Jest prezesem największej korporacji zajmującej się japońską gospodarką i przemysłem rozrywkowym. Odór, który czuć to smród rozkładającego się ciała. Został zamordowany gdzieś między drugą a trzecią nad ranem parę dni temu. W krzakach znaleźliśmy zakrwawiony worek. Z niego wydobywało się najwięcej smrodu. Ktoś wcześniej go zabił, zachował gdzieś ciało, czekając, aż zacznie się rozkładać, następnie przywiózł, bądź przyniósł je tutaj i wrzucił do basenu. Prócz rozprucia mu brzucha, zabrał najważniejsze narządy, które sprzedaje się na aukcjach internetowych. Informatycy już się tym zajęli i sprawdzają, czy ktoś przypadkiem nie chce ich sprzedać.
Kiwałem głową w geście zrozumienia i zamyślenia. Zaplanowana zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem. Ale nadal było pełno myśli i zagadek bez odpowiedzi. Skoro uprowadzili dziecko to dlaczego? Czego od niego lub od rodziny jeszcze chcieli? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Westchnąłem i podszedłem bliżej do zmasakrowanego ciała. Ledwo się schyliłem, a natychmiast się odsunąłem. Fetor był tak silny, że nawet przez maskę go czułem. Z ciała zaczęły wypełzać larwy, które trawiły skórę i mięśnie, zostawiając jedynie kości. Poczułem odruch wymiotny, ale się powstrzymałem. Odszedłem na bezpieczną odległość, by móc wziąć czysty wdech. Będąc blisko ciała wyczułem dziwną moc. Widziałem na czole, powiekach i ustach runy. Starożytne, potężne runy. Na świecie istnieje tylko trzech najpotężniejszych nieśmiertelnych, którzy mogą posługiwać się tak wielką magią. Tylko oni umieją nałożyć śmiertelne znaki i je zdjąć. Ich moc jest wszechpotężna, jednocześnie tragiczna. Ale sami nie ingerują w życie ludzkie. Chyba, że .. Chyba, że ktoś ich wezwie i zawrze z nimi pakt. O w mordę jeża. Dobra, ale później się nad tym po zastanawiam. Teraz bardziej pilne i aktualne sprawy trzeba ogarnąć. Odnalazłem wzrokiem lekarza i skinąłem mu głową. Gdy podszedł, zapytałem co z dzieckiem. Spojrzał na mnie bezradnie i wzruszył ramionami.
- Przeszukaliśmy całą posiadłość, ściągnęliśmy psy, ale nic. Zero śladu po dziecku. Jeden z psów podłapał trop od pokoiku dziecka do następnej ulicy, ale potem ślad się urwał. Wiadomo, że porwana została Sumiko – najmłodsza z rodzeństwa. Ma 7 lat. Najstarsza siostra i starszy brat są aktualnie u rodziców matki.
- Dlaczego Sumiko z nimi nie pojechała? – spojrzałem na niego sceptycznie, słuchając dalej informacji.
- Przygotowywała się do przedstawienia. Została z zaprzyjaźnioną nianią.
- A gdzie ta niania? I jakim cudem matka zgłosiła sprawę, a nie niania? Ślepa była czy co? – zmarszczyłem brwi. Coś tu nie pasowało.
- Kobieta mówiła, że gdy wróciła do domu to Sonji już nie było. Zostawiła w kuchni na lodówce karteczkę, że wyszła dziesięć minut przed tym, gdy matka wróciła. Wszystkie ślady są już zabezpieczone. Jak chcesz więcej pytań to udaj się do kuchni. Miwako Hayakawa – matka jest w kuchni z lekarzami. Dali jej środki na uspokojenie.
- Nie dziwię się. Dobra, dzięki. Wracaj do pracy.
Wszedłem do budynku i udałem się za odgłosem szlochu. Stanąłem w progu kuchni i rozejrzałem się dokładnie. Chyba jedyne miejsce, które ocalało i nie przeszło przez nie tornado. Usiadłem naprzeciw pani domu pokazując odznakę.
- Oboje wiemy, że rozmowa na temat tego co tu się stało jest ciężka i nieprzyjemna, ale w końcu i tak musiałaby być przeprowadzona. Prędzej czy później i tak by do tego doszło, więc niech mi pani zadania nie utrudnia i odpowie na parę pytań.
Skinęła roztrzęsiona głową.
- Kim jest cała ta ‘zaprzyjaźniona’ niania i jak długo tu pracuje?
