czwartek, 20 czerwca 2013
Zamówienie
dla Krisusa
→ ♠ ←
BIBLIOTEKA
Rating: NC-17
Pairing: KrisYeol [Kris x Chanyeol]
Rodzaj: one-shot, fluff, yaoi, lekki angst
Ostrzeżenia: seks ouo, bijatyka
Ilość: 12
779
POV: Chanyeol
Poczułem delikatne podszczypywanie na udzie. Zignorowałem to i skupiłem
się na lekcji. Ponownie poczułem podszczypywanie, które zmieniło się w
głaskanie. Ręka osobnika zmierzała do mojego krocza. Starałem się patrzeć na
tablicę, a nie na kończynę. Przełknąłem ciężko ślinę i zagryzłem wargę, czując
jak ręka masuje moje krocze.
- Przestań Kris, bo nas złapią.. – z moich ust wyrwał się cichy
jęk. Spojrzałem kątem oka na chłopaka obok. Z perfidnym uśmieszkiem, nie
przestając masować mojego członka przez materiał, przepisywał zadanie z
tablicy. Zacisnąłem oczy, czując po chwili uciskanie w dolnych partiach ciała. Już
chciałem go drugi raz ostrzec, gdy uprzedził mnie głos nauczyciela.
- Wu Fan! Coś taki rozochocony? Nie możesz się doczekać pójścia do
tablicy pewnie? Zapraszam! – basowy głos pana Kanga rozbrzmiał wśród upiornej
ciszy. Czemu cisza? Kto chciałby iść do odpowiedzi na matematyce? Nawet na
ochotnika jak pójdziesz to facet wystawi ocenę. Nieważne czy dobrze, czy źle
będzie zadanie. Ocena to ocena dla niego. Musi być, bo inaczej nie zdasz.
Tak więc Kris nie mając wyjścia, niechętnie oderwał się od moich
spodni i ruszył w wyznaczonym kierunku, uprzednio szepcząc do mnie, że spotkamy
się w łazience. Westchnąłem cicho i skupiłem się na zadaniu. Nie chciałem
podpaść nauczycielowi. Co prawda miałem dobre stopnie, ale nie chciałbym mieć
przechlapane.
Spoglądałem na starszego stojącego przy narzędziu śmierci. Stał
tam z głupią miną, kompletnie nie wiedząc jak zabrać się za ciągi geometryczne.
Uśmiechnąłem się pod nosem, co nie uszło uwadze nauczyciela. Nic nie
powiedział, ale coś knuł. Wsadziłem nos w książkę i obserwowałem, aż odejdzie w
kierunku swojego stanowiska, po drodze oczywiście dogadując Krisowi, że gada i
przeszkadza na lekcji, a tak prostego
zadania nie potrafi zrobić.
-
Zadzwoni dzwonek to wychodzicie na przerwę. Ty Wu Fan nie wyjdziesz póki nie
dokończysz zadania. Radzę weź się do kupy zbierz albo skończysz z dwóją na
koniec, a stać Cię na więcej. – Zaczął prawić swój monolog o tym jacy to
uczniowie są zdolni, ale swych talentów nie wykorzystują i marnują go na nie wiadomo
co. – Zamiast zabawiać Pana Parka weź się za naukę. – Gdy to usłyszałem
spaliłem natychmiastowego buraka. Czyli,
że widział? Już chciałem się zapaść pod ziemię, lecz przeszkodził mi tym
razem dzwonek obwieszczający długą przerwę. Mr. Kang wygonił nas z klasy.
Udałem
się w umówionym wcześniej kierunku. Wszedłem do środka i usiadłem na parapecie,
spoglądając co się dzieje za oknem. Po jakimś czasie poczułem znajome dłonie na
udach. Odwróciłem głowę i natychmiast na moich ustach wylądowały wargi Fana. Zamiast
zachłannych pocałunków jak to miał w zwyczaju mnie obdarowywać, odczułem
jedynie spokój i ciche pożądanie. Zamruczałem cicho i objąłem chłopaka za
szyję, jednocześnie przybliżając go bardziej do siebie. Rozkraczyłem nogi by
uniknął dodatkowej przeszkody. Nie cackał się długo. Zsunął ręce z mojej talii
na krocze, gdzie w trybie natychmiastowym spod materiału wydobył mojego
przyjaciela. Zaczął pocierać kciukiem główkę i smyrać palcami jego długość. Nie
wiem jakim cudem, ale mój penis zmieścił się cały w jego ręce. Ale to nie było
w tej chwili najważniejsze. Ważniejszą rzeczą była przyjemność, którą z chwilą
dotyku zacząłem odczuwać. Wtuliłem się w niego i począłem cicho mu jęczeć do
ucha. Czułem jak przechodzą go dreszcze.
Tą
jakże przyjemną chwilę przerwało nam czyjeś chrząknięcie. Spojrzeliśmy w
kierunku skąd dobiegał odgłos i zamarliśmy. Otóż o umywalki opierał się nie kto
inny tylko Pan Kang. No to jesteśmy
martwi.
-
Panowie, szkoła to nie miejsce na takie zabawy. Wiecie o tym doskonale, że
takie stosunki jak i pocałunki na terenie szkoły są surowo zakazane. Teraz nie
chcę słyszeć żadnych wyjaśnień. Doprowadźcie się do porządku, następnie udacie
się na lekcje bez żadnych już wycieczek, a po zajęciach obu was zapraszam do
biblioteki. Tam odbędziecie swoją karę.
-
Pan chyba nie mówi poważnie! Dlaczego biblioteka? – spojrzałem na Krisa
uważnie. Odsunął się na tyle by mnie zasłonić. Szybko stanąłem za nim i
doprowadziłem swój mundurek do porządku. Przysłuchiwałem się uważnie ich
rozmowie.
-
Ma pan z tym jakiś problem panie Wu?
-
Nie będę odbywał żadnej kary! Nic złego nie robiliśmy! Masturbacja to przecież
nie zbrodnia! – słyszałem cichy warkot z gardła Krisa. Położyłem swoje ręce na
jego talii tak by nauczyciel nie zauważył, co i tak chyba nie wyszło, bo znów
posłał dziwne spojrzenie w naszym kierunku.
-
Na terenie szkoły owszem! Zbrodnia najwyższa! Nie życzymy sobie żadnych
intymnych stosunków, nieważne jaka płeć między partnerami.
-
Zawsze pan wszystko bagatelizuje! Zachowuje się pan jakby też chciał spróbować,
ale nie ma z kim! Może ukochana osoba się pana wyparła i teraz się pan na
uczniach wyżywa?! – oho. Robiło się niebezpiecznie.
-
Kris, daj spokój. Przestań.
-
Cicho bądź Chan. – spojrzał na mnie kątem oka. Chwycił moje ręce i splótł swoje
palce z moimi.
-
Teraz przesadziłeś chłopcze! – Pewnym krokiem podszedł do mojego chłopaka i
zdecydowanym ruchem wymierzył mu cios prosto w policzek. Na szczęście stałem za
nim, więc go przytrzymałem. Siła uderzenia była tak mocna, że gdybym nie stał
za Fanem, ten mógłby polecieć w tył. – Mam dość Twojego zachowania! Masz się
stawić z Parkiem w bibliotece równo o 16! Jeśli was nie będzie, wylatujecie ze
szkoły na dobre! Nie będę tolerował takich gówniarzy.
Nie
wytrzymałem. Nikt nie miał prawa podnosić ręki na mojego partnera, na osobę,
którą darzę wielkim i ciepłym uczuciem. Coś w środku mnie pękło. Odepchnąłem
starszego na bok i rzuciłem się z pięściami za nauczycielem. Dopadłem go i
popchnąłem na umywalki. Łokciem przywalił w lustro, które pękło, ale nie
posypało się na podłoże. Chwyciłem go za kołnierz koszuli i zacząłem równo
okładać jego facjatę pięścią. Wpadłem w jakąś dziwną furię. Wyłączyłem się, nie
wiedziałem co się dzieje w prawdziwym świecie. W obecnej chwili liczyło się
tylko to, by belfer dostał za swoje.
Ktoś
krzyknął, poczułem szarpnięcie w tył. Ktoś chwycił mnie za nadgarstki i
przycisnął swoim własnym ciałem do ściany.
-
Uspokój się, proszę Cię.
Zamrugałem
parę razy. Kris właśnie został poniżony przez tamtego, a on jak gdyby nigdy nic
mówi bym się uspokoił? Chore jakieś. Już chciałem coś powiedzieć, ale
dostrzegłem inne osoby w pomieszczeniu. Cholera.
Niedobrze. Dyrektor, pielęgniarka i dwóch innych nauczycieli. Mogę się chyba
pożegnać..
-
Wy dwaj! Do mojego gabinetu natychmiast! – bałem spojrzeć się w kierunku, z
którego dochodził głos. Rozgniewany i mocno wkurzony. Wiedziałem, że jestem już
udupiony. Ktoś znów mnie szarpnął, objął mnie ramieniem i wyciągnął na szkolny
korytarz. Uczniowie rozstąpili się jak jeden mąż na boki, dali przejść.
Słyszałem szepty, piski, zdziwione i zaciekawione spojrzenia.
Zostałem
szybko zaprowadzony do gabinetu dyrektora na dywanik. Stałem przed biurkiem ze
spuszczoną głową. Wpatrywałem się tępo w dywan. Kris również stał cicho.
Czekaliśmy na ,,sędziego’’ i wyrok śmierci. Nawet nie wiedziałem kiedy po moich
policzkach stoczyło się parę łez. Stałem i płakałem z bezsilności. Naprawdę
bałem się co się teraz stanie; czy nas rozdzielą, zawiadomią pewnie rodziców,
pójdziemy do poprawczaka albo co gorsza – zamkną nas w więzieniu. Zajęty takimi
myślami, nie spostrzegłem, że ktoś mnie obejmuje. Przytula do siebie z całych
sił i płacze razem ze mną. Objąłem chłopaka i wtuliłem się mocno w niego.
