czwartek, 10 października 2013

KaiHo



POV: Suho
Słów: 6 155
Rodzaj: troszkę seksu, delikatny fluff

- Za pięć minut chcę was widzieć na siłowni przebranych i gotowych do ćwiczeń! – Wrzask trenera rozniósł się po korytarzu szkolnym. Dmuchnął parę razy w gwizdek i wrócił do swojej kanciapy grać zapewne w pasjansa.
 Westchnąłem cicho i zamiast ruszyć za swoją grupą, udałem się do jego gniazdka. Zapukałem cicho i po zdenerwowanym ,, proszę ‘’, wślizgnąłem się do środka.
- Czego chcesz Joonmyeon? Kolejne zwolnienie? Nóżki czy rączki tym razem bolą? A może móżdżek? Chory na głowę jesteś chłopie? – Warknął pod moim adresem i zaprzestał nerwowego klikania myszki. Spojrzał na mnie gniewnie, a nie chcąc zdradzić żadnych emocji, zacisnąłem pięść.
- Mam zwolnienie z ciężkich ćwiczeń. Uszkodziłem sobie nadgarstek… - Oczywiście nie dane mi było dokończyć.
- Za dużo lodów się robiło to się teraz cierpi. Ale to nie jest żadne wytłumaczenie! – Walnął pięścią w biurko i łypnął na mnie spod byka.
- Wiem, że chciałby Pan, ale to nie… - Ponownie moje słowa zostały przerwane, lecz tym razem przez skrzypiące drzwi, które ktoś otworzył.
Odwróciłem się w owym kierunku i ujrzałem mojego chłopaka, Jongina. Posłał ledwo widoczny uśmiech w moim kierunku, a następnie całą swą uwagę skupił na trenerze. Bądźmy szczerzy; nie wiem jakim cudem, ale Jongin jest pupilkiem wuefisty. Prócz jeżdżenia na różne turnieje, reprezentowania szkoły jako główny napastnik w piłce nożnej, zdobył przychylność nie jednego, a nawet wszystkich nauczycieli, którzy nas uczą, jak i tych, którzy nie mają z nami nic wspólnego.
- Prze Pana. Nie mogę ćwiczyć, bo nadwyrężyłem sobie nogę… - Jęknął cicho, łapiąc się za kolano, jednocześnie jakby chcąc pokazać, że nie żartuje. – Ale zapomniałem zwolnienia lekarskiego...
- Nie przejmuj się Kai! Posiedzisz w szatni, pouczysz się na kolejną lekcję. Zasłużyłeś na odpoczynek po wczorajszej wygranej! – Trener wstał i wyszedł zza biurka, podchodząc do ciemnowłosego i klepiąc, nie, właściwie to waląc go w plecy. Jongin skrzywił się i jak najzręczniej uciekł z zasięgu wielkich łap mężczyzny. – Idź do szatni.
- A co ze mną? – Odezwałem się cicho, machając ręką i dając znać, że wciąż tu jestem.
- Jak to co? Nie obchodzi mnie Twój nadgarstek, marsz się przebrać! To liceum, a nie przedszkole do cholery! – Zwrócił się ku mnie i zmierzył wzrokiem od stóp do głów.
- Czy Suho mógłby ze mną posiedzieć w szatni? Po wuefach mamy biologię i sprawdzian, a ja jednego z działów nie rozumiem. Suho jest świetny z biologii i chciałbym, by mi wytłumaczył pewne rzeczy. – Spod drzwi rozległ się głos młodszego, a ja w duchu mu podziękowałem.
-  Ach, ach! Nie broń go! Wytłumaczy Ci w czasie przerwy.
- Czyżby Pan zapomniał o słowach Pani Jang? Jeśli nie zaliczę tego sprawdzianu przynajmniej na cztery to mogę się pożegnać na miesiąc, ba! Nawet do końca roku szkolnego z piłką nożną i jakimikolwiek turniejami! – Klasnął w dłonie jak małe dziecko i z głupim uśmieszkiem, patrzył na nerwowe zachowanie trenera Kanga.
- A niech to! Zapomniałem o tej podstępnej babie! Dobra! Suho grzejesz ławę! Ale ani mi się ruszyć z tej szatni, rozumiesz?! – Pogroził mi palcem przed nosem i wygonił nas do przebieralni.
Roześmiałem się wesoło, gdy zamknęły się za nami drzwi od kanciapy trenera i chwyciłem dłoń chłopaka. Odwrócił się w moim kierunku, przypierając mnie do ściany i składając na moich wargach motyli pocałunek. Oczywiście odwzajemniłem go, ale szybko odepchnąłem od siebie ciemnowłosego, nie chcąc zostać przyłapanym.
Kroki zaniosły nas do szatni, z której wychodziła cała grupa; zwarta i gotowa… w mniejszej części gotowa - do wycisku. Odczekaliśmy te parę minut na dzwonek, który ślamazarnie zadzwonił po niecałych dziesięciu minutach. Rozłożyliśmy materac, który podpierał samotnie ścianę i położyliśmy się na nim. Użyłem ramienia Jongina jako poduszki i mruknąłem cicho pod nosem.
- Naprawdę coś Ci się stało w nogę? – Spojrzałem na niego z boku i zsunąłem rękę z jego brzuszka do nogi, który była ponoć chora.
- Pewnie, że nie. Po prostu nie chciało mi się ćwiczyć. – Położył się na boku, twarzą w moim kierunku i musnął swymi ciepłymi wargami moje czoło. Przymknąłem oczy, rozkoszując się nawet najmniejszym dotykiem z jego strony. – Suho…
- Hm…? – Mruknąłem cicho i wtuliłem się w niego bardziej, rękę tym razem kierując w kierunku jego krocza.
- Jesteśmy sami… resztę dokończymy u mnie, co Ty na to? – Pochwycił płatek mojego ucha między swoje kły i zagryzł je lekko, powodując, że z mojego gardła wydobył się cichy jęk. Przycisnąłem rękę do jego krocza, masując twardniejącą męskość przez materiał spodni.
- Znowu masz chcicę.
- Nie przeszkadza Ci to.
- Za dobrze mnie znasz.
- Nie prawda. Wciąż Cię poznaję.
- W sumie racja, ale nikt nas tu nie przyłapie? Co jak któryś tu przylezie? Albo co gorsza trener? – Wsunąłem rękę za materiał jego spodni, jak i bokserek, przejeżdżając palcami po całej długości jego przyrodzenia.
- Powiem grzecznie: Możesz patrzeć, ale nie dotykać. – Roześmiał się i położył na plecach, chwilę później podpierając się na przedramionach. – Ale proszę przejdź od razu do rzeczy. W domu pobawimy się w kotka i myszkę.
Podniosłem się niechętnie, woląc raczej pozostać w pozycji leżącej, ale jak potrzeba to trzeba ją załatwić. Bez niepotrzebnych wstępnych gierek, zsunąłem mu spodnie wraz z bielizną i od razu pochwyciłem w swoje ręce jego przyrodzenie, wprawiając je w monotonny ruch poruszania. Schyliłem się i językiem zacząłem zataczać kółka na czubku główki, od czasu do czasu wwiercając język w dziurkę i wywołując drgania ciała chłopaka. Często to robił zamiast jęczenia, ale wciąż wiedziałem, że mu się to podoba.
- Z-zaczekaj…
- Hę? – Podniosłem głowę i spojrzałem na niego głupkowato.
- Nie może być tak, że tylko Ty mnie zaspokajasz. Daj tu swoje nogi. – Poklepał miejsce obok siebie, a ja dopiero po chwili skojarzyłem o co mu chodzi.
Ułożyliśmy się w pozycji 69 na boku i teraz każdy każdego zaspokajał. Pieściłem rękoma i językiem jego penisa, od czasu do czasu używając zębów do podroczenia się. Nie zdziwiłem się, gdy Jongin po prostu kopiował moje ruchy jak ninja. On to miał lepiej. Potrafił tłumić te cholerne jęki, a jak już to cicho je wydawał, a ja? Zaciskałem mocno ręce, nie zdając sobie sprawy, że zadaję ból ukochanemu. Cóż… ręce wciąż były na jego przyrodzeniu. Ale do wesela się zagoi.
Zacząłem ściskać jego jądra, nie pozwalając by sobie odpoczywały i przyśpieszyłem ruchy każdej kończyny, zaciskając oczy, by nie zajęczeć na całe pomieszczenie w momencie szczytowania. Zsynchronizowaliśmy się i osiągnęliśmy spełnienie razem. Przełknęliśmy to co mogliśmy i oboje się skrzywiliśmy z powodu słonawego posmaku nasienia. Odruchem było roześmianie się i przypieczętowanie wszystkiego czułym pocałunkiem.
Ubraliśmy się i posprzątaliśmy po sobie, otworzyliśmy okno, by szatnia się wywietrzyła, a słysząc dzwonek, opuściliśmy pomieszczenie, będąc cali w skowronkach i maszerując na biologię.
- Jednego tylko nie rozumiem. – Rozejrzałem się dookoła i skupiłem swoją uwagę na Jonginie.
- Czego? – Mruknął ciemnowłosy, opierając się o ścianę.
- Skąd trener wiedział od czego boli mnie nadgarstek? – Podrapałem się po karku, w momencie kiedy przechodził obok nas obiekt rozmów. Rzucił nam przelotne spojrzenie i szybko zniknął za zakrętem. Odwróciłem się w kierunku młodszego, który wciągał mnie za plecak do sali. Nim się rozdzieliliśmy, usłyszałem na odchodnym tylko jedno:
- On zawsze nas podgląda.