- Sonja Fiodorow. Lat dwadzieścia. Pracuje tu od dwóch lat. To córka mojej przyjaciółki z Rosji. Zajmowała się już wcześniej Akirą i Fumiko. Nigdy, odkąd tu pracowała nie zostawiła dzieci na moment bez opieki. Zawsze przy nich była, gdy była potrzeba. Nie wiem dlaczego tym razem wyszła wcześniej. Nawet nie wzięła zapłaty..
- Zapraszała jakichś obcych nawet wtedy, kiedy pani lub mąż byliście w domu?
- Nie. Nie. Kiedy my byliśmy to nikogo nie było. Nie wiem jak pod naszą nieobecność. Trzeba by było dzieci spytać, ale ja naprawdę nie chce ich w to wciągać.
- Rozumiem panią doskonale, ale jednak będę musiał im parę pytań zadać. Za jakiś czas, ale jak najszybciej.
- Dobrze, ale naprawdę. Proszę mi dać jakiś dzień na wytłumaczenie wszystkiego.
- Oczywiście. Pani pozwoli, że teren zostanie obstawiony, zamontujemy parę kamer na wszelki wypadek i damy pani ochronę. Nie wiadomo co kto knuje, a przezorny zawsze ubezpieczony – uśmiechnąłem się ciepło w jej kierunku, by dodać trochę otuchy.
- Domyśla się pani kto mógł to zrobić? Czy mąż miał jakieś porachunki? Ktoś mu groził? – wszystko co mówiła zapisywałem w swoim notatniku. Nie chciałem by coś umknęło mej uwadze.
Brak odpowiedzi. Kolejna fala szlochu.
- J-Ja naprawdę n-nie mam pojęcia k-kto to mógł być. Kazuyoshi nie mieszał mnie nigdy do swoich spraw biznesowych. Nigdy nic nie mówił. Pytałam go parę razy o jakieś błahostki, ale nie odpowiadał. J-Ja przepraszam, ale w tej chwili nie mogę już tu zostać. M-Muszę j-jechać do dzieci.. – wstała z wielkim wysiłkiem wciąż ocierając łzy.
Westchnąłem cicho. No cóż. Nie ma co dalej jej męczyć. Wyciągnąłem z kieszeni wizytówkę i podałem kobiecie.
- Gdyby sobie pani coś przypomniała lub porywacze by się z panią skontaktowali, proszę dać znać jak najszybciej.
Skinęła głową. Sięgnęła po coś do torebki i podała mi dwa zdjęcia, gdzie na jednym były dwie kobiety, a na drugim trzy kobiety i chłopiec.. Spojrzałem nie bardzo rozumiejąc kogo przedstawia pierwsza fotografia.
- To Sasha – moja przyjaciółka z córką Sonją. Ta brunetka to Sonja.. Na drugim zdjęciu to ja z dziećmi. Dziewczynka z czarnymi długimi włosami ze szramą na policzku to Sumiko.. Proszę.. Znajdźcie moją córeczkę. Jak coś jej się stanie to nie wiem co zrobię.. – spojrzała na mnie błagalnie.
- Proszę się nie martwić. Naszym obowiązkiem jest zbadanie całej tej sprawy i znalezienie ofiar całych i zdrowych. Może być pani pewna, że będę jej szukał, aż znajdę. Nie poddam się. – mówiąc te słowa i patrząc na podłamaną kobietę, coś mnie tknęło w sercu. Uczucie jakbym miał ochronić własne dziecko. Myślami powiodłem do swojej własnej pięcioletniej córeczki, która aktualnie przebywała w przedszkolu.
Uśmiechnąłem się pocieszająco do kobiety i odprowadziłem ją do wyjścia. Skłoniłem się na pożegnanie i jeszcze przez chwilę patrzyłem za jej znikającą sylwetką. Stwierdziłem, że jeszcze się rozejrzę po domu. Wróciłem do środka, obszedłem każdy pokój, zajrzałem w każdy możliwy i dostępny zakątek, lecz nic podejrzanego nie zobaczyłem. Westchnąłem i opuściłem teren posiadłości. Ledwo wsiadłem do auta, a rozległ się sygnał radia policyjnego.
- Do wszystkich jednostek: Czarne volvo s60 o numerach rejestracyjnych JPN945E6 od 10 minut obserwuje dom zamordowanego. Powtarzam: czarne volvo o numerach JPN945E6 obserwuje dom zamordowanego! Jeden ze świadków twierdzi, że auto było już tu parokrotnie i to na posesji!
Zdążyłem ledwo wskoczyć do środka, gdy owy samochód z piskiem opon ruszył z miejsca i przemknął tuż obok.
Nie czekając ani chwili dłużej, ruszyłem za nim w pościg.