Wybuchnąłem niepohamowanym płaczem. Stałem tam, przytulony i zasmarkany,
roztrzęsiony całą tą sytuacją.
-
P-Przepraszam Kris.. nie.. nie wiem co we mnie wstąpiło.. to był impuls.. ja-ja
nawet nie chcia-łem go pobić.. nie wiem.. boję się..
-
Cicho Chan, cicho. Będzie dobrze, zobaczysz. Nie pozwolę by ktokolwiek nas
rozdzielił przez tak mały incydent. Zresztą, ty tylko stanąłeś w mojej obronie.
To ja mogłem nie zaczynać tej potyczki słownej. Ale wiesz jaki jestem.. Zawsze
muszę się odezwać w najmniej potrzebnym momencie. To ja powinienem Cię
przeprosić. Cokolwiek się stanie, całą winę wezmę na siebie. Nie pozwolę by ktoś
Cię tknął. To ja muszę zapłacić za te czyny..
Łkałem
wciąż i słuchałem jego słów. Skupiłem całe swoje myśli na teraźniejszości.
Odpędziłem w tym momencie przeszłość i przyszłość. Carpe diem.
-
Bardzo ładna scena chłopaki. – Odezwał się spokojnym głosem dyrektor, wchodząc
do swego gabinetu i zasiadając po drugiej stronie biurka.
-
Prze-Przepraszam.. – odezwałem się cicho, odsuwając lekko od chłopaka i
wycierając łzy w rękaw.
-
Przejdę do konkretów. To co stało się w łazience.. zapomnijmy o tej sprawie..
-
Jak to!? – Spojrzałem na niego zszokowany, na co ten uniósł rękę.
-
Daj mi powiedzieć Chanyeol. – Odchrząknął i spojrzał na nas. – Pod warunkiem
takim, że stawicie się dzisiaj o 16 w bibliotece i odrobicie karę. Dodatkowo
będziecie ją odbywać przez dwa tygodnie; za napaść i pobicie nauczyciela oraz
za stosunki seksualne, które są zabronione. W domu czy gdzie indziej – proszę
bardzo, ale na litość boską! To jest szkoła, miejsce publiczne. Powstrzymajcie
swoje emocje i zaczekajcie albo wcale nie przychodźcie do szkoły jak macie tzw.
chcicę. Jeśli was dziś nie będzie – natychmiast dzwonię do waszych rodziców i
informuję ich o zaistniałej sytuacji. Będzie to również groziło opuszczeniem
placówki, a z tego co słyszałem tego nie chcecie.
Pokiwaliśmy
zgodnie głowami.
-
A co z Panem Kangiem? – Spojrzałem na swoje palce, w których nerwowo ściskałem
koszulę.
-
Rozwalony łuk brwiowy. Nic mu nie będzie, ale mam nadzieję, że zdajecie sobie
sprawę z tego, że trzeba go będzie przeprosić?
Kolejne
kiwnięcie.
-
Poza tym, powiedział, że przepyta was z materiału z trzech ostatnich lekcji.
Przygotujcie się do tego i zaliczcie. Od tego będzie zależała wasza ocena
końcowa. – Podniósł się, obszedł biurko i podszedł do nas, kładąc ręce na
naszych ramionach. – Uważajcie proszę co robicie i mówicie. Jeszcze jeden
wybryk, a naprawdę powiemy sobie
dowidzenia. Arasso?
-
Oczywiście! – Odpowiedzieliśmy zgodnym chórem i cała nasza trójka roześmiała
się.
-
Dziś już dajcie sobie spokój z nauczycielem. Jutro będziecie walczyć o
odzyskanie honoru. A teraz zmykać na lekcje i widzimy się po zajęciach! –
Wypchnął nas z gabinetu.
-
Nie wiedziałem, że jest taki wyrozumiały. – Spojrzałem na drzwi od wcześniej
wspomnianego pomieszczenia i roześmiałem się cicho. Kris spojrzał na mnie nie
wiedząc za bardzo o co chodzi, lecz po chwili już się obaj śmialiśmy.
Podchodząc pod klasę, gdzie odbywała się ostatnia lekcja, zostałem przyparty do
ściany. Przyciągnąłem Fana bliżej i złożyłem na jego wargach czuły pocałunek.
-
Dobrze moi mili. Zostawiam was w rękach pań bibliotekarek. Dostosujcie się bez
narzekania do roboty. Przyjdę w którymś momencie sprawdzić jak wam idzie. –
Dyrektor wychodząc, uśmiechnął się do wszystkich. Równy był z niego gość. Nie
ma co.
-
Świetnie dzieciaki! Mamy sporo książeczek do ułożenia! Jesteście wysocy więc
obejdzie się bez drabinek! Zacznijcie układać w dziale trzecim począwszy od M
do końca Z. Nazwiskami autorów lecicie. Jeśli będą jakieś problemy, przyjdźcie
i mówcie. Jasne? – Kobieta koło sześćdziesiątki zaprowadziła nas do danego
działu i objaśniła raz jeszcze spokojnie co, jak, gdzie układać. Pożegnała nas
z uśmiechem i odeszła w kierunku swojego stanowiska. Nie tracąc czasu,
wzięliśmy się do roboty.
Około
dziewiętnastej przyszła do nas jedna z bibliotekarek sprawdzić jak przebiega
kara. Uśmiechnęła się w zdumieniu jak szybko i porządnie wszystko ułożyliśmy.
Zostały nam tylko niższe półki.
-
Dzieciaczki kochane. Widzę, że praca świetnie idzie. Nie spodziewałyśmy się, że
tak dobrze sobie poradzicie. Przyniosłyśmy wam tu ramen, bo pewnie
zgłodnieliście. Jeszcze jest ciepły, więc zróbcie sobie przerwę, usiądźcie przy
ławkach i zjedzcie. Dokończycie po posiłku. – Postawiła siatki z jedzeniem na
blacie i zwróciła się ponownie w naszym kierunku. – Już skończyłyśmy pracę,
więc zostawiamy wam klucze przy głównym stanowisku. Wychodząc proszę zamknijcie
i oddajcie klucze woźnemu, dobrze? – Roześmiała się cicho i ruszyła w kierunku
wyjścia.
Zrobiliśmy
sobie przerwę i zjedliśmy ramen, póki było ciepłe.
-
A myślałem, że w bibliotece się nie je. – Zaśmiał się Yi Fan i popił sokiem.
-
Wiesz, może mają tu inne zasady. – Uśmiechnąłem się i sprzątnąłem brudy.
Poszedłem do działu trzeciego i usiadłem na dupie, porządkując dolne półki. Po
chwili poczułem bliskość chłopaka i jego natrętność na moją osobę. Odwróciłem
głowę i to było moim błędem. Kris rzucił się na mnie jak wilk na swoją zdobycz
i zaczął obsypywać moją buzię, szyję pocałunkami. Zdjął ze mnie jakimś cudem
górę mundurka, chwycił za krawat i przyciągnął moje ciało do siebie. Wpiłem się
gwałtownie w jego usta, rozkoszując się smakiem jabłkowego soku. Odepchnął mnie
od siebie by móc zacząć znaczyć ścieżkę po moim ciele. Rozwiązał swój krawat i
związał nim moje nadgarstki. Westchnąłem cicho i wygiąłem się w łuk pod wpływem
dotyku dłoni i warg oraz mokrego języka w okolicach pępka i sutków.
-
K-ris.. daj spokój.. a co jak ktoś wejdzie? – Jęknąłem głośno, czując jak
starszy podgryza moją skórę.
-
Coś się wymyśli..
Szybkim
ruchem pozbył się swego odzienia oraz mojej dolnej partii mundurka. Założyłem skrępowane
ręce za jego głowę, przyciągając go bliżej siebie.
-
Wejdź we mnie..
-
Czekaj Yeollie, muszę Cię przygotować.
-
Jestem wystarczająco podniecony, obejdzie się bez dodatkowych gierek.. Dawaj
szybciej albo dojdę na sam widok Twojego nagiego ciała..
-
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Skarbie.
Już
po chwili poczułem jego wielkiego, twardego członka w sobie. Jęknąłem głośno i
zagryzłem wargę z bólu. Cholera. Nie sądziłem, że aż tak będzie boleć na sucho.
Poruszyłem biodrami, dając znak by kontynuował. Przytulił mnie do siebie i
zaczął szybko pracować biodrami. Podgryzał od czasu do czasu moją skórę, ręką
dopieszczał mojego penisa, drażnił go kciukiem, wpijał się i podgryzał me
wargi, a ja jak głupi tylko jęczałem z rozkoszy i wpasowywałem się w jego
tempo.
Już
miał nastąpić finał, gdy usłyszeliśmy jakiś szmer. Próbowaliśmy uspokoić
oddechy, Kris pozostał we mnie, ale zaprzestał ruchy. Nasłuchiwaliśmy.
-
Halo, jest tu kto? – odezwał się ciężki głos woźnego.
-
Tak, dwaj uczniowie. Dostaliśmy karę.. – Którą
właśnie odbywamy. - ..i panie zostawiły nam klucze. Dyrektor po nas
przyjdzie. – Fanowi udało się odzyskać w miarę normalny głos i odpowiedział
szybko, chcąc pozbyć się natręta.
Poruszałem
delikatnie biodrami i sam się stymulowałem. Nie chciałem by podniecenie opadło.
Nie w takiej chwili. Przyciągnąłem go ponownie, wznowił ruchy bioder, które z
każdą sekundą przybierały na sile.
-
W takim razie nie przeszkadzam wam. Trzymajcie się.