czwartek, 19 września 2013

[REKLAMA]


Witam drogich odwiedzających, jak i czytelników. Chciałam Was zaprosić na mojego drugiego bloga, gdzie powstaje powoli wieloczęściowe KrisHo. Jest to po prostu oddzielny blog. Na tym wciąż jestem i wciąż coś tam w magazynie się tworzy, także niedługo coś tu dodam :3 A tymczasem zapraszam chętnych: 

poniedziałek, 9 września 2013

~ Zamówienie dla Anonima ~

PIKNIK

Rating: PG-13
Rodzaj: fluff
Pairing: SeKai [Sehun x Kai]
Ilość: 5 300
POV: Sehun

Wparowałem do dormu cały rozradowany, pędem poleciałem do kuchni, po drodze zahaczając o salon, w którym był jedynie Suho z D.O. oglądający jakąś telenowelę w TV. Uspokoiłem rytm bicia serca i już spokojniej dotarłem do swojego celu. Podszedłem do stołu, na którym stał kosz piknikowy, uprzednio przygotowany w połowie przez siebie samego jak i z pomocą Ummy. Wstałem wcześnie rano i poprosiłem Kyungsoo by ten nauczył mnie robić jakieś podstawowe dania. Cóż… powiedzmy, że na kucharza to mam marne szanse. Jakakolwiek próba zrobienia dania wymagającego odrobiny umiejętności kończyła się na suficie, podłodze lub małym pożarem na palniku.
Szczęśliwie udało się jednak upiec pizzę i pięknie ją zapakować tak by jeszcze nie miała prawa wystygnąć, przyrządzić sałatkę arbuzowo-brzoskwiniową, naleśniki z truskawkami i różnego rodzaju słodycze kupione w pobliskim sklepie wśród których były kwaśne żelki – ulubione Jongina.
Właśnie – Jongin. Dla niego się tak starałem. Ten dzień planowałem z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Przez ostatnie parę dni nie spałem dobrze, a można nawet rzecz, że nie spałem wcale. Zamartwiałem się jak to wszystko się potoczy, czy chłopak odwzajemni moje uczucia, czy mnie odepchnie i nie będzie chciał mieć ze mną więcej do czynienia? Chociaż i tak nie miałby wyjścia na fanmeetingach, koncertach czy występach. Ale na osobności nie miałby chęci pewnie ze mną przebywać. Gardziłby mną, dokuczałby, a co gorsza… Nie, nie chciałem nawet o tym myśleć.
- Annyeong Sehun-ah! O czym tak rozmyślasz? – Zawołał rozradowany Baekhyun, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem.
- A..ah. O tym czym się uda. – Mruknąłem cicho i raz jeszcze zajrzałem do gotowego kosza, sprawdzając czy oby wszystko na pewno w nim jest, włącznie z kocem.
- Yah! Nie martw się! Wszystko się uda, fajnie to zaplanowałeś! Nie może się nie udać. – Poczułem jego wypielęgnowaną dłoń na swym ramieniu, czując, że chce dodać mi otuchy.
- Właśnie, właśnie. Nie może się nie udać. Nie ma w ogóle takie słowa. – Rzekł Chanyeol wchodzący do kuchni z jakby lekko naćpanym uśmiechem na buzi. – Poza tym chyba jesteście na dobrej drodze skoro o pierwszej w nocy słychać z waszego pokoju jakieś podejrzliwe jęki. – Wyszczerzył się do mnie, na co moje policzki spłonęły żywym ogniem.
- Mgfbhcdw… - Zakryłem buzię dłońmi i spojrzałem zawstydzony w podłogę, chcąc zapaść się w miarę możliwości pod ziemię.
- Hę? Czy my o czymś nie wiemy? – Zapytał z ciekawością przekraczający próg Suho, a za nim czający się Kyungsoo.
- No bo zawsze jak wstaję w nocy do łazienki i przechodzę koło pokoju Jongina i Sehuna to słychać odgłosy jakby się… - Dopadłem go w ostatniej chwili i zasłoniłem mu buzię ręką, drugą zaś dźgając go boleśnie w żebro.
- To Jongin po prostu wydaje z siebie dziwne odgłosy. Od czasu do czasu śnią mu się dziwne rzeczy…
- Sehun-ah, wszyscy dobrze wiemy, że dziwne dźwięki przez sen wydaje Luhan, ewentualnie Baekhyun, ale ten to tylko przed zaśnięciem. – Stwierdził dotąd milczący Kyungsoo.
- Agrh! Czy ja jestem na jakiejś głupiej spowiedzi, że mam wam się tłumaczyć?! Idę stąd, bo zaraz na własną randkę się spóźnię! – Jęknąłem, chwytając kosz i szybkim krokiem próbując wydostać się z tego domu wariatów.
- Ekhm… Sehun-ah… - Odwróciłem się na dźwięk głosu Szczeniaczka EXO-K i już chciałem coś powiedzieć, lecz ten kontynuował. – Pójdziesz tam w spoconym stroju po treningu?
- M…Mwo? – Spojrzałem na niego zbity z tropu, po chwili jednak patrząc na siebie i swój strój w lustrze. Pacnąłem się ręką w czoło, zostawiając na przedpokoju kosz i czym prędzej popędziłem do pokoju po świeże ciuchy oraz do łazienki po zimny prysznic. Ubrałem białą koszulę, niebieskie krótkie spodenki i białe mokasyny. Poprawiłem blond czuprynę, umyłem zęby i udałem się do wyjścia.
Nad rzekę Han dotarłem 40 minut później. Przyszykowałem wszystko tak by wyszło perfekcyjne o ile to możliwe. Na wzniesieniu rozłożyłem koc, a kosz z jedzeniem i picie postawiłem kącie koca. Spojrzałem na zegarek i niecierpliwie czekałem na partnera.

Jakiś czas później...

- Sehun-ah! Sehun-ah! Obudź się! – otworzyłem gwałtownie oczy i zamrugałem parę razy. Nade mną nachylał się roześmiany Jongin. Dosłownie brakowało paru centymetrów by nasze usta się zetknęły i bym mógł poczuć miękkość jego warg i ich smak.
- Co się stało? – Podniosłem się, gdy tylko chłopak odsunął się, siadając na swoich piętach.
- Zasnąłeś. W sumie to aż szkoda mi było Cię budzić. Wiesz jaki jesteś rozkoszny? – Zaśmiał się, a na moich policzkach pojawiły się niechciane rumieńce.
- Zasnąłem? Którą mamy godzinę? – Wyjąłem z kieszeni szortów telefon, a widząc która jest godzina, aż zrzedła mi mina. – Nie, nie, nie! – Zacząłem trząść głową i powtarzać jedno słowo jak mantrę. – To nie tak miało być, to nie tak miało być. – Skierowałem swój wzrok na kosz z nadzieją, że jeszcze choć połowa planu się uda, lecz widząc jego zawartość, a raczej jej brak, wpadłem w panikę.
Poczułem na ramieniu ciepłą dłoń, bardzo dobrze mi znaną i odwróciłem się w kierunku jej właściciela ze spuszczoną głową.
- Cóż.. wątpię byś Ty sam to wszystko zjadł cokolwiek tam było, więc stawiam, że to wina szopów. – Czułem jego ręce na swojej buzi, gdy podnosił ją w górę.
- Szopów? O czym Ty mówisz? To nie tak miało być.. – Jęknąłem w momencie, gdy Jongin odwrócił mnie w kierunku pobliskich krzaków, w których szopy urządziły sobie ucztę z dań, które przygotowałem dla chłopaka. – Co.. – Już chciałem wyrwać w ich kierunku, ale ponownie powstrzymała mnie ciepła dłoń, chwytając za nadgarstek.
- Nie żartuj Sehun-ah. Naprawdę chcesz bić się ze zwierzętami? – Odgarnął mi kosmyk włosów z oczu i spojrzał głęboko w czeluści źrenic.
- Czemu nie?! Zniszczyły to, co zaplanowałem! Już nie zdążę.. – zrezygnowany mówiłem takim głosem, czując że jestem bliski łez.
- Cokolwiek zaplanowałeś – dziękuję. Jeszcze nikt się dla mnie tyle nie postarał, nie zrobił samodzielnie jedzenia i nie przygotował wspaniałego wieczoru. Dziękuję. Dziękuję, że pamiętałeś o naszym wspólnym roku bycia ze sobą.. – I nie czekając na żadną wypowiedź, zbliżył się do mnie, kładąc swoje ręce na mojej talii i składając czuły pocałunek na moich wargach. W momencie zetknięcia się naszych warg, usłyszeliśmy potężne huki, które okazały się być fajerwerkami.


A jednak się udało..