~ CIĄG DALSZY NASTĄPI ~

piątek, 28 czerwca 2013


ZAMÓWIENIE DLA KOKORO



PO UDANYM KONCERCIE





Rating: NC-17
Rodzaj: yaoi, lekki fluff
Pairing: GTOP [GDxTOP]
Ostrzeżenia: seks, przekleństwa
Uwagi: Są zespołem, ale niektóre rzeczy nie są zgodne z prawdą
Ilość: 9 770
POV: T.O.P

Już od pewnego czasu widziałem, że coś się dzieje, ale nie pytałem. Byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi jeszcze sprzed czasu debiutu. Nasze mamy poznały się w latach szkolnych i ich przyjaźń przetrwała dłużej niż się same tego spodziewały. Przyszedłem na świat jako pierwszy w listopadzie, rok później w sierpniu urodził się Jiyong. Od tamtej pory razem się bawiliśmy, spędzaliśmy całe dnie, wspólnie jedliśmy posiłki. Opiekowałem się nim jak młodszym bratem. Bynajmniej w tamtym okresie był dla mnie jak brat. Chodziliśmy do tych samych szkół, Smoczek zawsze podążał moimi śladami. Nie chciał iść nigdzie indziej. Chciał być blisko mnie. Rozdzieliły nas jedynie studia, ale los później nas połączył w jeden zespół. Cieszyłem się jak głupi. Na studiach uporządkowałem swoje uczucia. Odkryłem, że dziewczyny mnie nie kręcą. Próbowałem w dwóch związkach, ale zawsze kończyło się porażką. Oczywiście to ja zrywałem. Jiyong przez ten czas nie miał żadnej. Przynajmniej nic o tym nie wiedziałem, nikt też szczególnie mnie nie informował. Bo kto by chciał się kumplować z beczką? Oczywiście, że nikt. Wziąłem się za siebie i przychodząc na uczelnię, byłem kompletnie innym człowiekiem. Siałem postrach, ludzie bali się mnie. Niepotrzebnie. Tworzyłem jedynie skorupę zewnętrzną, po to by już nie słyszeć żadnych śmiechów ani docinków pod swoim adresem. W końcu szkoła wyższa oznaczała tym samym nowe życie. Nikt Cię nie znał, jeśli już to jakieś poszczególne osoby, a tak to byłeś wszystkim obcy. Jedyną osobą, która w tamtych czasach chciała się ze mną przyjaźnić był Daesung. Obecny członek zespołu. Jako jedyny wyciągnął do mnie rękę. Od tamtej pory trzymaliśmy się razem. Dzięki niemu mogłem zaznać odrobiny życia studenckiego. Poszaleć. Wprowadził mnie w swoje środowisko, poznał mnie z ludźmi, którzy w pewnym sensie byli tacy jak ja. Zgraliśmy się, stworzyliśmy jedność. Byliśmy dla siebie kimś w rodzaju rodziny.
Gdy zaliczyłem studia, zrozumiałem, że przez cały czas kochałem Jiyong’a nie jak brata, lecz jak kogoś więcej. Trafiając do grupy trainee wraz z nim, zacząłem dostrzegać jego atuty i wszystko to, czego do tej pory nie widziałem.