-
Dowiedzenia. – Ledwo drzwi się za nim zamknęły, a ja wyjęczałem swemu
ukochanemu miłość do niego i uczucie jak mi dobrze. Spuścił się we mnie, a ja
nabroiłem mu na brzuch. Zaśmiałem się i skradłem mu ostatni pocałunek.
Po
piętnastu minutach ogarnęliśmy się, dokończyliśmy pracę i teraz siedzieliśmy
przy stole. Kris na krześle, ja na jego kolanach. Dyrektor przyszedł po nas
przed dwudziestą, podziękował i wygonił nas do domu, życząc bezpiecznej drogi.
Zabraliśmy manatki i pędem ruszyliśmy do mieszkania Fana, kontynuować przygodę.
KONIEC
Pewnie są jakieś błędy. Przepraszam za nie z góry. O tej porze już człowiek nie myśli -> 02:04
sobota, 15 czerwca 2013
~ OGŁOSZENIA PARAFIALNE ~
Oceny poprawione, wszystko co potrzebne - pozaliczane. Teraz czas na bloga. Otóż wena powoli powraca. COMEBACK EXO = więcej pomysłów. Bardziej pokręcone pairingi. Pracuję nad paroma fickami naraz. W niedługim czasie pojawi się:
a) HunHan
b) KrisYeol - dla Krisusa ♥
c) Ciąg dalszy drugiej wersji Loży Szyderców *
d) Fic niezwiązany z EXO. Zamówienie dla przyjaciółki
e) ChenMin
* Zostawię pierwszą wersję, ale będę kontynuować drugą. Więc można zapomnieć o tej pierwszej. Jak mnie weźmie to najwyżej #1 usunę.
A teraz zostawię Was i pójdę nakurwiać w BTS i LC9 oraz EXO *///*
niedziela, 26 maja 2013
- Prezent imieninowy dla
mojego męża Chena -
Nie umiem składać życzeń,
ale postaram się specjalnie dla Ciebie <3
A więc życzę Ci wszystkiego
co najlepsze. Żebyś się nigdy nie smuciła, by na Twojej buzi zawsze gościł
uśmiech. Byś śmiała się z błahych rzeczy, które innym mogą wydawać się
niedorzeczne, byś nie przejmowała się co ktoś powie, byś była sobą i taka
pozostała. Prócz tego w cholerę pieniędzy, garnca złota, tęczy, Chanyeola i
cudownych imienin.
Trzymam kciuki i wierzę, że
dostaniesz się na swój wymarzony kierunek: SINOLOGIĘ <3
AMEN -
WSZYSTKIEGO
NAJLEPSZEGO SUHO
Rating: PG-17
Pairing: KrisHo
[Kris x Suho]
Rodzaj:
one-shot, fluff
Ostrzeżenia: nie są zespołem, seks
Ilość: 11 810 łącznie, licząc bez życzeń – 11 724
POV:
Suho
Poczułem
lekkie muśnięcia na skroni jednej i drugiej, policzkach, szczęce, a w końcu na
wargach. Mruknąłem cicho i przekręciłem się na bok, myśląc, że to tylko
przyjemny sen. Kolejne muśnięcia na lewym policzku, schodzące w dół przez
szczękę i zatrzymujące się na odsłoniętej szyi. Delikatne łaskotanie, ciepły
oddech i cudowna miękkość warg. Duże ręce wkradające się pod koszulkę z
wizerunkiem wilka, lekki dotyk na żebrach, brzuchu, klatce piersiowej i niezbyt
przyjemny, nie wiadomo skąd docierający chłód. Skrzywiłem się przez sen, po
omacku szukając nakrycia. Nie znalazłem go. Jedyne na co trafiłem to czyjaś
ręka chwytająca moją i czyjeś wargi składające na mym nadgarstku czuły
pocałunek. Westchnąłem cicho i uchyliłem powoli powieki, będąc oślepionym
promieniami popołudniowego słońca. Parę centymetrów ode mnie siedział chłopak w
krótkich czarnych włosach. Ze zmrużonymi oczami przyglądałem się postaci i
próbowałem zorientować się kto to jest. Niestety słońce skutecznie mi to
uniemożliwiało. Zabrałem rękę z uścisku i przetarłem sobie pięściami oczy.
Ziewnąłem i podniosłem się do siadu. Uniosłem wzrok na osobę, która szybko się
zbliżyła i złożyła motyli pocałunek na moich ustach.
-
Dzień doberek Śpiąca Królewno.
Od
razu rozpoznałem TEN głos. Głos, który przyprawiał mnie o szybsze bicie serca,
od którego dostawałem gęsiej skórki, który nigdy nie miał prawa mi się znudzić.
Niski, spokojny, jednocześnie cholernie pociągający.
-
Dzień dooo..ah-bry.. – odpowiedziałem w przerwie między ziewnięciami.
Potrząsnąłem głową i sięgnąłem do głowy, by poprawić fryzurę. Słysząc śmiech,
spojrzałem na przybysza i zmarszczyłem brwi. – A tak właściwie to co Ty tu
robisz? Jak tu wlazłeś? Skąd miałeś klucze? I dlaczego o tak wczesnej porze
mnie nachodzisz? – Kolejna salwa śmiechu. – Zamiast się śmiać byś mi odpowiedział!
– Usiadłem naburmuszony, formując usta w podkówkę.
-
Odpowiem po kolei, a więc: siedzę, przez drzwi, dorobiłem sobie, pora wcale tak
wczesna nie jest Kochanie. Godzina jest 14.00 a Ty zamiast leniuchować to powinieneś
świętować. – Posłał mi jeden z tych swoich firmowych uśmiechów. Widząc to, nie
mogłem się dłużej gniewać i opadłem bezwładnie na poduszki, zaraz jednak szybko
podnosząc się do pionu.
-
14.00?! Cholera jasna! Miałem być o 11.00 u brata! Aish! No to mam
przechlapane.. Cz-czekaj! Ale co świętować? Ktoś ma dziś urodziny czy co?! –
Dopadłem do chłopaka, chwytając się jego białej koszuli i patrząc w oczy z
nadzieją, że dowiem się co mi umknęło. Ten jak zwykle, zamiast wczuć się w
powagę sytuacji – wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
-
Idź się umyj, ubierz to wtedy się dowiesz.
-
A-Ale..
-
Bez dyskusji. Do łazienki marsz.
Zrezygnowany
zczołgałem się z łóżka, podszedłem do szafy i wyjąłem beżową bluzkę, czarne
jeansy i czyste bokserki. Poczłapałem do łazienki, w której chwilę później się
zamknąłem, rozbierając do naga i wchodząc pod gorący strumień wody.
Pomieszczenie natychmiast wypełniła ciepła para i zapach kawowego żelu. Stojąc
pod strumieniem, zamknąłem oczy i oddałem się rozmyślaniom. Przez to nie
usłyszałem jak drzwi się otwierają i ktoś wchodzi do środka, po czym otwiera
drzwi kabiny i dołącza się. Zorientowałem się dopiero wtedy, gdy czyjeś ręce
oplotły mnie w talii, a podbródek obcego umiejscowił się na czubku mojej głowy.
Wystraszony podskoczyłem powodując jęk drugiej osoby oraz małe przekleństwo.
Obróciłem się by dojrzeć Krisa trzymającego się za szczękę. Zapominając o
fakcie, że obaj byliśmy nadzy, zbliżyłem się, chwytając jego buzię w swoje ręce
i składając na podbródku czuły pocałunek na ukojenie bólu. Kolejny jęk.
Zdziwiony odsunąłem się trochę od niego, ale wciąż przylegałem do jego
rozbudowanego ciała. Poruszyłem nieznacznie dolną partią ciała, a z gardła
starszego wydobył się seksowny pomruk. Wybałuszyłem oczy i spojrzałem to na
nasze złączone brzuchy, to na twarz zarumienionego chłopaka.
-
Podoba Ci się to? – Wypowiadając te słowa, ruszyłem raz jeszcze biodrami. I
znów usłyszałem ten sam odgłos z gardła partnera. Nie mogłem w to uwierzyć.
Najzwyklejszy ruch; potarcie swoim kroczem o jego – sprawiał, że chłopak się
podniecał. Pokręciłem z rozbawieniem głową i chciałem raz jeszcze wykonać ten
sam gest, ale powstrzymało mnie jedno mocne popchnięcie na ścianę kabiny.
Walnąłem w nią z głuchym łoskotem by po chwili poczuć swoje ręce przygwożdżone
do ściany, a wargi zaatakowane przez usta Wu Fana. Nie dał mi dojść do słowa.
Wpił się mocno, od razu wsuwając swój mięsień do mojej jamy ustnej. Zamruczałem
cicho i poruszyłem się niespokojnie. Nie lubiłem tych jego gierek. Zawsze
doprowadzały mnie do białej gorączki. Nigdy nie wiedziałem co zrobi. Czy
poprzestanie na całowaniu, drażnieniu mojej biednej skóry, czy przejdzie do
czegoś lepszego i bardziej brutalnego. Nie byłem medium, więc zdałem się na los
i czyny Chińczyka. Nasze języki walczyły o dominację. Żaden nie chciał się
poddać – oba chciały wygrać i przejąć kontrolę nad drugim.
Po
paru sekundach lub minutach tej bezowocnej walki, Kris przerwał pocałunek,
schodząc gorącym językiem w dół mojego rozgrzanego ciała. Wciąż przytrzymywał
moje ręce, ale nie na długo. Zsunął je na moje żebra i biodra. Zatrzymał się na
szyi, gdzie zostawił mi czerwone ślady. Wyglądały trochę jakby wampir mnie
dopadł; 2 ranki obok siebie, które w rzeczywistości nie były śladami po kłach
tylko tworzącymi się malinkami. Jęczałem cicho gdy zasysał moją skórę. Było to
tak cudowne uczucie, a ja nie miałem siły ani ochoty by się przymknąć.