środa, 28 sierpnia 2013

WITHOUT YOU




Rodzaj: angst
Pairing: JongKey [Jonghyun x Key]
Ilość: 1 936

Dlaczego? Dlaczego musiałeś odejść? To nie tak miało się skończyć. Mieliśmy wiecznie trwać. Razem. Jako jedność. Mieliśmy się kochać w nieskończoność. Nasza miłość nie miała granic.
Jedni mówią, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Drudzy zaprzeczają. Ja należę do drugiej grupy. Odkąd Cię ujrzałem to Cię pokochałem. Chciałem dzielić z Tobą wszystkie swoje smutki, uciechy, szczęścia i załamania. Chciałem budzić się przy Tobie, witać Cię czułym całusem, kuksańcem czy przytuleniem. Pragnąłem robić Ci śniadanie do łóżka, mimo że nie potrafiłem gotować. Co ja gadam. Ledwo potrafiłem przyrządzić płatki z mlekiem czy zagotować wodę na herbatę. Wiem, że w takich sprawach byłem niezdarą. Potrafiłem łatwo drobną rzecz stłuc, czym Cię wkurzałem. Nieumyślnie to robiłem, ale musiałem przyznać, że pięknie wyglądałeś jak się wściekałeś..
Życie idzie naprzód, a ja stoję w miejscu. Wciąż mam przed oczyma Twoją uśmiechniętą buzię, widzę radosne ogniki w Twoich oczach, pamiętam uroczy śmiech wydobywający się z Twego gardła. Doskonale pamiętam w co byłeś ubrany tamtego feralnego dnia. Nigdy go nie zapomnę, choć próbuję.
Chciałbym się dowiedzieć co dokładnie Ci się stało, kto to zrobił, ale policja nic nie wskórała. Tajemnicze zabójstwo, żadnych śladów, odcisków, poszlak. Kompletne zero. Ile cała ta sprawa trwała? Tydzień? Dwa? Miesiąc?
Chcę ruszyć naprzód, ale wspomnienia nie dają o sobie zapomnieć. Atakują mnie z każdej strony, próbuję się ich pozbyć, myśląc kompletnie o czym innym. Nie mogę. Nie potrafię. Nie chcę?
Słyszałem, że w takich sytuacjach, aby ruszyć naprzód, trzeba się dowiedzieć co się dokładnie wydarzyło, przypomnieć sobie tę sytuację z najdrobniejszymi detalami i pogodzić się ze śmiercią ukochanej osoby.
Ale czy ja tak mogę? Nie zapomnę o Tobie tak łatwo; byłeś moim słońcem, moją duszą, moim najskrytszym marzeniem. W końcu mogliśmy razem żyć ze sobą, nie obawiając się komplikacji, mogliśmy cieszyć się wzajemną bliskością.
Ale to co było nie wróci.
Muszę się dowiedzieć kto Cię tknął. Dowiem się. Obiecuję Ci to. Gdy rozwikłam tę zagadkę powiem Ci wszystko dokładnie. Tylko Tobie.. kiedy następnym razem się spotkamy. Tam.. za Złotą Bramą.

Kocham Cię Key,
Kocham Cię,
Nie opuszczę Cię,
Nigdy.

Mój Aniele

Twój dinozaur, Jonghyun

piątek, 12 lipca 2013


TAK WIELE PYTAŃ - TAK MAŁO ODPOWIEDZI

~ ROZDZIAŁ I ~

Rating : NC-17
Pairing : Akihiro x Masahiro
Rodzaj : kryminał, fantasy, wieloczęściówka
Ostrzeżenia : sceny drastyczne
Opis : Jedno z dzieci zamożnej rodziny zostaje porwane w nieznanych okolicznościach. Ich ojciec kończy swój żywot. Czego chcą i kim są porywacze tego Akihiro musi się dowiedzieć, poznając sekrety zakazanej magii i unikając niebezpiecznych, jednocześnie dziwnych sytuacji.
Ilość : 7 840
POV : Akihiro