- Tabi! Obudź się! – Ktoś machał mi ręką centralnie przed oczami. Jeszcze trochę, a trafiłby w nos. Potrząsnąłem głową i spojrzałem w górę na osobnika. ON. Stał i patrzył lekko zmartwiony na mnie. Przesunąłem spojrzeniem w dół na szyję i golą klatkę piersiową. Wpatrywałem się w nią dłuższą chwilę, aż zjechałem jeszcze odrobinę w dół zatrzymując się na tatuażu przy pępku. Kącik ust nieświadomie drgnął, a po chwili z ust wydobył się cichy śmiech. – Zamiast śmiać się z mojego pępuszka i tatuażu, ruszyłbyś swój piękny zadek i przygotował się. Za chwilę wychodzimy. – Wydął wargi i ruszył się ubrać i umalować. Zdecydowanie. Mógłby sobie darować obie te rzeczy. I bez nich ociekał seksem.
Mruknąłem cicho i podniosłem się. Poprawiłem czarno-niebieski garnitur i podszedłem do swojej makijażystki, która szybko uwinęła się z moim make-upem. Zaczekałem na chłopaka i poszliśmy razem pod scenę, stając na klapie i czekając na sygnał startu. Kątem oka ilustrowałem jego strój; kolorowa koszulka, różowa marynarka i czarne rurki z dziurami. Oblizałem nieświadomie wargę i powstrzymałem wszelaką chęć na klepnięcie go w tyłek. Rozległ się sygnał syreny alarmowej, światła zgasły i klapa poszła w górę. Show czas zacząć.

Po udanym koncercie, przebrani we własne ciuchy, bez makijażu, reflektorów, zbędnych rzeczy pojechaliśmy do naszego hotelu. Wpadliśmy do pokoju hotelowe śmiejąc się i żartując. Podszedłem do wyposażonego w alkohol barku i zajrzałem do środka, wyciągając schłodzonego szampana.
- To co? Pijemy dzisiaj by uczcić nasz występ? – Spojrzałem na młodszego, rozwalonego w seksownej pozycji na łóżku. Obrócił głowę w moją stronę i zamruczał jak mały kotek. Zmrużyłem oczy i czekałem, nie odzywając się.
- Pewnie, ale jak będziemy pić to tylko w tej dużej wannie. W końcu wypadałoby ją wypróbować. A poza tym.. mamy dziś piękną noc! – Zaśmiał się i ruszył w kierunku łazienki, po drodze gubiąc ciuchy. Patrzyłem za nim przez dłuższą chwilę, po czym zatrzasnąłem drzwi lodówki, wziąłem szampana, kieliszki i jakieś przekąski już gotowe w miseczkach. Udałem się do pomieszczenia, w którym zniknął młodszy. Zostawił na szczęście uchylone drzwi, więc nie musiałem się trudzić z otwarciem ich. Wchodząc do środka, załapałem się na moment, gdy GD wchodził powoli do wanny, tym samym eksponując swój zgrabny tyłek. Nawilżyłem wargi i wszedłem do środka, stawiając rzeczy koło wanny, a raczej jacuzzi, bo wanną tego nie można było nazwać. Wbudowane w podłogę, osłonięte by zbytnio na kafelki się nie wylewało. Rozebrałem się do naga i wszedłem, siadając wygodnie na wolnym miejscu naprzeciw chłopaka. Rozsiadłem się wygodnie i spojrzałem za wielkie okno. Mieliśmy idealny widok na miasto i na niebo pełne gwiazd. Zamoczyłem się po szyję i spojrzałem na kolegę. Siedział z głową odchyloną w tył, z przymkniętymi oczami. Miałem wielką ochotę by się zbliżyć i dotknąć go. Jego pełnych warg, jego delikatnych policzków. Pocałować go.. ale się powstrzymałem. Znowu. Zamiast tego otworzyłem szampana i rozlałem płyn do kieliszków, podając jeden z nich liderowi. Wziął go i spojrzał na mnie, podnosząc się lekko do pionu. Stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy zawartość. Pogadaliśmy trochę o zespole, o rodzinie; co u nich słychać i takie tam, o wytwórni, aż obaj zamilkliśmy.