Przestępowałem niecierpliwie z nogi na nogę, chcąc dowiedzieć się co wyższy
zamierza zrobić. Bez zbędnych ceregieli sunął mięśniem w dół, znacząc sobie
teren malinkami. Doszedł do punktu końcowego, chwytając w ręce mojego członka.
Otworzyłem szeroko oczy.
-
Stój. Nie.. nie rób tego..
Wstał
z klęczek i spojrzał centralnie w moje oczy. Zadrżałem i przełknąłem ślinę,
która z niewiadomych przyczyn zebrała się w mojej jamie hektolitrami.
-
Wszystkiego najlepszego Suho. Dziś Twoje urodziny. Chciałem Ci tylko i
wyłącznie sprawić przyjemność w ten szczególny dzień jako mój prezent. –
Spojrzałem w jego ciemne oczy i uśmiechnąłem się pod nosem. Byłem tak zabiegany
i zajęty pracą, że zapomniałem o własnych urodzinach. Mimo że parę dni temu była
o nich kilkakrotnie wspominka. Roześmiałem się i zarzuciłem swoje ręce na barki
czarnowłosego. Stanąłem na palcach i pocałowałem go namiętnie, w geście
podziękowania za pamięć. Odwzajemnił pocałunek, ale nie na długo. Oderwał się
ode mnie wracając do poprzedniej roboty. Klęknął i wziął mojego członka w ręce.
Gorącym językiem i wodą jeździł po całej jego długości. Wwiercał się w czubek i
delikatnie go podgryzał. Ręce nie pozostawały w spoczynku. Pracowały na pełnych
obrotach masując i pieszcząc moje jądra i członka. Odchyliłem głowę do tyłu i
przymknąłem oczy z powodu odczuwanej przyjemności. Nie zatkałem ust. Chciałem
by Wu Fan słyszał, że to co robi, robi dobrze. Że mi się to podoba i to jeszcze
jak. Wplotłem palce w jego włosy i zaciskałem od czasu do czasu ręce na nich. W
końcu po kilkunastu sekundach bawienia się, prowadzący wziął całego mojego
kolegę do ust i zajął się nim używając warg, zębów i języka. Brał go całego, do
końca. Drażnił się i bawił w bardzo niekorzystny dla mnie sposób. Podniecałem się
do granic możliwości, czułem znajome mrowienie w podbrzuszu i gdy już myślałem,
że dojdę – starszy przerywał. Denerwowało mnie to. On to doskonale wiedział.
Robił te wszystkie rzeczy specjalnie, ale nie miałem mu tego za złe. W jakimś
sensie mi się to podobało. Zagryzłem dolną wargę czując narastające
podniecenie. Po raz kolejny chciałem dojść.. spuścić się do ust, gardła
chłopaka.. znów.. odsunął się. Warknąłem cicho i podciągnąłem go do góry.
Spojrzał na mnie zszokowany, a ja nie bawiąc się w rzadkie gierki popchnąłem
jego cielsko na kabinę. Odwróciłem go tyłem do siebie. Rękoma oparł się o
szybę. Próbował zobaczyć co robię, ale nie dałem mu się. Przygotował mnie
bardzo dobrze, wciąż czułem jego wargi, język i zęby na swoim penisie. Jego
lepką, ciepłą ślinę. Rozpostarłem ją do końca, podszedłem do wyższego i
rozwarłem jego nogi by stanął w rozkroku lekkim. Nie czekając na żadne
pozwolenie, słowo, gest, ruch – wszedłem w niego energicznym ruchem. Chyba był
w ciągłym szoku, bo dopiero po jakimś czasie skapnął się co się właśnie stało.
To nie była moja wina. Mógł się ze mną nie bawić. Mógł pozwolić mi spokojnie
dojść, ale nie.. on musiał działać po swojemu. To ja również działam po swojemu
– przejmuję kontrolę. W końcu jak sam powiedział: to moje urodziny. Chce mi dać
przyjemność w ten szczególny dzień jako prezent od niego. Tak więc proszę –
biorę to co dają na tacy.
Wszedłem
w niego do końca i wysunąłem się, jedynie główką zostając wewnątrz. I ponownie
się wsunąłem w głąb. I tak parę razy wolno powtórzyłem. Jesteście w stanie
sobie wyobrazić jęczącego Krisa? Bo ja nie byłem w stanie. Aż do tej chwili.
Jego gardłowy głos, dźwięk stamtąd dochodzący.. był.. niesamowity. Czułem gęsią
skórkę na skórze. Miałem wrażenie jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Od tych jęków
przyśpieszałem z każdą chwilą. Mruczenie, warczenie było ciche, ledwo
dosłyszalne dla moich uszu. Musiałem się skupić by dosłyszeć je przez lecącą
wodę. Postarałem się jeszcze bardziej z pchnięciami, aż trafiłem w czułe
miejsce. Tak. Znalazłem jego punkt G. Teraz to dopiero fajnie się zaczęło.
Wiercił się jakby miał owsiki w dupie.. No dobra.. Może owsików to nie miał,
ale miał mojego kolegę. Chociaż.. czy dalej ich nie było to nie wiedziałem. E
tam. Może będą życzliwe i mnie nie zjedzą. Ciekawe jakby to było być
wykastrowanym przez owsiki? .. Wtf. O czym ja myślę?
Warczenie
i jęki się podniosły, drżał, wykrzykiwał czasem moje imię.. wykrzykiwał to, że
mnie kocha.. wyznawał mi swoją miłość podczas przeżywania rozkoszy.. Ej.. ale
to fajne.. Normalnie to nic z niego wyciągnąć nie można, a teraz proszę.. jaki
posłuszny… Ee.. wróć. Stop.
Przyległem
do jego pleców, w ręce chwyciłem jego sprzęt, który również musiałem zaspokoić.
O dziwo gdy tylko go dotknąłem, stanął na baczność jakby był już gotów od
dawna. Tylko czekał, aż sobie o nim przypomnę. Uśmiechnąłem się pod nosem i
przyspieszyłem ruchy bioder. Pieprzyłem go równo, bez żadnego przystanku.
Zassałem się na jego karku, pozostawiając odznaki. Ruchy rąk również
przyśpieszyłem, wbijałem palec w czubek jego penisa, doprowadzając partnera do
szaleństwa. Nasze ciała idealnie ze sobą współpracowały mimo różnicy wzrostu.
Jakoś dałem radę i wszystko szło jak po maśle.
Skupiając
swój słuch na jękach i krzykach, dotyk na ciele, węch na .. czymś tam, smak na
kroplach potu i wody zmieszanych razem, a wzrok na wyginającym się ciele
uległego.. doszedłem z przeciągłych jękiem, zalewając tyłek Krisa swoją białą
cieczą. Wystrzeliłem podwójnie; za loda i za ruchanie. Chińczyk doszedł chwilę
później w moje ręce. Wyszedłem powoli z niego i spojrzałem na swoje ręce, które
Fan wziął w swoje i zaczął zlizywać swoją spermę z mych palców. Roześmiałem się
wesoło i pocałowałem go w usta, czując słonawy posmak nasienia.
-
Dziwny smak.
-
Tak smakuję. Taki mój urok.
Obmyliśmy
się dokładnie z potu i nasienia, wytarliśmy się, ubraliśmy i wyszliśmy z
łazienki. Chłopak złapał mnie za rękę i zaciągnął na środek pokoju.
-
Zamknij oczy. Pod żadnym pozorem ich nie otwieraj, dopiero gdy powiem, dobrze?
-
Dobrze..
Pocałował
mnie w czoło i wyszedł z pokoju gasząc światło. Na dworze się ściemniło albo mi
się wydawało. Przecież dopiero była 14.. A może to zasłony? Zamknąłem oczy jak
obiecałem i czekałem. Czekałem i czekałem, aż poczułem dziwne ciepło oddalone
jakiś kawałek od moje twarzy. Obiecałem, że nie otworzę oczu. Chciałem
dotrzymać obietnicy.
-
Otwórz oczy. Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.
Zrobiłem
to co powiedział. Nie musiałem zastanawiać się nad życzeniem. Dokładnie
wiedziałem czego chcą, a właściwie co już mam. Jedyne o co poprosiłem to byśmy
zostali razem na zawsze. O wytrwałość dla naszego związku. O nic więcej prosić
nie chciałem, to co pragnąłem – już miałem. Zdmuchnąłem świeczki i usłyszałem
śpiew. Kris zapalił światło, odstawiając wcześniej tort lodowy na stolik.
Przyjrzałem mu się, bo coś w jego wyglądzie mi nie pasowało. Dopiero po chwili
ujrzałem dopięte kocie uszka i domalowane wąsy i nosek. Zakryłem buzię by nie
jebnąć śmiechem. Chińczyk stanął zawstydzony na środku pokoju i włączył muzykę
śpiewając mi sto lat.
Następnie przytknął ręce do głowy i do kolejnej piosenki
dla dzieci zaczął tańczyć, machając ‘uszkami’ i ruszając biodrami.
(wyobraźcie sobie tak tańczącego Krisa z identyczną miną XD)
Tańczył
z zawstydzeniem malującym się na jego twarzy. Wnioskować to można było po
wypiekach na policzkach. Awww.. uroczo wyglądał. Tylko go schrupać. Na koniec
dał jeszcze pokaz gwiyomi i zakończył pozą posyłając mi całusa. Przy tym nie
wyrobiłem i zacząłem śmiać się jak szalony. Chłopak lekko się obruszył,
podszedł do ciasta, wyjął świeczki i podszedł do mnie. Myślałem, że chce bym
spróbował, więc pochyliłem się lekko, a ten.. WCISNĄŁ MOJĄ GŁOWĘ W TORT.
Podniosłem
głowę, będąc cały umorusany kremem.
