sobota, 27 kwietnia 2013


ONLY FRIEND?




Rating: PG-13
Rodzaj: fluff, one-shot
Pairing: KrisYeol [Kris x Chanyeol]
Uwagi: A/U [nie są zespołem]
Ilość: 7 449
Ostrzeżenia: brak
POV: Chanyeol

- Wróciłeeeeem! – Wparowałem do mieszkania Krisa niczym burza, zdejmując buty i rzucając plecak na podłogę. Ruszyłem w poszukiwaniu chłopaka, który jak się okazało był na balkonie. Podszedłem cicho do niego i objąłem go od tyłu, ręce splatając na jego brzuchu. Tamten gwałtownie wyrwał się z rozmyślań i wystraszony obrócił w moim kierunku. Zaśmiałem się na ten widok i pocałowałem go lekko w policzek. – Coś taki zamyślony? – Spojrzałem na niego z zaciekawieniem, a w moich oczach ukazały się małe iskierki radości.
- Proszę Cię Chan, nie strasz mnie tak więcej, bo zejdę na zawał! – zawołał starszy i objął mnie natychmiast ramieniem.
- Myślałem, że słyszałeś jak wchodziłem. Wiesz, że nie potrafię cicho zamykać drzwi.. – Przyjrzałem się jego profilowi i uśmiechnąłem delikatnie na widok lekko zaczerwienionych policzków chłopaka. – Powiesz mi o czym myślałeś, że się tak rumienisz? – Wyszczerzyłem się, ukazując rządek białych zębów. Na moje słowa, Kris jeszcze bardziej poczerwieniał, puścił mnie i wszedł z powrotem do pomieszczenia. Pokręciłem głową z rozbawieniem i również wkroczyłem do środka.
Rozejrzałem się ponownie za Hyungiem. Zawsze gdy nie patrzyłem, ten gdzieś znikał. Ledwo zdążyłem mrugnąć, a tego już nie było. Szukać nie musiałem dokąd Kris się udał, ponieważ z kuchni dobiegł do mych uszu hałas uderzanych o siebie naczyń. Wesołym krokiem podążyłem za dźwiękiem dochodzącym z drugiego pomieszczenia. Gdy tylko wszedłem, moim oczom ukazał się ukochany z tarką w jednej ręce i serem w drugiej. Podszedłem do kuchenki i zajrzałem do garnka. W jednym był sos, a w drugim gotowały się kluski. Obejrzałem się przez ramię, sprawdzając czy chłopak wciąż jest zajęty ścieraniem sera. Kącik moich ust wygiął się w diabelskim uśmiechu, podniosłem pokrywkę od garnka z sosem i umoczyłem palec wskazujący w gęstej, czerwonej substancji. Wziąłem odrobinę na palec i wsadziłem go do swych ust, oblizując dokładnie. Przymknąłem oczy rozkoszując się cudownym smakiem pomidorów i przypraw. Sos do spaghetti był jedyną rzeczą, która Krisowi wychodziła perfekcyjnie. Miał swój własny przepis, ale nigdy nie chciał zdradzić co się w nim znajduje. Z opowiadań słyszałem jedynie, że nauczył się robić sos od babci. Gdy był młodszy, podpatrywał ją i mamę jak gotowały. Chcąc spróbować swych sił w dziedzinie gotowania, poprosił babcię by nauczyła go robić sos do spaghetti, tłumacząc, że musi zaskoczyć swoją przyszłą miłość.
Zajęty rozmyślaniem, nie zauważyłem jak chłopak podszedł bliżej. Dopiero gdy poczułem ciepły oddech na karku oraz dłoń na swoim biodrze, otworzyłem gwałtownie oczy i odwróciłem się przodem do osobnika.
- Znów podkradasz mój cenny sos. Zostawiłbyś trochę na makaron. – Zaśmiał się głębokim głosem, a wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegł przyjemny dreszcz. Uwielbiałem jego głos, a w szczególności wtedy, kiedy się śmiał. Był tak przyjemny, jednocześnie kojący, że mogłem go słuchać godzinami. – Halooo.. Ziemia do Channiego. Nie śpij, bo Cię ukradną. – Znów się zaśmiał. Tak samo jak poprzednio. Wzdrygnąłem się niezauważalnie i z trudem przełknąłem ślinę. Jakoś nagle zrobiło mi się przyjemnie ciepło, w brzuszku poczułem delikatne motyle, a policzki niebezpiecznie zapiekły, co mogło oznaczać, że się zarumieniłem. Aigoo.. jak ja nie cierpiałem stanu zawstydzenia. To było takie.. krępujące. Zagryzłem lekko swoją dolną wargę i spojrzałem wpierw w oczy ukochanego, a następnie na jego wargi, uświadamiając sobie, że o czymś zapomnieliśmy.
- Hyung. Wróciłem do domu, a Ty mnie nie przywitałeś jak zawsze.. – Szepnąłem z pretensją w głosie i posmutniałem. Obserwowałem uważnie mimikę starszego, który roześmiał się wesoło na widok mojej miny. Nie musiał pytać o co mi chodzi, ponieważ chwilę później poczułem jego ciepłe wargi na swoich. Wydałem z siebie pomruk zadowolenia i zawiesiłem swoje ręce na szyi Fana. Nie lubiłem pozostawać bierny, dlatego gdy wyczułem odpowiedni moment, sam zacząłem oddawać pocałunki. Całowaliśmy się nieśpiesznie, leniwie oraz czule. Żadnego pożądania. Sama miłość i lenistwo. Było mi tak dobrze w jego ramionach, że nie chciałem się praktycznie odsunąć od niego, nawet na milimetr. Czułem bijącą od niego harmonię, spokój i ciepło. Gdybym mógł, zostałbym w tej pozycji na zawsze, ale wszystko nie trwa wiecznie. Odsunęliśmy się od siebie, ale nie wypuszczaliśmy z objęć. Nawet jak woda od makaronu zaczęła kipieć. Patrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechając się jak dwa ostatnie debile. Chcieliśmy wiecznie tak trwać, ale woda na gazie miała całkiem inne plany. Odsunąłem się od ukochanego niechętnie i oparłem się o blat.