- Kocham Cię Tabi. – Słysząc te słowa, uniosłem się gwałtownie i zakrztusiłem szampanem, który piłem. Spojrzałem na Jiyong’a, mając nadzieję, że się przesłyszałem i to tylko wyobraźnia płata mi figle. Ale nie. Patrzyłem się centralnie w oczy Smoka, który siedział bliżej mnie, a dokładniej na moich kolanach, twarzą zwróconą w moim kierunku i chwilę później wzrokiem skierowanym prawdopodobnie na moją szyję, bądź klatkę piersiową.
- S-Słucham? – Spojrzałem na niego uważniej i wytężyłem słuch.
- Powiedziałem: Kocham Cię Tabi. Głuchy jesteś czy co? – Uniósł buźkę wyżej i spojrzał mi w oczy ze stoickim spokojem. – Kocham Cię jak dziewczyna może kochać chłopaka, który jej się podoba. Kocham Cię jak moja mama mojego tatę i Twoja mama Twojego tatę. Kocham Cię jak moja siostra swojego narzeczonego. Kocham Cię od dawna Seunghyun.. – nie dając mi dojść do żadnego słowa, złożył na moich wargach czuły pocałunek. Zdziwiony i lekko zszokowany siedziałem jak na szpilkach. Myślałem, że to jego kolejny żart. Zawsze po alkoholu nieźle mu odwalało. Myślałem, że tym razem także. Chwyciłem jego buzię w swoje ręce i odsunąłem go od siebie, patrząc w oczy. Ani się nie błyszczały, ani nie wyglądały na naćpane.
- Naprawdę?
- Tak. I wiem, że Ty też mnie kochasz.
- Eee..!? Skąd to wiesz? – Spojrzałem na niego w większym szoku, nie mogąc w to uwierzyć.
- Daesung się wygadał : 3 – Zaśmiał się wesoło i założył ręce na mojej szyi. – Czy teraz mnie w końcu pocałujesz?
Niewiele myśląc, ująłem jego podbródek w rękę i przyssałem się do jego czerwonych warg. Całowałem delikatnie, powoli, z czasem dopiero przechodząc na namiętność i dzikość. Całym tym pocałunkiem wyrażałem to co czułem przez ostatnie parę lat do obecnej chwili. Tęsknota, ból, cierpienie, zauroczenie, miłość, niecierpliwość, pożądanie. Poczułem jak młodszy wsuwa swój mięsień do mojej jamy ustnej. Dotknąłem go swoim i przez krótką chwilę toczyliśmy walkę o dominację. Oczywiście nie miał ze mną szans. Przegrał i pozwolił mi się dalej sobą zająć. Chociaż kto wie? Może celowo przegrał?
Gdy zabrakło nam powietrza, oderwaliśmy się od siebie. Nie zwlekając ani minuty, zepchnąłem go z siebie tak, że upadł na wolne miejsce spośród wielu, podpłynąłem do niego i oparłem ręce na jego udach, zsuwając je po chwili na jego zgrabne pośladki. Jakby tylko na to czekał, oplótł moje biodra swymi nóżkami, tym samym zbliżając mnie do siebie. Nasze krocze zetknęły się, a z ust lidera uciekł cichy jęk. Uśmiechnąłem się i odchyliłem jego głowę do tylu. Widziałem jak spod przymrużonych powiek wpierw patrzy na mnie, a następnie wzrok kieruje na nocne niebo. Złożyłem po raz kolejny pocałunek na jego spierzchłych wargach, sunąc językiem w dół przez linię szczęki i szyję. Po drodze zostawiałem przysysałem się do jego delikatnej skóry i zostawiałem malinki na pamiątkę i znak by wiedział do kogo należy. Chwyciłem jego bestię w ręce i zacząłem ją stymulować i pocierać by pobudzić. Długo nie musiałem pracować nad tym. Prawie że od razu jego smok stanął na baczność, meldując gotowość do działania. Zaprzestałem na moment jakichkolwiek ruchów i spoglądałem na wspaniałe ciało chłopaka, który w tej chwili ledwo kontaktował. Mruczał pod nosem, dając znak jak mu przyjemnie. Oblizałem wargi, chwyciłem go za kostki i podciągnąłem tak, że nadział się na mojego twardziela, prężącego się dumnie. Dociągnąłem go do końca, jednocześnie trafiając od razu w punkt G. Otworzył szeroko oczy i wrzasnął, szarpiąc się, wbijając paznokcie w moje barki i wiercąc się niemiłosiernie, jakby chciał pozbyć się mojego penisa ze swojej cholernie ciasnej dupy.
Przyciągnąłem go do siebie i objąłem w pasie. Usiadłem spokojnie na własnych literach ani na chwilę nie wypuszczając młodszego z objęć. Wtulił się w zagłębienie mojej szyi i dyszał ciężko.
- Kurwa Tabi Twoja mać. Mogłeś.. ostrzec.. – warknął cicho do mojego ucha i zaczął sam się poruszać. Ehehe, Smoczuś mnie ujeżdżał jak dzikiego rumaka. Przytrzymałem jego biodra i pomagałem mu trochę się podnosić.  – Ta jebana woda niczego wcale nie ułatwia.
- Oj zamknij się i ciesz się chwilą. – Mruknąłem cicho i chwyciłem w obie ręce jego bestię, ponownie się nią zajmując oraz jego jajeczkami. Uciskałem je, słysząc podniecające krzyki niższego, pocierałem główkę członka co powodowało wyrywania się i przyspieszenie rytmu. Z odchyloną głową jęczał, krzyczał na przemian i coraz bardziej wbijał mi paznokcie w ramię. Zaczął drapać, zaśmiałem się cicho i wpasowałem się rękoma w jego rytm. Przyssałem się do sutków i lekki je podgryzałem, trącałem mokrym językiem i po prostu lizałem. Poczułem palce Smoka w swoich włosach jak kurczowo się zaciskają. Przytuliłem chłopaka w odpowiednim momencie. Wygiął się w łuk, zajęczał przeciągle i strzelił swym nasieniem na mój podbródek. Sam poruszyłem biodrami jeszcze parę razy i doszedłem w nim ze zdwojoną siłą. Opadł na mnie, po czym odchylił się do tyłu i odpłynął w przeciwnym kierunku. Spojrzałem w wodę i ujrzałem krew.
- Jiyong! N-Nic Ci nie jest?! – Spojrzałem na niego wystraszony i już chciałem się zbliżyć, ale powstrzymał mnie machnięciem ręki.
- Idiota. To był mój pierwszy raz. Skoro dziewczyna krwawi to chłopak też ma prawo. Szczególnie jak pewien KTOŚ wejdzie w Ciebie nachalnie jakby chciał Cię zgwałcić. – Jęknął cicho i wykrzywił wargi w geście grymasu. Sięgnął po kieliszek i wypił do końca jego zawartość.
- Cz-czekaj! Czyli, że to był Twój pierwszy raz?! – Szczęka opadła mi do samego dna. Nie mogłem po prostu w to uwierzyć. Nie wiedziałem czy kogoś miał jak już wspomniałem, ale wydawało mi się, że z kimś mógł być.
- A Ty coś myślał? – Popukał się palcem w czoło, a ja niewiele myśląc, przysunąłem się i przytuliłem go mocno do siebie. Wsunął swoje ręce na moją klatkę piersiową i odsunął się ode mnie odrobinę. – Chodź do łóżka. Musimy zrobić powtórkę z rozrywki. Wanna wcale nie jest wygodna jak to inni mówią. – Otworzyłem szerzej oczy i uradowany chwyciłem chłopaka od razu na ręce, wstałem i wyszedłem z nim ostrożnie z jacuzzi, a następnie podreptałem do sypialni. Rzuciłem go na łóżko i zamknąłem za sobą drzwi.