-
Wu Yi Fanie do cholery! Co Ty sobie wyobrażasz? Przez Ciebie jestem ZNÓW cały
brudny!
Ten
sam zaczął śmiać się debil i pokazywał mi język.
-
Było się ze mnie nie śmiać. Raz, powtarzam RAZ tylko to zrobiłem. Więcej się
nie dam.
-
Aish! Kurczę. A mogłem to nagrać.
-
Tylko byś spróbował..
-
Kris no!
-
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SUHO! SPEŁNIENIA MARZEŃ I TAK DALEJ.
Wykrzyczał
odstawiając tort na stół i popychając mnie ponownie w kierunku pomieszczenia,
gdzie miał miejsce nasz pierwszy raz.
- KONIEC -
Fajna Panda, nie? :D
wtorek, 7 maja 2013
DENTYSTA
Rating: G
Rodzaj:
fluff, one-shot
Pairing:
Taoris [Tao x Kris], w tle ChenMin
Ilość: 7 679 słów
POV:
Kris
-
Nie! Nie chcę tam iść! Nie! Nie! Nie! Nie pójdę! – Krzyczał chłopak wyglądem
przypominający pandę.
-
Przestań zachowywać się jak dziecko Tao! Jesteś już dorosły. Skończyłeś
dwadzieścia lat. Pokaż jakim jesteś mężczyzną i idź do dentysty. Problem sam
nie zniknie. – Westchnąłem ciężko i ponownie spróbowałem swoich sił w
odciągnięciu młodszego od kaloryfera.
-
Właśnie, że zniknie! To nie jest aż taki potworny ból! Do rana będziesz
wszystko w porządku! Naprawdę! – Próbował mnie jakoś przekonać, ale ja i tak
wiedziałem swoje. Przecież ból zęba nie pojawia się od tak i nie znika jak
bańka mydlana, prawda? – Daj spokój. Chcesz żebym Cię traktował jak dorosłego,
a zachowujesz się gorzej niż pięcioletnie dziecko.
-
Jestem dorosłym dzieckiem! – Wrzasnął po raz enty tego słonecznego dnia.
-
Ja bym powiedział: Infantylnym, rozwydrzonym mało dorosłym dzieckiem. –
Zaśmiałem się cicho pod nosem.. i to był mój błąd. Bowiem oczka pandziego
chłopca nagle się zaszkliły, a kilka słonych kropel spłynęło po jego policzku.
– Nie. Proszę tylko nie płacz! Proszę, proszę, proszę. Kupię Ci Gucci’ego i
jakiś dodatek w pandę, tylko proszę nie płacz! – Puściłem go na chwilę, upadłem
na kolana i złożyłem ręce jak do modlitwy, prosząc byle by tylko młodszy się
nie rozpłakał. Nie lubiłem patrzeć jak osoba, na której mi zależy płacze. W
ogóle nienawidziłem widzieć ludzi smutnych, w depresji czy rozpaczy, nie wiadomo
jak czarnej i wielkiej. Moje serce na ten widok zawsze się krajało i czułem
wtedy jakiś ciężar na swoim sercu.
-
D-Duizhang.. j-jak.. nhmpf.. – nie dałem mu dokończyć. Nie mogłem patrzeć jak
płacze, dlatego nachyliłem się ostrożnie, biorąc jego buzię w swoje ręce i
składając na jego czerwonych wargach delikatny pocałunek. Pandzioch jak zwykle
speszył się na ten gest. To było takie urocze; nagłe rumieńce na jasnobeżowej
karnacji, przyśpieszony puls, ciepło rozlewające się po całym ciele i
wyczuwalne jedynie poprzez dotyk drugiej osoby.
Po
niedługiej chwili przerwałem pocałunek i spojrzałem chłopcu w załzawione oczka.
Kciukami starłem wciąż spływające łzy i uśmiechnąłem się.
-
Proszę. Nie płacz. Przepraszam, że to powiedziałem..
Chlip.
Chlip.
-
Naprawdę mi teraz głupio. Ale cała ta sytuacja nie zmienia faktu, że musisz iść
do dentysty. Poważnie Tao. Lepiej jak teraz zrobi się ząbek niż później masz
cierpieć z tego jakże błahego powodu.
-
A-Ale D-Duizhang.. dentyści są straszni.. – Siedział po turecku z rękoma między
nogami i spojrzeniem wbitym prawdopodobnie w moją koszulkę z podobizną
chińskiego tradycyjnego smoka. – Ludzie w f-fartuchach są straszni. I-I jeszcze
te rękawiczki i maski na buziach..
-
Kochanie posłuchaj. Mimo że ubrani są tak jak są to wcale nie są straszni. Mogą
stwarzać tylko takie pozory. Naprawdę są ludźmi, którzy chcą pomóc osobie
cierpiącej, ulżyć jej cierpieniu i widzieć ją zdrową oraz uśmiechniętą. Lekarz
musiałby być prawdziwym idiotą by pragnąć skrzywdzenia pacjenta. Wiedzą, że nie
mogą tego zrobić, ponieważ konsekwencje były by okropnie nieprzyjemne. –
Otarłem jego łzy do końca, podniosłem do góry jego podbródek i spojrzałem w
ciemne oczka. – Nie ma się czego bać.
-
Ale b-będziesz ze mną przez cały czas? – Spojrzał mi prosto w oczy z wielką nadzieją.
Roześmiałem się wesoło, poczochrałem jego czerwone włoski i wstałem, ciągnąc go
do pionu.
-
Będę z Tobą. Nawet potrzymam Cię za rączkę byś się nie bał. – Przytuliłem go do
siebie i złożyłem krótki pocałunek na jego czole.
-
Nie żartuj sobie ze mnie. Wiesz, że tego nie lubię..
-
Wiem. Ale jesteś wtedy tak piękny i tak uroczo się rumienisz. – Położyłem dłoń
na jego zaczerwienionym policzku, a on potrząsnął głową.
Burak.
Wykonał tył zwrot i ponownie przyczepił się do kaloryfera.
-
Nie boli mnie już. Przestało. Widocznie musiałem sobie trochę pogadać. –
Spojrzał na mnie z uśmiechem, wstał z podłogi i w podskokach skierował się do
kuchni, gdzie był Chen z Xiuminem. Z początku chciałem mu uwierzyć, ale gdy
mnie minął, zauważyłem grymas bólu na jego czerwonej buźce. Zmrużyłem oczy i
ruszyłem za nim. Wpadłem na pewien plan przez który Tao na pewno pójdzie do
dentysty. Nie będzie miał wyjścia. I to żadnego.
Wchodząc
do kuchni - gdzie Chen i Xiumin migdalili się przy zlewie – ujrzałem Pandę z
butelką chłodnej wody w dłoni. Pił i próbował nie patrzeć się na parę. Widząc
moją osobę wkraczającą do pomieszczenia – całkowicie się odwrócił. Zaśmiałem
się bezgłośnie, wziąłem czerwono-zielone jabłko z miski, umyłem je i podszedłem
bezszelestnie do chłopaka. Oplotłem jego talie wolną ręką i oparłem podbródek
na ramieniu. Wzdrygnął się i mało co nie wypluł zawartości znajdującej się w
jego jamie ustnej. Na spokojnie przełknął i odstawił butelkę. Podsunąłem mu pod
buzię jabłko i wyszeptałem cicho na ucho by ugryzł.
-
Nie jestem głodny. Dziękuję Gege.
-
Jakby mnie to coś obchodziło. Po prostu ugryź. Lubię jak Ty pierwszy zaczynasz
jeść rzecz, która jest dla przeznaczona mojego żołądka.
-
Um.. Ale ja n-nie chcę.
-
Gryź to.
Warknąłem
mu cicho do ucha, tak by tylko on usłyszał. Kątem oka zauważyłem jakiś ruch,
który okazał się cieniem Baoziego i Dancing Machine, wycofujących się do innego
pokoju. I prawidłowo. Lepiej nie być w zasięgu, gdy Lider jest zdenerwowany.
Słyszałem
przełknięcie śliny dochodzące z gardła chłopaka. Spojrzał kątem oka na mnie, a
ja w odpowiedzi uśmiechnąłem się diabelsko. No
dajesz Pando, ugryź to i pokaż, że nic Ci nie jest. Zacisnął mocno powieki
i ugryzł, ale nie dokończył. Wyrwał się, łapiąc za szczękę i jęknął.
-
To boli czy nie boli? Czemu ból nie przeszedł? Mówiłeś, że przejdzie.. –
Patrzyłem na niego, wciąż głupkowato się uśmiechając. Odłożyłem jabłko na blat,
zbliżyłem się do chłopaka i przytuliłem do siebie. Próbował się wyrwać, ale
przytrzymałem go. Wziąłem delikatnie jego podbródek i ucałowałem miejsce, które
prawdopodobnie najbardziej sprawiało mu ból.
Jęk.
-
Nie chcę iść do denty… AŁA! – Złapał się ponownie za szczękę. Znów był bliski
łez.
-
Pójdziemy teraz to zaprowadzę Cię później do bardzo fajnego sklepu, który
znalazłem ostatnio jak odbierałem Bubble Tea. Ale tylko pod warunkiem, że
będziesz grzecznym dorosłym mężczyzną i pójdziesz do dentysty. Ach.. i drugim
warunkiem jest to, że masz nie zagryźć dentysty. – Spojrzałem mu w oczka, które
mieniły się światełkami odbijanymi od lampki.
Skinięcie
głową.
-
Obiecujesz na mały paluszek?
-
Obiecuję.
Złączenie
paluszków. Czuły buziak.
-
Teraz szoruj raz dwa umyć ząbki i chcę Cię widzieć za pięć minut gotowego pod
blokiem. Rozumiemy się?
Kolejne
kiwnięcie.