Jechałem w kierunku miejsca wypadku. Zadzwoniła kobieta w średnim wieku, mówiąc, że znalazła ciało swojego męża dryfujące w basenie. Widok ponoć był makabryczny, bowiem morderca rozkroił faceta i wypruł mu flaki ładnie ujmując. Na miejscu stawiła się od razu policja, lekarze śledczy, pogotowie, straż pożarna. Znaleźli ślady szamotaniny w mieszkaniu. Wszystko porozwalane. Istny burdel. Dodatkowo w domu było dziecko. I ślad po nim zaginął. Podejrzewają, że zostało uprowadzone. Tylko tyle się dowiedziałem. Resztę mieli mi powiedzieć na miejscu.
Dojechałem na obrzeża miasta; osiedle domów jednorodzinnych, willi oraz rezydencji. Podjechałem pod wskazany adres. Długo szukać nie musiałem. Od razu w oczy rzuciły się wielkie czerwone pudła na sześciu kołach, zwane wozami strażackimi, niezliczona ilość żółtej taśmy policyjnej, a do uszu doszedł sygnał syren. Zaparkowałem koło jednego z samochodów policyjnych, wyłączyłem silnik i wysiadłem. Rozejrzałem się uważnie: dokoła gapiów poza granicami taśmy, mnóstwo policjantów, czyjś szloch i poważna atmosfera unosząca się w powietrzu. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w kierunku posesji. Udałem się na tyły rezydencji, a pierwsze co rzuciło mi się w oczy to basen pełen wody. Albo raczej wody zabarwionej na czerwono. Cały basen pełen krwi, ciało wyłowione i położone na noszach, od cholery lekarzy śledczych i masakrycznie paskudny zapach. Skrzywiłem się i zasłoniłem nos chusteczką. Podszedł do mnie lekarz podając mi maskę. Przyjąłem ją z wdzięcznością i założyłem móc normalnie odetchnąć. Spojrzałem na faceta obok, czekając na jakieś dokładniejsze informacje o wypadku.
- Zabójstwo, a raczej morderstwo z zimną krwią. Ktoś wiedział jak zaatakować. Ofiara musiała znać napastnika lub coś w ten deseń. Wpuściła ją do środka samowolnie. Nie ma śladów włamania. Zabity to Kazuyoshi Hayakawa. Jest prezesem największej korporacji zajmującej się japońską gospodarką i przemysłem rozrywkowym. Odór, który czuć to smród rozkładającego się ciała. Został zamordowany gdzieś między drugą a trzecią nad ranem parę dni temu. W krzakach znaleźliśmy zakrwawiony worek. Z niego wydobywało się najwięcej smrodu. Ktoś wcześniej go zabił, zachował gdzieś ciało, czekając, aż zacznie się rozkładać, następnie przywiózł, bądź przyniósł je tutaj i wrzucił do basenu. Prócz rozprucia mu brzucha, zabrał najważniejsze narządy, które sprzedaje się na aukcjach internetowych. Informatycy już się tym zajęli i sprawdzają, czy ktoś przypadkiem nie chce ich sprzedać.
Kiwałem głową w geście zrozumienia i zamyślenia. Zaplanowana zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem. Ale nadal było pełno myśli i zagadek bez odpowiedzi. Skoro uprowadzili dziecko to dlaczego? Czego od niego lub od rodziny jeszcze chcieli? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Westchnąłem i podszedłem bliżej do zmasakrowanego ciała. Ledwo się schyliłem, a natychmiast się odsunąłem. Fetor był tak silny, że nawet przez maskę go czułem. Z ciała zaczęły wypełzać larwy, które trawiły skórę i mięśnie, zostawiając jedynie kości. Poczułem odruch wymiotny, ale się powstrzymałem. Odszedłem na bezpieczną odległość, by móc wziąć czysty wdech. Będąc blisko ciała wyczułem dziwną moc. Widziałem na czole, powiekach i ustach runy. Starożytne, potężne runy. Na świecie istnieje tylko trzech najpotężniejszych nieśmiertelnych, którzy mogą posługiwać się tak wielką magią. Tylko oni umieją nałożyć śmiertelne znaki i je zdjąć. Ich moc jest wszechpotężna, jednocześnie tragiczna. Ale sami nie ingerują w życie ludzkie. Chyba, że .. Chyba, że ktoś ich wezwie i zawrze z nimi pakt. O w mordę jeża. Dobra, ale później się nad tym po zastanawiam. Teraz bardziej pilne i aktualne sprawy trzeba ogarnąć. Odnalazłem wzrokiem lekarza i skinąłem mu głową. Gdy podszedł, zapytałem co z dzieckiem. Spojrzał na mnie bezradnie i wzruszył ramionami.
- Przeszukaliśmy całą posiadłość, ściągnęliśmy psy, ale nic. Zero śladu po dziecku. Jeden z psów podłapał trop od pokoiku dziecka do następnej ulicy, ale potem ślad się urwał. Wiadomo, że porwana została Sumiko – najmłodsza z rodzeństwa. Ma 7 lat. Najstarsza siostra i starszy brat są aktualnie u rodziców matki.
- Dlaczego Sumiko z nimi nie pojechała? – spojrzałem na niego sceptycznie, słuchając dalej informacji.
- Przygotowywała się do przedstawienia. Została z zaprzyjaźnioną nianią.
- A gdzie ta niania? I jakim cudem matka zgłosiła sprawę, a nie niania? Ślepa była czy co? – zmarszczyłem brwi. Coś tu nie pasowało.