- Pomóc Ci w czymś? – Spytałem zachrypniętym głosem. Chrząknąłem, chcąc by powrócił mój normalny głos.
- Nie, nie trzeba. Idź do salonu. Zaraz przyjdę. – Puścił mi oczko i wygonił szybko z kuchni. Westchnąłem z rezygnacją i powlokłem nogami we wspomnianym wcześniej kierunku. Usadowiłem się przy niskim stoliku, na poduszce. Chwyciłem pilota i włączyłem TV. Przełączyłem na kanał muzyczny, gdzie leciało akurat TVXQ! – Catch me. Czekając na chłopaka, zacząłem naśladować ruchy taneczne duetu i nucić pod nosem partie, które znałem na pamięć.
- No, no, no. Nie wiedziałem, że jesteś taki zdolny. Może pójdź na jakiś casting? Z tańcem może się nie dostaniesz, ale z rapem to na pewno przejdzie. – Powiedział Kris i postawił na środku stolika jeden talerz z parującym daniem. Obserwowałem każdy jego ruch; wyciągnięcie z barku wina ,,Dom Perignon”, powrót do kuchni po kieliszki, usadowienie się po drugiej stronie stolika i otworzenie trunku, po czym rozlanie go do kieliszków.
- Wcale lepszy w tańcu nie jesteś. Ja przynajmniej potrafię coś solo zatańczyć i mi to nawet wyjdzie, a Ty tańczysz jakby Ci ktoś na odcisk nadepnął. – Wysunąłem zadziornie język w jego kierunku i roześmiałem się wesoło, jednocześnie głośno. Temat tańca był dla Hyunga drażliwy. Sam wiedział, że nie potrafił tańczyć i wolał się z tym ukrywać. Niestety, pewnym cudownym fartem odkryłem jego mroczną tajemnicę.. całkiem przypadkowo.
- Dobra, dobra. Zakończmy temat i jedzmy zanim wystygnie. – Poczochrał mnie po głowie i złożył ręce jak do modlitwy. Powtórzyłem za nim gest, trzymając jednocześnie pałeczki metalowe.
- Zjem ze smakiem. – Powiedzieliśmy w tym samym momencie i na naszych buziach pojawił się banan.
Nawinąłem trochę makaronu z sosem i serem na pałeczki, i podsunąłem chłopakowi pod nos. Ten wziął od razu i również mnie nakarmił. Jedliśmy w ciszy, przerywanej jedynie melodią z telewizji. Obaj byliśmy wpatrzeni w ekran, że nie zauważyliśmy jak uchwyciliśmy tą samą nić makaronu. Dopiero gdy poczuliśmy lekki ‘opór’, spojrzeliśmy na siebie i złączyliśmy nasze wargi w słodko-kwaśnym pocałunku. Odgryzłem swoją część kluski i wciągnąłem ją, gryząc i połykając na końcu.
- Smaczne.. – Oblizałem kusząco dolną wargę, jednocześnie patrząc na starszego. Wpatrywał się w moje usta jakby chciał jeszcze więcej bliskości. Nie wiem czemu, ale zawstydziłem się, co skutkowało tym, że zasłoniłem swoje usta i spojrzałem gdzieś w bok, odzywając się cicho. – Nie patrz się tak. To krępujące.
- Jestem Twoim ukochanym, więc mam prawo robić co mi się żywnie podoba. – Uśmiechnął się, wziął do ręki kieliszek z winem i czekał, aż zrobię to samo. Wykonałem identyczny gest, stuknąłem swój kieliszek z jego i duszkiem wypiłem jego zawartość. Odstawiłem szkło z powrotem na stolik i kontynuowałem jedzenie, co jakiś czas wciąż popijając lub odnajdując wargi Hyunga.
Po niedługim czasie skończyliśmy jeść i teraz najedzeni oraz szczęśliwi oglądaliśmy program Hello Baby z udziałem naszego przyjaciela z czasów licealnych – Minho. Spełnił swoje marzenia i trafił do jednego z najsławniejszych zespołów na całym świecie – SHINee.
Kris oparł się plecami o sofę, a ja ulokowałem się między jego nogami, plecami opierając się o tors chłopaka. Fan przykrył nas kocem, po czym wsunął swoje ręce po koc i splótł je na moim brzuchu razem z moimi dłońmi. Wyszczerzyłem się sam do siebie i zacząłem bawić się jego palcami, które co chwila mi umykały i drażniły mój brzuszek, delikatnie go dźgając. Wierciłem się byleby tylko powstrzymać się od śmiechu.
Po paru godzinach oglądania i dopijania wina, spojrzałem na zegarek, który ukazywał dwudziestą drugą. Ziewnąłem, zakrywając usta ręką.
- Chodźmy już spać. Widzę, że zmęczony jesteś. – Słyszałem w jego głosie, że się uśmiecha. Czułem lekkie drżenie jego klatki piersiowej, co znaczyło, że był rozbawiony. Ziewnąłem raz jeszcze i wygodniej wtuliłem się w tors starszego. YiFan poprawił koc, podłożył sobie pod plecy poduszkę, by było mu wygodniej, ucałował mnie w głowę i wyszeptał cicho słowa, które rzadko padały z jego strony:
- Kocham Cię Channie.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, na wargach pojawił się delikatny uśmiech, lecz nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż zmorzył mnie sen.