Zaczekałem
aż młodszy zniknie za drzwiami łazienki. Stałem jeszcze chwilę i nasłuchiwałem
odgłosów.
Dźwięk
lejącej się wody. Jakieś pyknięcie. Szorowanie.
Pokiwałem
głową, udając się na przedpokój, zakładając buty i kierując się na zewnątrz.
Oparłem się o barierkę przy klatce i czekałem na zgubę. Po nie za długiej
chwili z wnętrza wyłonił się czerwonowłosy. Chwyciłem go za rękę i poszliśmy w
kierunku gabinetu dentystycznego na umówioną wizytę.
- Półgodziny
później –
- Tak strasznie było? – Spojrzałem na zapłakanego chłopaka, który
kurczowo ściskał moją rękę i trzymał się za szczękę.
Kiwnięcie.
- Lekarz powiedział byś przez półgodziny nie jadł i nie pił. Jak
odpowiedni czas minie to pójdziemy na lody. Weźmiesz tyle smaków ile będziesz
chciał. Dziś Ci nie pożałuję. Zasłużyłeś za bycie dzielnym mężczyzną. –
Uśmiechnąłem się ciepło do niego i objąłem go, wsuwając swoją rękę do tylnej
kieszeni jego czarnych rurek.
- A nałoda ło fcie? – Próbował coś powiedzieć. Nie musiałem
zgadywać o czym mówi. Doskonale wiedziałem, że zrobił to dla nagrody. Ale co.
Poszedł, załatwił i zasłużył, mimo że było dużo krzyku w gabinecie, uciekania
dokoła fotela przed strzykawką, a później jojczenie, że pół buzi puchnie.
Pociągnąłem go z dala od ulicznego zgiełku, skręcając w
spokojniejszą uliczkę. Jakiś czas temu wracając z kawiarni Bubble Tea,
natknąłem się na mały sklepik, gdzie można było znaleźć dosłownie wszystko
związane z pandami. Od kołder i poduszek, przez breloki, przypinki, zeszyty po
ubrania. Nawet były koszulki dla par z motywem pand. Uznałem, że to idealny
sklep dla Maknae, ale tylko wtedy jeśli na coś zasłuży.
Tao zbyt szczęśliwy z życia, że koniec jego cierpieć związanych z
zębem się skończył, szedł przed siebie, trzymając swoją rąsie w tylnej kieszeni moich jeansów i co chwila bełkotał jakieś słowa, chcąc jak najszybciej
znaleźć się już na miejscu. Kompletnie zajęty swoimi rozmyślaniami nie
zauważył, że staliśmy właśnie u stóp jego przyszłego raju. Policzyłem do
trzech.
- Jesteśmy na miejscu.
Chłopak momentalnie się uspokoił, spojrzał przed siebie i..
wleciał do sklepu niczym torpeda, ciągnąc mnie za sobą i wrzeszcząc na cały
sklep, że tatuś już przybył po swoje maleństwa.
Stawiłem opór i przyciągnąłem go z powrotem do siebie. Stracił równowagę i poleciał na mnie, ale w porę go złapałem. Przecież nie chcieliśmy powtórki z rozrywki, gdyby coś mu się z ząbkami stało. Chwyciłem delikatnie jego podbródek i musnąłem jego napuchnięte od znieczulenia, zdrętwiałe wargi. Uśmiechnąłem się w duchu i pozwoliłem sobie na puszczenie go oraz udanie się po koszulki dla par.
Stawiłem opór i przyciągnąłem go z powrotem do siebie. Stracił równowagę i poleciał na mnie, ale w porę go złapałem. Przecież nie chcieliśmy powtórki z rozrywki, gdyby coś mu się z ząbkami stało. Chwyciłem delikatnie jego podbródek i musnąłem jego napuchnięte od znieczulenia, zdrętwiałe wargi. Uśmiechnąłem się w duchu i pozwoliłem sobie na puszczenie go oraz udanie się po koszulki dla par.
KONIEC
Zamówienie dla Krisusa :3
Mam nadzieję, że się podoba, bo mnie nawet bardzo :3 Chociaż nie
jestem pewna końcówki ;_;
środa, 1 maja 2013
IDIOTA?
KRETYN? KOCHANEK. BRUTAL? KAT?
Rating:
R
Pairing:
BaekYeol [Baekhyun x Chanyeol]
Rodzaj:
yaoi
Ostrzeżenia: przemoc, wulgaryzmy
Ilość: 15 374 słów
POV:
Chanyeol
Wróciliśmy do dormu zmęczeni, głodni i szczęśliwi, że sesja
zdjęciowa się udała. Każdy myślał tylko o dobrym jedzeniu, odświeżającym
prysznicu i ciepłym łóżeczku, które czekało na każdego z nas w naszych
pokojach. Niestety, tą ostatnią przyjemność musieliśmy odstawić na później, ponieważ
menager już nas gonił do wytwórni. Westchnęliśmy ciężko jak męczennicy i
powlekliśmy swoje zacne ciała w kierunku kuchni, gdzie już czekało na nasze
żołądki ciepłe kimchi roboty naszej ukochanej Ummy. Zjedliśmy ze smakiem, a ten
który pierwszy skończył już leciał do łazienki pod prysznic, by ogarnąć się na
wyjście.
Zwarci i gotowi, najedzeni i wypucowani, ale śpiący stawiliśmy się
po niecałych trzydziestu minutach przy samochodzie. Już chciałem wsiąść, gdy
ktoś chwycił mnie za ramię i pociągnął do tyłu. Obejrzałem się na osobnika i
ujrzałem menagera, który kręcił głową.
- Tobie i Baekhyunowi dziękujemy.
- Ale jak to? – Spojrzałem uważnie na niego i zastanawiałem się o
co może chodzić.
- Baekhyun się źle poczuł. Lepiej by został w dormie niż męczył
się w wytwórni. Ty zostaniesz razem z nim, choć podejrzewam, że to kiepski
pomysł i się nim zaopiekujesz. – Spojrzał na mnie z powagą i wskazał starszego
chłopaka, który kucał na schodach przy wejściu do budynku w pozycji
embrionalnej.
- Dobrze, zostanę. Ale co w tym złego, że zostaniemy we dwójkę? –
Spytałem głupio i oczekiwałem odpowiedzi. W prawdzie cieszyłem się, że będziemy
tylko my. Nikt nie będzie mi przeszkadzał w czymś, o czym już dawna marzyłem.
- Wiesz, jakoś nikt nie chce powtórki z ostatniego razu, co
musieliśmy wzywać straż pożarną, bo kurczak podpalił firankę. Do tej pory nie
chcę wiedzieć jak to zrobiliście, więc proszę was po dobroci by nie było
podobnych numerów. – Spojrzał na mnie z politowaniem, a ja próbowałem
powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Tak, idealnie pamiętałem ten dzień.
Chcieliśmy reszcie zespołu sprawić niespodziankę i samemu coś ugotować.
Wybraliśmy wielkiego kurczaka, utopiliśmy go w ziołach i wsadziliśmy do
piekarnika. Wszystko było by dobrze, gdybyśmy o nim nie zapomnieli, bo
zajęliśmy się grą na Xboxie. Po jakimś czasie usłyszeliśmy wybuch i potężne
ciepło. Pobiegliśmy na miejsce i zobaczyliśmy piekarnik i firankę w ogniu. Nie
pamiętaliśmy numeru straży pożarnej, więc otworzyłem okno w salonie i zacząłem
na cały regulator udawać wóz strażacki. Ktoś wziął nas za psychicznie chorych,
ale widząc płomienie zadzwonił po straż, pogotowie i policje. Wróciłem szybko
do kuchni, a widząc starszego przycupniętego na krześle z kijem i pianką na
nim, zamiast gasić pożar, przysiadłem się do niego i powtórzyłem czynność,
którą wykonywał. I tak siedzieliśmy przy ognisku i robiliśmy pianki, póki
strażacy nie wbili się do dormu i nie ugasili płomieni, wynosząc nas na rękach
z budynku.
O tak. To była wspaniała sytuacja, ale nie powtórzymy jej więcej.
Nici zostały z naszego kurczaczka nad którym tyle pracowaliśmy. Cała robota
poszła na marne. Ale z racji tego, że dorm był do remontu, wytwórnia załatwiła
nam hotel na czas dopóki nie wyremontują nam mieszkania. Ludzie i fani tak się
zmartwili, że jeszcze tego samego dnia dostaliśmy taką furę jedzenia, że
następnego dnia nikt nie mógł zmieścić się w spodnie.
Ostatkami sił powstrzymałem się od uśmiechu i ponownie skupiłem
wzrok na menagerze.
- Niech się Pan nie martwi! Wszystko będzie pod kontrolą! –
Obdarowałem go swoim Happy Virusowym uśmiechem, po czym zaczekałem aż załadują
swoje tyłki do wozu i odjadą. Stałem tam jak latarnia i machałem im na
dowidzenia, życząc jednocześnie bezpiecznej podróży. Już się odwracałem by
ruszyć w kierunku budynku, gdy dobiegł mnie jeszcze krzyk Kyungsoo byśmy trzymali
się z dala od jego pięknej kuchni. Pokiwałem do siebie głową i ruszyłem do
chłopaka. Kucnąłem przed nim i położyłem swoje ręce na jego kolanach.
- Baekkie, co Cię boli? – Spytałem zmartwiony i czekałem
cierpliwie na odpowiedź, choć do takich osób nie należałem.
Podniósł powoli głowę i rozejrzał się uważnie na boki. Po chwili
jego wzrok spoczął na mojej osobie, a na jego buzi zakwitł przebiegły
uśmieszek.