- Kobieta mówiła, że gdy wróciła do domu to Sonji już nie było. Zostawiła w kuchni na lodówce karteczkę, że wyszła dziesięć minut przed tym, gdy matka wróciła. Wszystkie ślady są już zabezpieczone. Jak chcesz więcej pytań to udaj się do kuchni. Miwako Hayakawa – matka jest w kuchni z lekarzami. Dali jej środki na uspokojenie.
- Nie dziwię się. Dobra, dzięki. Wracaj do pracy.
Wszedłem do budynku i udałem się za odgłosem szlochu. Stanąłem w progu kuchni i rozejrzałem się dokładnie. Chyba jedyne miejsce, które ocalało i nie przeszło przez nie tornado. Usiadłem naprzeciw pani domu pokazując odznakę.
- Oboje wiemy, że rozmowa na temat tego co tu się stało jest ciężka i nieprzyjemna, ale w końcu i tak musiałaby być przeprowadzona. Prędzej czy później i tak by do tego doszło, więc niech mi pani zadania nie utrudnia i odpowie na parę pytań.
Skinęła roztrzęsiona głową.
- Kim jest cała ta ‘zaprzyjaźniona’ niania i jak długo tu pracuje?
- Sonja Fiodorow. Lat dwadzieścia. Pracuje tu od dwóch lat. To córka mojej przyjaciółki z Rosji. Zajmowała się już wcześniej Akirą i Fumiko. Nigdy, odkąd tu pracowała nie zostawiła dzieci na moment bez opieki. Zawsze przy nich była, gdy była potrzeba. Nie wiem dlaczego tym razem wyszła wcześniej. Nawet nie wzięła zapłaty..
- Zapraszała jakichś obcych nawet wtedy, kiedy pani lub mąż byliście w domu?
- Nie. Nie. Kiedy my byliśmy to nikogo nie było. Nie wiem jak pod naszą nieobecność. Trzeba by było dzieci spytać, ale ja naprawdę nie chce ich w to wciągać.
- Rozumiem panią doskonale, ale jednak będę musiał im parę pytań zadać. Za jakiś czas, ale jak najszybciej.
- Dobrze, ale naprawdę. Proszę mi dać jakiś dzień na wytłumaczenie wszystkiego.
- Oczywiście. Pani pozwoli, że teren zostanie obstawiony, zamontujemy parę kamer na wszelki wypadek i damy pani ochronę. Nie wiadomo co kto knuje, a przezorny zawsze ubezpieczony – uśmiechnąłem się ciepło w jej kierunku, by dodać trochę otuchy.
- Domyśla się pani kto mógł to zrobić? Czy mąż miał jakieś porachunki? Ktoś mu groził? – wszystko co mówiła zapisywałem w swoim notatniku. Nie chciałem by coś umknęło mej uwadze.
Brak odpowiedzi. Kolejna fala szlochu.
- J-Ja naprawdę n-nie mam pojęcia k-kto to mógł być. Kazuyoshi nie mieszał mnie nigdy do swoich spraw biznesowych. Nigdy nic nie mówił. Pytałam go parę razy o jakieś błahostki, ale nie odpowiadał. J-Ja przepraszam, ale w tej chwili nie mogę już tu zostać. M-Muszę j-jechać do dzieci.. – wstała z wielkim wysiłkiem wciąż ocierając łzy.
Westchnąłem cicho. No cóż. Nie ma co dalej jej męczyć. Wyciągnąłem z kieszeni wizytówkę i podałem kobiecie.
- Gdyby sobie pani coś przypomniała lub porywacze by się z panią skontaktowali, proszę dać znać jak najszybciej.
Skinęła głową. Sięgnęła po coś do torebki i podała mi dwa zdjęcia, gdzie na jednym były dwie kobiety, a na drugim trzy kobiety i chłopiec.. Spojrzałem nie bardzo rozumiejąc kogo przedstawia pierwsza fotografia.
- To Sasha – moja przyjaciółka z córką Sonją. Ta brunetka to Sonja.. Na drugim zdjęciu to ja z dziećmi. Dziewczynka z czarnymi długimi włosami ze szramą na policzku to Sumiko.. Proszę.. Znajdźcie moją córeczkę. Jak coś jej się stanie to nie wiem co zrobię.. – spojrzała na mnie błagalnie.
- Proszę się nie martwić. Naszym obowiązkiem jest zbadanie całej tej sprawy i znalezienie ofiar całych i zdrowych. Może być pani pewna, że będę jej szukał, aż znajdę. Nie poddam się. – mówiąc te słowa i patrząc na podłamaną kobietę, coś mnie tknęło w sercu. Uczucie jakbym miał ochronić własne dziecko. Myślami powiodłem do swojej własnej pięcioletniej córeczki, która aktualnie przebywała w przedszkolu.
Uśmiechnąłem się pocieszająco do kobiety i odprowadziłem ją do wyjścia. Skłoniłem się na pożegnanie i jeszcze przez chwilę patrzyłem za jej znikającą sylwetką. Stwierdziłem, że jeszcze się rozejrzę po domu. Wróciłem do środka, obszedłem każdy pokój, zajrzałem w każdy możliwy i dostępny zakątek, lecz nic podejrzanego nie zobaczyłem. Westchnąłem i opuściłem teren posiadłości. Ledwo wsiadłem do auta, a rozległ się sygnał radia policyjnego.
- Do wszystkich jednostek: Czarne volvo s60 o numerach rejestracyjnych JPN945E6 od 10 minut obserwuje dom zamordowanego. Powtarzam: czarne volvo o numerach JPN945E6 obserwuje dom zamordowanego! Jeden ze świadków twierdzi, że auto było już tu parokrotnie i to na posesji!
Zdążyłem ledwo wskoczyć do środka, gdy owy samochód z piskiem opon ruszył z miejsca i przemknął tuż obok.
Nie czekając ani chwili dłużej, ruszyłem za nim w pościg.