KONIEC


czwartek, 20 czerwca 2013

~ OGŁOSZENIE PARAFIALNE #2 ~

Do napisania:

a) GTOP dla Kokoro
b) ChenMin
c) AkahiroxMasahiro - w trakcie
d) XanxusxSqualo
e) Loża Szyderców [Taoris] #2
f) HunHan
g) JongKey - w trakcie
h) SeHo - w trakcie
i) SeKai dla Anonima



Zamówienie dla Krisusa


BIBLIOTEKA




Rating: NC-17
Pairing: KrisYeol [Kris x Chanyeol]
Rodzaj: one-shot, fluff, yaoi, lekki angst
Ostrzeżenia: seks ouo, bijatyka
Ilość: 12 779
POV: Chanyeol

Poczułem delikatne podszczypywanie na udzie. Zignorowałem to i skupiłem się na lekcji. Ponownie poczułem podszczypywanie, które zmieniło się w głaskanie. Ręka osobnika zmierzała do mojego krocza. Starałem się patrzeć na tablicę, a nie na kończynę. Przełknąłem ciężko ślinę i zagryzłem wargę, czując jak ręka masuje moje krocze.
- Przestań Kris, bo nas złapią.. – z moich ust wyrwał się cichy jęk. Spojrzałem kątem oka na chłopaka obok. Z perfidnym uśmieszkiem, nie przestając masować mojego członka przez materiał, przepisywał zadanie z tablicy. Zacisnąłem oczy, czując po chwili uciskanie w dolnych partiach ciała. Już chciałem go drugi raz ostrzec, gdy uprzedził mnie głos nauczyciela.
- Wu Fan! Coś taki rozochocony? Nie możesz się doczekać pójścia do tablicy pewnie? Zapraszam! – basowy głos pana Kanga rozbrzmiał wśród upiornej ciszy. Czemu cisza? Kto chciałby iść do odpowiedzi na matematyce? Nawet na ochotnika jak pójdziesz to facet wystawi ocenę. Nieważne czy dobrze, czy źle będzie zadanie. Ocena to ocena dla niego. Musi być, bo inaczej nie zdasz.
Tak więc Kris nie mając wyjścia, niechętnie oderwał się od moich spodni i ruszył w wyznaczonym kierunku, uprzednio szepcząc do mnie, że spotkamy się w łazience. Westchnąłem cicho i skupiłem się na zadaniu. Nie chciałem podpaść nauczycielowi. Co prawda miałem dobre stopnie, ale nie chciałbym mieć przechlapane.
Spoglądałem na starszego stojącego przy narzędziu śmierci. Stał tam z głupią miną, kompletnie nie wiedząc jak zabrać się za ciągi geometryczne. Uśmiechnąłem się pod nosem, co nie uszło uwadze nauczyciela. Nic nie powiedział, ale coś knuł. Wsadziłem nos w książkę i obserwowałem, aż odejdzie w kierunku swojego stanowiska, po drodze oczywiście dogadując Krisowi, że gada i przeszkadza na lekcji, a tak prostego zadania nie potrafi zrobić.
- Zadzwoni dzwonek to wychodzicie na przerwę. Ty Wu Fan nie wyjdziesz póki nie dokończysz zadania. Radzę weź się do kupy zbierz albo skończysz z dwóją na koniec, a stać Cię na więcej. – Zaczął prawić swój monolog o tym jacy to uczniowie są zdolni, ale swych talentów nie wykorzystują i marnują go na nie wiadomo co. – Zamiast zabawiać Pana Parka weź się za naukę. – Gdy to usłyszałem spaliłem natychmiastowego buraka. Czyli, że widział? Już chciałem się zapaść pod ziemię, lecz przeszkodził mi tym razem dzwonek obwieszczający długą przerwę. Mr. Kang wygonił nas z klasy.
Udałem się w umówionym wcześniej kierunku. Wszedłem do środka i usiadłem na parapecie, spoglądając co się dzieje za oknem. Po jakimś czasie poczułem znajome dłonie na udach. Odwróciłem głowę i natychmiast na moich ustach wylądowały wargi Fana. Zamiast zachłannych pocałunków jak to miał w zwyczaju mnie obdarowywać, odczułem jedynie spokój i ciche pożądanie. Zamruczałem cicho i objąłem chłopaka za szyję, jednocześnie przybliżając go bardziej do siebie. Rozkraczyłem nogi by uniknął dodatkowej przeszkody. Nie cackał się długo. Zsunął ręce z mojej talii na krocze, gdzie w trybie natychmiastowym spod materiału wydobył mojego przyjaciela. Zaczął pocierać kciukiem główkę i smyrać palcami jego długość. Nie wiem jakim cudem, ale mój penis zmieścił się cały w jego ręce. Ale to nie było w tej chwili najważniejsze. Ważniejszą rzeczą była przyjemność, którą z chwilą dotyku zacząłem odczuwać. Wtuliłem się w niego i począłem cicho mu jęczeć do ucha. Czułem jak przechodzą go dreszcze.
Tą jakże przyjemną chwilę przerwało nam czyjeś chrząknięcie. Spojrzeliśmy w kierunku skąd dobiegał odgłos i zamarliśmy. Otóż o umywalki opierał się nie kto inny tylko Pan Kang. No to jesteśmy martwi.
- Panowie, szkoła to nie miejsce na takie zabawy. Wiecie o tym doskonale, że takie stosunki jak i pocałunki na terenie szkoły są surowo zakazane. Teraz nie chcę słyszeć żadnych wyjaśnień. Doprowadźcie się do porządku, następnie udacie się na lekcje bez żadnych już wycieczek, a po zajęciach obu was zapraszam do biblioteki. Tam odbędziecie swoją karę.
- Pan chyba nie mówi poważnie! Dlaczego biblioteka? – spojrzałem na Krisa uważnie. Odsunął się na tyle by mnie zasłonić. Szybko stanąłem za nim i doprowadziłem swój mundurek do porządku. Przysłuchiwałem się uważnie ich rozmowie.
- Ma pan z tym jakiś problem panie Wu?
- Nie będę odbywał żadnej kary! Nic złego nie robiliśmy! Masturbacja to przecież nie zbrodnia! – słyszałem cichy warkot z gardła Krisa. Położyłem swoje ręce na jego talii tak by nauczyciel nie zauważył, co i tak chyba nie wyszło, bo znów posłał dziwne spojrzenie w naszym kierunku.
- Na terenie szkoły owszem! Zbrodnia najwyższa! Nie życzymy sobie żadnych intymnych stosunków, nieważne jaka płeć między partnerami.
- Zawsze pan wszystko bagatelizuje! Zachowuje się pan jakby też chciał spróbować, ale nie ma z kim! Może ukochana osoba się pana wyparła i teraz się pan na uczniach wyżywa?! – oho. Robiło się niebezpiecznie.
- Kris, daj spokój. Przestań.
- Cicho bądź Chan. – spojrzał na mnie kątem oka. Chwycił moje ręce i splótł swoje palce z moimi.