- Nic mnie nie boli! Nie chciało mi się po prostu jechać. –
Roześmiał się wesoło i poczochrał mnie po głowie. Zmarszczyłem brwi, unosząc
kącik ust ku górze. Akurat wszystko szło na moją korzyść. Wstałem i pociągnąłem
starszego do pionu, a gdy wstał i się odwrócił, wyjąłem z kieszeni chusteczkę
nasiąkniętą eterem dietylowym i podetknąłem mu ją szybko pod nos. Przyparłem go
do swojego torsu i przytrzymałem by przestał się wyrywać. Po niecałych pięciu
minutach poczułem, że jego ciało staje się bezwładne i przestaje walczyć.
Zagryzłem dolną wargę by nie wybuchnąć szczerym śmiechem. Rozejrzałem się
dokoła czy nikt nie widział co tu miało miejsce. Chwyciłem chłopaka na ręce i zniosłem
go do piwnic. Skierowałem się pod numer 19, czyli dokładnie ten pod którym
mieszkaliśmy. Była tam nasza piwnica, ale nie używaliśmy jej, bo nie było
potrzeby. Stała i się marnowała. Ale to było do jakiegoś czasu. Przerobiłem ją
na pomieszczenie do torturowania ludzi. Zamiast drewnianych płotkowych drzwi –
wstawiłem porządne, metalowe po to, by żaden wścibski człek nie zaglądał co tu
ma miejsce.
Wniosłem chłopaka do środka, zamykając za sobą w miarę cicho
drzwi. Położyłem go na pojedynczym łóżku z czerwoną satyną i ściągnąłem mu
całkowicie ciuchy, zostawiając jedynie czerwone bokserki w bekony. Roześmiałem
się cicho na ten widok i wstałem z łóżka by przyszykować wspaniały dzień dla
niego. Wróciłem na chwilę do drzwi by zamknąć je na zasuwę i klucz, który
schowałem do szafeczki nad nimi. Zdjąłem z siebie sweter, bluzkę i spodnie,
zostając w czarnych bokserkach.
Wróciłem z powrotem do chłopaka. Kucnąłem przy łóżku i wysunąłem
jedną z szuflad pod łóżkiem. Wyjąłem cztery liny i potrzebne przybory do
przeprowadzenia ‘operacji’. Schowałem waniliowy lubrykant do etażerki koło
łóżka, zasunąłem wszystkie szuflady i zacząłem przywiązywać jak najdelikatniej starszego
do łóżka, tak by się nie zbudził zbyt szybko. Oddzielnie każdą nogę i rękę. Na
szyi zapiąłem mu czerwoną obróżkę ze stożkami, a oczy przewiązałem czarną
opaską. Zagryzłem dolną wargę i wziąłem ze stołu czerwoną świeczkę. Zapaliłem
ją i czekałem na wystarczającą ilość wosku.
Rozejrzałem się po ‘pokoju’ i szybkim krokiem podszedłem do okien
by zasłonić je kawałkiem materiału, który wisiał na karniszach. Niby to lufciki
były, a nigdy nie wiadomo kto zechce podejrzeć co się w piwnicach wyrabia.
Pokiwałem głową i wróciłem do chłopaka. Usadowiłem się na jego biodrach i
delikatnie otarłem swoim kroczem o jego. Skierowałem wzrok na jego twarz i
obserwowałem jak marszczy czółko. Nachyliłem się nad nim i powoli, nieśpiesznie
musnąłem jego czerwone wargi. W odpowiedzi usłyszałem mruknięcie, co mogło
oznaczać, że chłopak zaczyna się budzić. Tak. Wybudzał się. Skąd wiem?
Dosłownie, parę sekund później czułem jak starszy szamocze się pode mną i
próbuje się wydostać.. ale na marne. Bo kto rozwiąże supły Happy Virusa? Nikt.
Czasem sam nawet ich nie potrafiłem rozplątać.
Roześmiałem się cicho na widok małego, kruchego ciała pod moją
postura, które usilnie próbowało albo się wydostać, albo zsunąć opaskę z oczu.
Pokręciłem głową rozbawiony, jednocześnie nachylając się nad chłopakiem i
szepcząc mu cicho do ucha:
- Nie masz szans Baekkie.. – mrucząc mu do ucha te słowa,
przygryzłem lekko płatek jego ucha. Nie obyło się bez mruknięcia. A może to
było warknięcie? Nieważne.
- Ch-Chanyeol?! C-Co Ty wyprawiasz do cholery jasnej?! Wypuść mnie
natychmiast! I dlaczego tu jest tak z-zimno?! Ch-Chanyeol! Słyszysz co do
Ciebie mówię?! Agrh..! To nie jest śmieszn..! – Nie pozwoliłem mu dokończyć.
Przerwałem jego bezsensowną litanię brutalnym pocałunkiem. Wdarłem się do jego
jamy ustnej swoim sprawnym językiem, by po chwili móc dokładnie ją spenetrować.
Czułem, że próbuje zamknąć buzię, ale bezskutecznie. Trzymałem jego podbródek w
stalowym uścisku. Odsunąłem się na chwilę od niego i spojrzałem uważnie,
zamyślając się.
- D-Dlaczego to robisz? T-To jakiś żart, prawda? – Usłyszałem
cichy głosik pod sobą. Skierowałem wzrok na szybko unoszącą się klatkę
piersiową, szyję, aż w końcu trafiłem na usta, które poruszały się ledwo
widocznie.
- To nie jest żaden żart. Wiesz dobrze, że mnie do Ciebie ciągnie
i ze wzajemnością. Wiem od dłuższego czasu mój malutki, kochany Baekkie. Nie
sposób nie zauważyć jak na mnie patrzysz w dormie, na wywiadach, koncertach czy
w szczególności na sesjach zdjęciowych. Np. dzisiaj. Co to było? Przypadkowe
dotykanie moich ud, pośladków? Te rumieńce na twojej twarzyczce jak tylko
przyłapałem Cię na gapieniu się na mnie i mój seksowny tyłek. Powiedz
Kochanie.. o czym myślałeś obserwując mnie? Hmm..? Jak fotograf kazał Ci usiąść
na moich nogach, buzią do mnie, jak się otarłeś niby przypadkowo o moje
krocze.. Co to za rumieńce i jęki wydobywały się z Twoich ślicznych, bekonowych
usteczek? – ‘Siedziałem’ na jego biodrach i patrzyłem na każdy minimalny ruch
ze strony wybranka. Niecierpliwie zagryzał wargi jakby próbował się powstrzymać
przed zrobieniem czegoś. Próbował złączyć nogi, które za sprawką lin
rozszerzały się. Pokręciłem rozbawiony głową, widząc, że nie doczekam się
odpowiedzi.
Oparłem ręce po obu stronach jego głowy, schylając się i muskając
lekko jego wargi swoimi. Schodziłem pocałunkami na linie szczęki i szyję, gdzie
zostawiłem ślady upominkowe w postaci malinek.. i to dość sporych. Tak.
Specjalnie mu to robiłem. Żeby wszyscy wiedzieli, że ten słodki Bekonik jest
już przez kogoś zajęty. Rękoma sunąłem wzdłuż tego kruchego ciałka, zahaczając
momentami o sutki, które z każdą chwilą robiły się twardsze. Widziałem kątem
oka jak ofiara zagryza wargę byle by tylko nie wydać z siebie odgłosu
zadowolenia. Jeszcze chwila i się złamie biedaczyna. Doskonale wiedziałem,
gdzie ma swoje czułe punkty i dobrze umiałem tą wiedzę wykorzystać w praktyce.
Zsunąłem się niżej, językiem znacząc drogę z jego szyi i obojczyków do klatki
piersiowej i sutków. Chwyciłem obydwa między palec wskazujący a kciuk i zaczął
lekko je kręcić oraz ciągnąć do góry.
Jęk.
Jeden do zera. Nawilżyłem dobrze język i zacząłem lekko trącać
mokrym mięśniem sutki chłopaka. Podgryzałem je czasami słysząc ciche jęki z ust
ofiary. Cieszyłem się w głębi duszy jak głupi. Od dawna marzyłem o takich
rzeczach, a teraz w końcu mogę je spełnić w rzeczywistości. W tej chwili czułem
się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zostawiłem w spokoju klatkę
piersiową chłopaka i przeszedłem do następnej części. Na brzuchu i podbrzuszu
dałem upust kolejnym emocjom, naznaczając te miejsca malinkami. Zahaczyłem
palcami o materiał bokserek. Zamyśliłem się i rozwiązałem nogi chłopaka, a ten
widząc, że może mieć jakaś szansę – próbował mnie kopnąć. W porę złapałem go za
kostki i złożyłem delikatne pocałunki na jego łydkach, piszczelach i udach.
Jednym sprawnym ruchem ściągnąłem z chłopaka bokserki w bekony, odrzucając je
gdzieś na podłogę. Wyjąłem z szuflady kajdanki i po kolei skułem ręce chłopaka,
odwiązując je wcześniej z ucisku lin. Przewróciłem chłopca na brzuch,
podciągnąłem go by wypiął się w moim kierunku. Wyjąłem waniliowy lubrykant i
nałożyłem odrobinę żelu na 2 palce. Rozsunąłem trochę nogi chłopaka, by się
rozkraczył i bez zbędnych uprzedzeń wsunąłem dwa palce analce w odbyt chłopaka.
Usłyszałem krzyk, ale nie przejąłem się. Zacząłem mu robić nożyce, poruszać
palcami wewnątrz by w miarę możliwości przygotować go na gorsze. Nachyliłem się
nad jego ciałem, nie przestając stymulować ruchu ręki. Ucałowałem delikatnie
jego kark, drażniąc zębami i wsysając się w jego skórę co pewien czas. Druga
ręka powędrowała do członka chłopaka. Chwyciłem jego przyrodzenie w rękę i
ścisnąłem, wydobywając z malinowych usteczek chłopca jęk zmieszany z krzykiem
zadowolenia. Poruszył biodrami na swoją niekorzyść, powodując, że moje palce
wbiły się jeszcze głębiej i otarły się o prostatę. Zaśmiałem mu się cicho do
ucha i cofnąłem, zabierając gwałtownie rękę z jego tyłka. Sięgnąłem po
świeczkę, patrząc, że zaczęła się topić, wytwarzając sporą dawkę wosku. Wziąłem
świecę i przechyliłem ją nad plecami ofiary. Gorący wosk zaczął skapywać na
plecy, pozostawiając czerwone, bolesne ślady. Krzyk z gardła wydobył się niemal
natychmiast. Wiercił się, krzyczał z bólu, a ja? Miałem na to wyjebane.