~ CIĄG DALSZY NASTĄPI ~

piątek, 28 czerwca 2013


ZAMÓWIENIE DLA KOKORO



PO UDANYM KONCERCIE





Rating: NC-17
Rodzaj: yaoi, lekki fluff
Pairing: GTOP [GDxTOP]
Ostrzeżenia: seks, przekleństwa
Uwagi: Są zespołem, ale niektóre rzeczy nie są zgodne z prawdą
Ilość: 9 770
POV: T.O.P

Już od pewnego czasu widziałem, że coś się dzieje, ale nie pytałem. Byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi jeszcze sprzed czasu debiutu. Nasze mamy poznały się w latach szkolnych i ich przyjaźń przetrwała dłużej niż się same tego spodziewały. Przyszedłem na świat jako pierwszy w listopadzie, rok później w sierpniu urodził się Jiyong. Od tamtej pory razem się bawiliśmy, spędzaliśmy całe dnie, wspólnie jedliśmy posiłki. Opiekowałem się nim jak młodszym bratem. Bynajmniej w tamtym okresie był dla mnie jak brat. Chodziliśmy do tych samych szkół, Smoczek zawsze podążał moimi śladami. Nie chciał iść nigdzie indziej. Chciał być blisko mnie. Rozdzieliły nas jedynie studia, ale los później nas połączył w jeden zespół. Cieszyłem się jak głupi. Na studiach uporządkowałem swoje uczucia. Odkryłem, że dziewczyny mnie nie kręcą. Próbowałem w dwóch związkach, ale zawsze kończyło się porażką. Oczywiście to ja zrywałem. Jiyong przez ten czas nie miał żadnej. Przynajmniej nic o tym nie wiedziałem, nikt też szczególnie mnie nie informował. Bo kto by chciał się kumplować z beczką? Oczywiście, że nikt. Wziąłem się za siebie i przychodząc na uczelnię, byłem kompletnie innym człowiekiem. Siałem postrach, ludzie bali się mnie. Niepotrzebnie. Tworzyłem jedynie skorupę zewnętrzną, po to by już nie słyszeć żadnych śmiechów ani docinków pod swoim adresem. W końcu szkoła wyższa oznaczała tym samym nowe życie. Nikt Cię nie znał, jeśli już to jakieś poszczególne osoby, a tak to byłeś wszystkim obcy. Jedyną osobą, która w tamtych czasach chciała się ze mną przyjaźnić był Daesung. Obecny członek zespołu. Jako jedyny wyciągnął do mnie rękę. Od tamtej pory trzymaliśmy się razem. Dzięki niemu mogłem zaznać odrobiny życia studenckiego. Poszaleć. Wprowadził mnie w swoje środowisko, poznał mnie z ludźmi, którzy w pewnym sensie byli tacy jak ja. Zgraliśmy się, stworzyliśmy jedność. Byliśmy dla siebie kimś w rodzaju rodziny.
Gdy zaliczyłem studia, zrozumiałem, że przez cały czas kochałem Jiyong’a nie jak brata, lecz jak kogoś więcej. Trafiając do grupy trainee wraz z nim, zacząłem dostrzegać jego atuty i wszystko to, czego do tej pory nie widziałem.