- Teraz przesadziłeś chłopcze! – Pewnym krokiem podszedł do mojego chłopaka i zdecydowanym ruchem wymierzył mu cios prosto w policzek. Na szczęście stałem za nim, więc go przytrzymałem. Siła uderzenia była tak mocna, że gdybym nie stał za Fanem, ten mógłby polecieć w tył. – Mam dość Twojego zachowania! Masz się stawić z Parkiem w bibliotece równo o 16! Jeśli was nie będzie, wylatujecie ze szkoły na dobre! Nie będę tolerował takich gówniarzy.
Nie wytrzymałem. Nikt nie miał prawa podnosić ręki na mojego partnera, na osobę, którą darzę wielkim i ciepłym uczuciem. Coś w środku mnie pękło. Odepchnąłem starszego na bok i rzuciłem się z pięściami za nauczycielem. Dopadłem go i popchnąłem na umywalki. Łokciem przywalił w lustro, które pękło, ale nie posypało się na podłoże. Chwyciłem go za kołnierz koszuli i zacząłem równo okładać jego facjatę pięścią. Wpadłem w jakąś dziwną furię. Wyłączyłem się, nie wiedziałem co się dzieje w prawdziwym świecie. W obecnej chwili liczyło się tylko to, by belfer dostał za swoje.
Ktoś krzyknął, poczułem szarpnięcie w tył. Ktoś chwycił mnie za nadgarstki i przycisnął swoim własnym ciałem do ściany.
- Uspokój się, proszę Cię.
Zamrugałem parę razy. Kris właśnie został poniżony przez tamtego, a on jak gdyby nigdy nic mówi bym się uspokoił? Chore jakieś. Już chciałem coś powiedzieć, ale dostrzegłem inne osoby w pomieszczeniu. Cholera. Niedobrze. Dyrektor, pielęgniarka i dwóch innych nauczycieli. Mogę się chyba pożegnać..
- Wy dwaj! Do mojego gabinetu natychmiast! – bałem spojrzeć się w kierunku, z którego dochodził głos. Rozgniewany i mocno wkurzony. Wiedziałem, że jestem już udupiony. Ktoś znów mnie szarpnął, objął mnie ramieniem i wyciągnął na szkolny korytarz. Uczniowie rozstąpili się jak jeden mąż na boki, dali przejść. Słyszałem szepty, piski, zdziwione i zaciekawione spojrzenia.
Zostałem szybko zaprowadzony do gabinetu dyrektora na dywanik. Stałem przed biurkiem ze spuszczoną głową. Wpatrywałem się tępo w dywan. Kris również stał cicho. Czekaliśmy na ,,sędziego’’ i wyrok śmierci. Nawet nie wiedziałem kiedy po moich policzkach stoczyło się parę łez. Stałem i płakałem z bezsilności. Naprawdę bałem się co się teraz stanie; czy nas rozdzielą, zawiadomią pewnie rodziców, pójdziemy do poprawczaka albo co gorsza – zamkną nas w więzieniu. Zajęty takimi myślami, nie spostrzegłem, że ktoś mnie obejmuje. Przytula do siebie z całych sił i płacze razem ze mną. Objąłem chłopaka i wtuliłem się mocno w niego. Wybuchnąłem niepohamowanym płaczem. Stałem tam, przytulony i zasmarkany, roztrzęsiony całą tą sytuacją.
- P-Przepraszam Kris.. nie.. nie wiem co we mnie wstąpiło.. to był impuls.. ja-ja nawet nie chcia-łem go pobić.. nie wiem.. boję się..
- Cicho Chan, cicho. Będzie dobrze, zobaczysz. Nie pozwolę by ktokolwiek nas rozdzielił przez tak mały incydent. Zresztą, ty tylko stanąłeś w mojej obronie. To ja mogłem nie zaczynać tej potyczki słownej. Ale wiesz jaki jestem.. Zawsze muszę się odezwać w najmniej potrzebnym momencie. To ja powinienem Cię przeprosić. Cokolwiek się stanie, całą winę wezmę na siebie. Nie pozwolę by ktoś Cię tknął. To ja muszę zapłacić za te czyny..
Łkałem wciąż i słuchałem jego słów. Skupiłem całe swoje myśli na teraźniejszości. Odpędziłem w tym momencie przeszłość i przyszłość. Carpe diem.
- Bardzo ładna scena chłopaki. – Odezwał się spokojnym głosem dyrektor, wchodząc do swego gabinetu i zasiadając po drugiej stronie biurka.
- Prze-Przepraszam.. – odezwałem się cicho, odsuwając lekko od chłopaka i wycierając łzy w rękaw.
- Przejdę do konkretów. To co stało się w łazience.. zapomnijmy o tej sprawie..
- Jak to!? – Spojrzałem na niego zszokowany, na co ten uniósł rękę.
- Daj mi powiedzieć Chanyeol. – Odchrząknął i spojrzał na nas. – Pod warunkiem takim, że stawicie się dzisiaj o 16 w bibliotece i odrobicie karę. Dodatkowo będziecie ją odbywać przez dwa tygodnie; za napaść i pobicie nauczyciela oraz za stosunki seksualne, które są zabronione. W domu czy gdzie indziej – proszę bardzo, ale na litość boską! To jest szkoła, miejsce publiczne. Powstrzymajcie swoje emocje i zaczekajcie albo wcale nie przychodźcie do szkoły jak macie tzw. chcicę. Jeśli was dziś nie będzie – natychmiast dzwonię do waszych rodziców i informuję ich o zaistniałej sytuacji. Będzie to również groziło opuszczeniem placówki, a z tego co słyszałem tego nie chcecie.
Pokiwaliśmy zgodnie głowami.
- A co z Panem Kangiem? – Spojrzałem na swoje palce, w których nerwowo ściskałem koszulę.
- Rozwalony łuk brwiowy. Nic mu nie będzie, ale mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, że trzeba go będzie przeprosić?
Kolejne kiwnięcie.
- Poza tym, powiedział, że przepyta was z materiału z trzech ostatnich lekcji. Przygotujcie się do tego i zaliczcie. Od tego będzie zależała wasza ocena końcowa. – Podniósł się, obszedł biurko i podszedł do nas, kładąc ręce na naszych ramionach. – Uważajcie proszę co robicie i mówicie. Jeszcze jeden wybryk, a naprawdę  powiemy sobie dowidzenia. Arasso?
- Oczywiście! – Odpowiedzieliśmy zgodnym chórem i cała nasza trójka roześmiała się.
- Dziś już dajcie sobie spokój z nauczycielem. Jutro będziecie walczyć o odzyskanie honoru. A teraz zmykać na lekcje i widzimy się po zajęciach! – Wypchnął nas z gabinetu.
- Nie wiedziałem, że jest taki wyrozumiały. – Spojrzałem na drzwi od wcześniej wspomnianego pomieszczenia i roześmiałem się cicho. Kris spojrzał na mnie nie wiedząc za bardzo o co chodzi, lecz po chwili już się obaj śmialiśmy. Podchodząc pod klasę, gdzie odbywała się ostatnia lekcja, zostałem przyparty do ściany. Przyciągnąłem Fana bliżej i złożyłem na jego wargach czuły pocałunek.