Patrzyłem na to zafascynowany, co chwila rozlewając po ciele wosk. Skierowałem
ruch na pośladki, gdzie spadło parę kropel. Klepnąłem go w tyłek, a ten pisnął.
Zrobiłem to ponownie i zacząłem śmiać się jak debil. Zamyśliłem się i po chwili
wsadziłem gwałtownym ruchem Baekhyunowi świeczkę w tyłek. Wsunąłem ją tylko do
połowy by nie zrobić mu jakiejś specjalnej krzywdy. Wosk spływał po jego
genitaliach na pościel. Krzyk był przerażający. Jakby ktoś wypruwał z niego
flaki na żywca. Normalny człowiek zatkałby sobie uszy i uciekł z takiego
miejsca, ale nie ja. Podobał mi się widok zwijającego się z bólu ‘niewinnego’
chłopca. Nie zamierzałem przestać. Chwyciłem ostrożnie boki świeczki i zacząłem
nią poruszać. Coraz szybciej i szybciej. Starszy nie oponował, krzyczał na cały
głos, krzyczał, aż krzyk przeszedł
donośne jęczenie. Jęczał rozkosznie, ślinił się na poduszkę i poruszał
samowolnie biodrami. Minimalnie, ledwo widocznie.
Postanowiłem się nie pieprzyć dłużej. Dmuchnąłem na knot, aż
płomień zgasł, wyciągnąłem świeczkę, ściągnąłem swoje bokserki i już chciałem
wejść w niego własnym urządzeniem, gdy usłyszałem cichą prośbę.
- Ch-Chan..yeol.. proszę.. c-chcę chociaż Cię widzi-ieć.. –
Spojrzałem na niego i pokiwałem głową. Ściągnąłem mu opaskę i przewróciłem
brutalnie na plecy, co sprawiło, że starszy krzyknął. No tak. Poparzenia.
Podniosłem się przed nim na kolanach, chwyciłem go za obrożę i
przyciągnąłem do swojego krocza nakazując by przygotował bestię do pracy.
Kochanek niepewnie i z przerażeniem wziął mojego członka w ręce, na tyle, na
ile pozwalały mu kajdanki. Zaczął ruszać łapkami w górę i w dół, czułem jego
język na całej powierzchni mojego kutasa. Wziął go do buzi i zaczął pieścić,
lizać, ssać. Złapałem go za włosy i przycisnąłem bliżej swego krocza,
powodując, że przyrodzenie obijało się o gardło niższego. Zaczął dziwne odgłosy
z siebie wydawać, chyba próbując się nie zakrztusić. No sorry, moja wina, że matka natura dała mi wielkiego ptaka? No chyba
nie.. Poruszał głową chcąc sprawić mi jakąś przyjemność. Owszem, jego gesty
sprawiły, że na skórze pokazała się gęsia skórka, a z gardła wydobył się
przyjemny pomruk. Czułem znajome mrowienie w okolicach podbrzusza i prąciu.
Oderwałem kochanka od siebie, przewróciłem go na plecy, nogi założyłem sobie na
barki i gwałtownym, szybkim ruchem wbiłem się w niego. Zagłuszyłem jego krzyk
swoimi ustami na jego wargach. Wsunąłem język do środka jamy ustnej i zacząłem
zasysać jego mięsień. Nie guzdrałem się z partiami dolnymi. Nie czekałem na
żadnej sygnał. Od razu zacząłem go równo, porządnie i pożądliwie pieprzyć.
Długo nie zajęło mi znalezienie punktu G. Oderwałem się od ust Bekona i
nasłuchiwałem pieszczotliwych jęków wydobywających się z jego gardła. Założył
ręce na moją szyję, wbijając swoje wypielęgnowane pazury w moje barki. Poczułem
coś ciepłego na plecach. Coś co ściekało mi na ramiona i pościel. Zerknąłem
kątem oka i dojrzałem krew. Czerwoną o metalicznym zapachu. Zagryzłem wargę
chłopaka i ssałem ją, przyśpieszając jednocześnie ruchy bioder. Wolną ręką
pieściłem genitalia ukesia by sprawić mu jeszcze większą przyjemność. Przyśpieszyłem
tyle ile jeszcze mogłem. Idealnie trafiałem w czuły punkt, wysuwałem się i
wsuwałem do końca, powodując nową falę jęków, krzyków i dziwnych słów. Łóżko
skrzypiało od nadmiaru ruchów, ale nam to nie przeszkadzało. Szeptałem czułe
słówka Baekkiemu na uszko by się zrelaksował. Na członku czułem zaciskanie się
ścianek odbytu. Jeszcze chwila i będzie finał. Jeszcze chwila.. jedna..
ostatnia..
- CHANNIE!!! – Dowaliłem jeszcze parę ekstremalnych ruchów i
poczułem jak ciepła sperma wylewa się do wnętrza kruchego ciałka. Dwie potężne
eksplozje w środku i jedna ogromna na zewnątrz. Baekhyun doszedł prosto w moją
rękę, zalepiając ją całą białą substancją. Nie miałem mu tego za złe. Podsunąłem
mu rękę pod buzię, a on grzecznie zaczął oblizywać moje palce. Cmoknąłem go
jeszcze raz w usta, tym razem delikatniej i wysunąłem się z niego powoli.
Rozpiąłem ręce kochanka, a ten nie mając nawet siły rozmasować sobie obolałych
i startych nadgarstków, wyciągnął ręce w moim kierunku.
- Przytul mnie..
Roześmiałem się, przywołując na twarz maskę Happy Virusa.
Przyciągnąłem Słoneczko do siebie i przytuliłem, gładząc je po karku. Wzdrygnął
się na ten dotyk, ale zamiast mnie odepchnąć – przytulił się mocniej.
- Idiota. Głupek. Debil. Gwałciciel. Brutal.
- Uhm. Gorzej Ci?
- Kretyn. Parówka. Niedopieszczony cwel.
- Oj zamknij się.
- Skurwysyn. Kat.
- Do kata mi jeszcze daleko.
Zepchnąłem go z siebie, wstałem i odszukałem bokserki. Założyłem
te, które nosił chłopak, a ja założyłem mu swoje. Spojrzałem na zegarek i
otworzyłem szeroko japę.
- O kurwa.
- Szukasz kurwy to kierunek burdel.
- Morda. Zaraz przyjadą lamusy.
Ubrałem się szybko i zapiałem wszystko by nie było podejrzeń.
Pochowałem urządzenia do szafek i szuflad, ubrałem Bekona w bluzkę i owinąłem
go kocem, który wyjąłem z komody. Wziąłem go na ręce i szybko opuściliśmy
miejsce akcji, nie zapominając go zamknąć. Zdążyłem ledwo wejść i zostawić
chłopaka w pokoju, gdy nagle drzwi wejściowe się otworzyły i słychać było
nawoływania. Ogarnąłem się przy lustrze i wyszedłem na spotkanie z zespołem.
Zauważyłem Kyungsoo, który od razu poleciał do kuchni, zapewne
sprawdzając czy pomieszczenie jest w całości. Suho i Kai patrzyli czy nic nie
wybuchło, a Sehun olał wszystko i poszedł do pokoju spać. Usiadłem wygodnie na
kanapie i rozejrzałem się dokoła. Moją uwagę zwróciło parę czerwonych plam przy
wejściu. Pacnąłem się w czoło przypominając sobie, że przecież starszy krwawił,
a ja miałem rozwalone plecy. Z zamyśleń i innych pierdół wyrwał mnie głos
menagera.
- Coście robili?
- Nic specjalnego. Byliśmy na spacerze, ale wróciliśmy szybko, bo
Hyung źle się czuł. Teraz śpi.
- Zmęczony. Przemęczył się pewnie.
- Ojj.. żeby Pan wiedział jeszcze jak. – Obdarowałem go swoim
wesołym uśmiechem i udałem się do pokoju, który dzieliłem ze starszym. Ledwo
wszedłem i zamknąłem drzwi, a ten już do mnie kulejąc podszedł, łącząc nasze
usta w chaotycznym pocałunku.
KONIEC
Nie miałam na celu skrzywdzenia nikogo, ale taki pomysł zakwitł mi
w głowie już jakiś tydzień temu i musiałam go wypisać. Można powiedzieć, że
nawet taka scena mi się śniła :o . Skąd? Nie wiem XD
BaekYeol – zamówiony dla Yoon Shi :3
Don’t hate me za to ^^*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
POWRÓT
Cześć i czołem! Mam dla was ważne informacje, o ile jeszcze ktoś tu zagląda! Wiem, że baaardzo dawno nic tu nie dodawałam, wszystko s...
-
Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz. Rating: NC-17 , R Pairing: HunHan [Sehun x Luhan] Rodzaj: fluff, yaoi Ostrzeżenia: ru...
-
ZAMÓWIENIE DLA KOKORO FUCK OR DIE Rating: NC-17 Paring: Jimope [Jimin x J-hope] Rodzaj: smut, supernatural, wingfic*, one...
-
IDIOTA? KRETYN? KOCHANEK. BRUTAL? KAT? Rating: R Pairing: BaekYeol [Baekhyun x Chanyeol] Rodzaj: yaoi Ostrzeżenia: pr...