- Tabi! Obudź się! – Ktoś machał mi ręką centralnie przed oczami. Jeszcze trochę, a trafiłby w nos. Potrząsnąłem głową i spojrzałem w górę na osobnika. ON. Stał i patrzył lekko zmartwiony na mnie. Przesunąłem spojrzeniem w dół na szyję i golą klatkę piersiową. Wpatrywałem się w nią dłuższą chwilę, aż zjechałem jeszcze odrobinę w dół zatrzymując się na tatuażu przy pępku. Kącik ust nieświadomie drgnął, a po chwili z ust wydobył się cichy śmiech. – Zamiast śmiać się z mojego pępuszka i tatuażu, ruszyłbyś swój piękny zadek i przygotował się. Za chwilę wychodzimy. – Wydął wargi i ruszył się ubrać i umalować. Zdecydowanie. Mógłby sobie darować obie te rzeczy. I bez nich ociekał seksem.
Mruknąłem cicho i podniosłem się. Poprawiłem czarno-niebieski garnitur i podszedłem do swojej makijażystki, która szybko uwinęła się z moim make-upem. Zaczekałem na chłopaka i poszliśmy razem pod scenę, stając na klapie i czekając na sygnał startu. Kątem oka ilustrowałem jego strój; kolorowa koszulka, różowa marynarka i czarne rurki z dziurami. Oblizałem nieświadomie wargę i powstrzymałem wszelaką chęć na klepnięcie go w tyłek. Rozległ się sygnał syreny alarmowej, światła zgasły i klapa poszła w górę. Show czas zacząć.

Po udanym koncercie, przebrani we własne ciuchy, bez makijażu, reflektorów, zbędnych rzeczy pojechaliśmy do naszego hotelu. Wpadliśmy do pokoju hotelowe śmiejąc się i żartując. Podszedłem do wyposażonego w alkohol barku i zajrzałem do środka, wyciągając schłodzonego szampana.
- To co? Pijemy dzisiaj by uczcić nasz występ? – Spojrzałem na młodszego, rozwalonego w seksownej pozycji na łóżku. Obrócił głowę w moją stronę i zamruczał jak mały kotek. Zmrużyłem oczy i czekałem, nie odzywając się.
- Pewnie, ale jak będziemy pić to tylko w tej dużej wannie. W końcu wypadałoby ją wypróbować. A poza tym.. mamy dziś piękną noc! – Zaśmiał się i ruszył w kierunku łazienki, po drodze gubiąc ciuchy. Patrzyłem za nim przez dłuższą chwilę, po czym zatrzasnąłem drzwi lodówki, wziąłem szampana, kieliszki i jakieś przekąski już gotowe w miseczkach. Udałem się do pomieszczenia, w którym zniknął młodszy. Zostawił na szczęście uchylone drzwi, więc nie musiałem się trudzić z otwarciem ich. Wchodząc do środka, załapałem się na moment, gdy GD wchodził powoli do wanny, tym samym eksponując swój zgrabny tyłek. Nawilżyłem wargi i wszedłem do środka, stawiając rzeczy koło wanny, a raczej jacuzzi, bo wanną tego nie można było nazwać. Wbudowane w podłogę, osłonięte by zbytnio na kafelki się nie wylewało. Rozebrałem się do naga i wszedłem, siadając wygodnie na wolnym miejscu naprzeciw chłopaka. Rozsiadłem się wygodnie i spojrzałem za wielkie okno. Mieliśmy idealny widok na miasto i na niebo pełne gwiazd. Zamoczyłem się po szyję i spojrzałem na kolegę. Siedział z głową odchyloną w tył, z przymkniętymi oczami. Miałem wielką ochotę by się zbliżyć i dotknąć go. Jego pełnych warg, jego delikatnych policzków. Pocałować go.. ale się powstrzymałem. Znowu. Zamiast tego otworzyłem szampana i rozlałem płyn do kieliszków, podając jeden z nich liderowi. Wziął go i spojrzał na mnie, podnosząc się lekko do pionu. Stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy zawartość. Pogadaliśmy trochę o zespole, o rodzinie; co u nich słychać i takie tam, o wytwórni, aż obaj zamilkliśmy.