- Dobrze moi mili. Zostawiam was w rękach pań bibliotekarek. Dostosujcie się bez narzekania do roboty. Przyjdę w którymś momencie sprawdzić jak wam idzie. – Dyrektor wychodząc, uśmiechnął się do wszystkich. Równy był z niego gość. Nie ma co.
- Świetnie dzieciaki! Mamy sporo książeczek do ułożenia! Jesteście wysocy więc obejdzie się bez drabinek! Zacznijcie układać w dziale trzecim począwszy od M do końca Z. Nazwiskami autorów lecicie. Jeśli będą jakieś problemy, przyjdźcie i mówcie. Jasne? – Kobieta koło sześćdziesiątki zaprowadziła nas do danego działu i objaśniła raz jeszcze spokojnie co, jak, gdzie układać. Pożegnała nas z uśmiechem i odeszła w kierunku swojego stanowiska. Nie tracąc czasu, wzięliśmy się do roboty.
Około dziewiętnastej przyszła do nas jedna z bibliotekarek sprawdzić jak przebiega kara. Uśmiechnęła się w zdumieniu jak szybko i porządnie wszystko ułożyliśmy. Zostały nam tylko niższe półki.
- Dzieciaczki kochane. Widzę, że praca świetnie idzie. Nie spodziewałyśmy się, że tak dobrze sobie poradzicie. Przyniosłyśmy wam tu ramen, bo pewnie zgłodnieliście. Jeszcze jest ciepły, więc zróbcie sobie przerwę, usiądźcie przy ławkach i zjedzcie. Dokończycie po posiłku. – Postawiła siatki z jedzeniem na blacie i zwróciła się ponownie w naszym kierunku. – Już skończyłyśmy pracę, więc zostawiamy wam klucze przy głównym stanowisku. Wychodząc proszę zamknijcie i oddajcie klucze woźnemu, dobrze? – Roześmiała się cicho i ruszyła w kierunku wyjścia.
Zrobiliśmy sobie przerwę i zjedliśmy ramen, póki było ciepłe.
- A myślałem, że w bibliotece się nie je. – Zaśmiał się Yi Fan i popił sokiem.
- Wiesz, może mają tu inne zasady. – Uśmiechnąłem się i sprzątnąłem brudy. Poszedłem do działu trzeciego i usiadłem na dupie, porządkując dolne półki. Po chwili poczułem bliskość chłopaka i jego natrętność na moją osobę. Odwróciłem głowę i to było moim błędem. Kris rzucił się na mnie jak wilk na swoją zdobycz i zaczął obsypywać moją buzię, szyję pocałunkami. Zdjął ze mnie jakimś cudem górę mundurka, chwycił za krawat i przyciągnął moje ciało do siebie. Wpiłem się gwałtownie w jego usta, rozkoszując się smakiem jabłkowego soku. Odepchnął mnie od siebie by móc zacząć znaczyć ścieżkę po moim ciele. Rozwiązał swój krawat i związał nim moje nadgarstki. Westchnąłem cicho i wygiąłem się w łuk pod wpływem dotyku dłoni i warg oraz mokrego języka w okolicach pępka i sutków.
- K-ris.. daj spokój.. a co jak ktoś wejdzie? – Jęknąłem głośno, czując jak starszy podgryza moją skórę.
- Coś się wymyśli..
Szybkim ruchem pozbył się swego odzienia oraz mojej dolnej partii mundurka. Założyłem skrępowane ręce za jego głowę, przyciągając go bliżej siebie.
- Wejdź we mnie..
- Czekaj Yeollie, muszę Cię przygotować.
- Jestem wystarczająco podniecony, obejdzie się bez dodatkowych gierek.. Dawaj szybciej albo dojdę na sam widok Twojego nagiego ciała..
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Skarbie.
Już po chwili poczułem jego wielkiego, twardego członka w sobie. Jęknąłem głośno i zagryzłem wargę z bólu. Cholera. Nie sądziłem, że aż tak będzie boleć na sucho. Poruszyłem biodrami, dając znak by kontynuował. Przytulił mnie do siebie i zaczął szybko pracować biodrami. Podgryzał od czasu do czasu moją skórę, ręką dopieszczał mojego penisa, drażnił go kciukiem, wpijał się i podgryzał me wargi, a ja jak głupi tylko jęczałem z rozkoszy i wpasowywałem się w jego tempo.
Już miał nastąpić finał, gdy usłyszeliśmy jakiś szmer. Próbowaliśmy uspokoić oddechy, Kris pozostał we mnie, ale zaprzestał ruchy. Nasłuchiwaliśmy.
- Halo, jest tu kto? – odezwał się ciężki głos woźnego.
- Tak, dwaj uczniowie. Dostaliśmy karę.. – Którą właśnie odbywamy. - ..i panie zostawiły nam klucze. Dyrektor po nas przyjdzie. – Fanowi udało się odzyskać w miarę normalny głos i odpowiedział szybko, chcąc pozbyć się natręta.
Poruszałem delikatnie biodrami i sam się stymulowałem. Nie chciałem by podniecenie opadło. Nie w takiej chwili. Przyciągnąłem go ponownie, wznowił ruchy bioder, które z każdą sekundą przybierały na sile.
- W takim razie nie przeszkadzam wam. Trzymajcie się.
- Dowiedzenia. – Ledwo drzwi się za nim zamknęły, a ja wyjęczałem swemu ukochanemu miłość do niego i uczucie jak mi dobrze. Spuścił się we mnie, a ja nabroiłem mu na brzuch. Zaśmiałem się i skradłem mu ostatni pocałunek.
Po piętnastu minutach ogarnęliśmy się, dokończyliśmy pracę i teraz siedzieliśmy przy stole. Kris na krześle, ja na jego kolanach. Dyrektor przyszedł po nas przed dwudziestą, podziękował i wygonił nas do domu, życząc bezpiecznej drogi. Zabraliśmy manatki i pędem ruszyliśmy do mieszkania Fana, kontynuować przygodę.

KONIEC

Pewnie są jakieś błędy. Przepraszam za nie z góry. O tej porze już człowiek nie myśli -> 02:04 

sobota, 15 czerwca 2013



~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~


Oceny poprawione, wszystko co potrzebne - pozaliczane. Teraz czas na bloga. Otóż wena powoli powraca. COMEBACK EXO = więcej pomysłów. Bardziej pokręcone pairingi. Pracuję nad paroma fickami naraz. W niedługim czasie pojawi się:
a) HunHan
b) KrisYeol - dla Krisusa 
c) Ciąg dalszy drugiej wersji Loży Szyderców *
d) Fic niezwiązany z EXO. Zamówienie dla przyjaciółki
e) ChenMin

* Zostawię pierwszą wersję, ale będę kontynuować drugą. Więc można zapomnieć o tej pierwszej. Jak mnie weźmie to najwyżej #1 usunę.

A teraz zostawię Was i pójdę nakurwiać w BTS i LC9 oraz EXO *///*

POWRÓT

Cześć i czołem! Mam dla was ważne informacje, o ile jeszcze ktoś tu zagląda! Wiem, że baaardzo dawno nic tu nie dodawałam, wszystko s...