- Kocham Cię Tabi. – Słysząc te słowa, uniosłem się gwałtownie i zakrztusiłem szampanem, który piłem. Spojrzałem na Jiyong’a, mając nadzieję, że się przesłyszałem i to tylko wyobraźnia płata mi figle. Ale nie. Patrzyłem się centralnie w oczy Smoka, który siedział bliżej mnie, a dokładniej na moich kolanach, twarzą zwróconą w moim kierunku i chwilę później wzrokiem skierowanym prawdopodobnie na moją szyję, bądź klatkę piersiową.
- S-Słucham? – Spojrzałem na niego uważniej i wytężyłem słuch.
- Powiedziałem: Kocham Cię Tabi. Głuchy jesteś czy co? – Uniósł buźkę wyżej i spojrzał mi w oczy ze stoickim spokojem. – Kocham Cię jak dziewczyna może kochać chłopaka, który jej się podoba. Kocham Cię jak moja mama mojego tatę i Twoja mama Twojego tatę. Kocham Cię jak moja siostra swojego narzeczonego. Kocham Cię od dawna Seunghyun.. – nie dając mi dojść do żadnego słowa, złożył na moich wargach czuły pocałunek. Zdziwiony i lekko zszokowany siedziałem jak na szpilkach. Myślałem, że to jego kolejny żart. Zawsze po alkoholu nieźle mu odwalało. Myślałem, że tym razem także. Chwyciłem jego buzię w swoje ręce i odsunąłem go od siebie, patrząc w oczy. Ani się nie błyszczały, ani nie wyglądały na naćpane.
- Naprawdę?
- Tak. I wiem, że Ty też mnie kochasz.
- Eee..!? Skąd to wiesz? – Spojrzałem na niego w większym szoku, nie mogąc w to uwierzyć.
- Daesung się wygadał : 3 – Zaśmiał się wesoło i założył ręce na mojej szyi. – Czy teraz mnie w końcu pocałujesz?
Niewiele myśląc, ująłem jego podbródek w rękę i przyssałem się do jego czerwonych warg. Całowałem delikatnie, powoli, z czasem dopiero przechodząc na namiętność i dzikość. Całym tym pocałunkiem wyrażałem to co czułem przez ostatnie parę lat do obecnej chwili. Tęsknota, ból, cierpienie, zauroczenie, miłość, niecierpliwość, pożądanie. Poczułem jak młodszy wsuwa swój mięsień do mojej jamy ustnej. Dotknąłem go swoim i przez krótką chwilę toczyliśmy walkę o dominację. Oczywiście nie miał ze mną szans. Przegrał i pozwolił mi się dalej sobą zająć. Chociaż kto wie? Może celowo przegrał?
Gdy zabrakło nam powietrza, oderwaliśmy się od siebie. Nie zwlekając ani minuty, zepchnąłem go z siebie tak, że upadł na wolne miejsce spośród wielu, podpłynąłem do niego i oparłem ręce na jego udach, zsuwając je po chwili na jego zgrabne pośladki. Jakby tylko na to czekał, oplótł moje biodra swymi nóżkami, tym samym zbliżając mnie do siebie. Nasze krocze zetknęły się, a z ust lidera uciekł cichy jęk. Uśmiechnąłem się i odchyliłem jego głowę do tylu. Widziałem jak spod przymrużonych powiek wpierw patrzy na mnie, a następnie wzrok kieruje na nocne niebo. Złożyłem po raz kolejny pocałunek na jego spierzchłych wargach, sunąc językiem w dół przez linię szczęki i szyję. Po drodze zostawiałem przysysałem się do jego delikatnej skóry i zostawiałem malinki na pamiątkę i znak by wiedział do kogo należy. Chwyciłem jego bestię w ręce i zacząłem ją stymulować i pocierać by pobudzić. Długo nie musiałem pracować nad tym. Prawie że od razu jego smok stanął na baczność, meldując gotowość do działania. Zaprzestałem na moment jakichkolwiek ruchów i spoglądałem na wspaniałe ciało chłopaka, który w tej chwili ledwo kontaktował. Mruczał pod nosem, dając znak jak mu przyjemnie. Oblizałem wargi, chwyciłem go za kostki i podciągnąłem tak, że nadział się na mojego twardziela, prężącego się dumnie. Dociągnąłem go do końca, jednocześnie trafiając od razu w punkt G. Otworzył szeroko oczy i wrzasnął, szarpiąc się, wbijając paznokcie w moje barki i wiercąc się niemiłosiernie, jakby chciał pozbyć się mojego penisa ze swojej cholernie ciasnej dupy.
Przyciągnąłem go do siebie i objąłem w pasie. Usiadłem spokojnie na własnych literach ani na chwilę nie wypuszczając młodszego z objęć. Wtulił się w zagłębienie mojej szyi i dyszał ciężko.
- Kurwa Tabi Twoja mać. Mogłeś.. ostrzec.. – warknął cicho do mojego ucha i zaczął sam się poruszać. Ehehe, Smoczuś mnie ujeżdżał jak dzikiego rumaka. Przytrzymałem jego biodra i pomagałem mu trochę się podnosić.  – Ta jebana woda niczego wcale nie ułatwia.
- Oj zamknij się i ciesz się chwilą. – Mruknąłem cicho i chwyciłem w obie ręce jego bestię, ponownie się nią zajmując oraz jego jajeczkami. Uciskałem je, słysząc podniecające krzyki niższego, pocierałem główkę członka co powodowało wyrywania się i przyspieszenie rytmu. Z odchyloną głową jęczał, krzyczał na przemian i coraz bardziej wbijał mi paznokcie w ramię. Zaczął drapać, zaśmiałem się cicho i wpasowałem się rękoma w jego rytm. Przyssałem się do sutków i lekki je podgryzałem, trącałem mokrym językiem i po prostu lizałem. Poczułem palce Smoka w swoich włosach jak kurczowo się zaciskają. Przytuliłem chłopaka w odpowiednim momencie. Wygiął się w łuk, zajęczał przeciągle i strzelił swym nasieniem na mój podbródek. Sam poruszyłem biodrami jeszcze parę razy i doszedłem w nim ze zdwojoną siłą. Opadł na mnie, po czym odchylił się do tyłu i odpłynął w przeciwnym kierunku. Spojrzałem w wodę i ujrzałem krew.
- Jiyong! N-Nic Ci nie jest?! – Spojrzałem na niego wystraszony i już chciałem się zbliżyć, ale powstrzymał mnie machnięciem ręki.
- Idiota. To był mój pierwszy raz. Skoro dziewczyna krwawi to chłopak też ma prawo. Szczególnie jak pewien KTOŚ wejdzie w Ciebie nachalnie jakby chciał Cię zgwałcić. – Jęknął cicho i wykrzywił wargi w geście grymasu. Sięgnął po kieliszek i wypił do końca jego zawartość.
- Cz-czekaj! Czyli, że to był Twój pierwszy raz?! – Szczęka opadła mi do samego dna. Nie mogłem po prostu w to uwierzyć. Nie wiedziałem czy kogoś miał jak już wspomniałem, ale wydawało mi się, że z kimś mógł być.
- A Ty coś myślał? – Popukał się palcem w czoło, a ja niewiele myśląc, przysunąłem się i przytuliłem go mocno do siebie. Wsunął swoje ręce na moją klatkę piersiową i odsunął się ode mnie odrobinę. – Chodź do łóżka. Musimy zrobić powtórkę z rozrywki. Wanna wcale nie jest wygodna jak to inni mówią. – Otworzyłem szerzej oczy i uradowany chwyciłem chłopaka od razu na ręce, wstałem i wyszedłem z nim ostrożnie z jacuzzi, a następnie podreptałem do sypialni. Rzuciłem go na łóżko i zamknąłem za sobą drzwi.

KONIEC


czwartek, 20 czerwca 2013

~ OGŁOSZENIE PARAFIALNE #2 ~

Do napisania:

a) GTOP dla Kokoro
b) ChenMin
c) AkahiroxMasahiro - w trakcie
d) XanxusxSqualo
e) Loża Szyderców [Taoris] #2
f) HunHan
g) JongKey - w trakcie
h) SeHo - w trakcie
i) SeKai dla Anonima


POWRÓT

Cześć i czołem! Mam dla was ważne informacje, o ile jeszcze ktoś tu zagląda! Wiem, że baaardzo dawno nic tu nie dodawałam, wszystko s...