KONIEC

niedziela, 14 kwietnia 2013



DLA CHCĄCEGO NIC TRUDNEGO

Rating : NC-17
Pairing : SuLay
Rodzaj : one-shot, fluff, smut, yaoi
Ostrzeżenia : brak
Opis : Lay stara się od roku o względy lidera EXO K, lecz ten jakby tego nie zauważa. Traktuje go jak kolegę z zespołu, od czasu do czasu zrobi z nim fanserwis jak mu rozkaże wytwórnia, gdy EXO jest w całości. Chińczyk w pewnym momencie nie wytrzymuje i postanawia spróbować inaczej załatwić sprawę, by wyrazić swoje uczucia. Okazja szybko się nadarza..
Ilość : 16 308
POV : Lay

 Lot samolotem niemiłosiernie się dłużył. Siedzieliśmy w nim dopiero godzinę, a myślałem już, że minęła wieczność. Miałem plan wobec naszego kochanego lidera EXO K i tym razem chciałem, by wszystko poszło zgodnie z planem. Jeśli nie wyjdzie to się chyba pochoruję. Jak to mawiają : ,, Dla chcącego nic trudnego ‘’. Wcześniej, w naszym chińskim dormie poprosiłem Luhana, by porozmawiał z Sehun’em o zamianie pokoi. Rozgadali się i Hunnie potwierdził, że z wielką chęcią zamieni się, byle by już nie być z Suho w pokoju. Jak tylko nasza szóstka przylatuje to Luhan i Sehun chcą być zawsze razem w pokoju, odseparować się od rutynowych współlokatorów. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie, wsadziłem słuchawki w uszy, przymknąłem oczy i zacząłem odliczać czas do końca podróży. Chwilę później zmorzył mnie sen.
Obudził mnie głos stewardessy oznajmiający, że za piętnaście minut lądujemy. Przetarłem zaspane oczy i ‘wyjrzałem’ za okienko samolotu. Schodziliśmy pod chmury, które ukazały Seul pogrążone we śnie. Samolot schodził coraz niżej. Gdyby ktoś wytężył spojrzenie mógłby zobaczyć parę samotnie mknących samochodów, spieszących się do pracy lub do domu, do swych rodzin. W końcu ujrzałem płytę lotniska. Stewardessa ponownie się odezwała, wspominając o podniesieniu foteli do pionu oraz zapięciu pasów. Spełniłem jej prośbę, wyłączyłem iPada i wróciłem do spoglądania na miasto. Odliczałem sekundy do poczucia jak podwozie styka się z płytą lotniska. Nie zdążyłem doliczyć do dwóch, a już jechaliśmy po właściwym pasie. Czułem jak zostaję ‘wbity’ w fotel przez siłę hamowania. Po kolejnych piętnastu minutach podziękowaliśmy załodze za bezpieczną podróż i udaliśmy się po nasze bagaże. Szukanie odpowiedniego terminala nie zajęło nam długo. Od razu jak schwytaliśmy nasze zguby, ruszyliśmy żwawym krokiem w kierunku wyjścia. Ledwo wyszliśmy na dwór, a już otoczył nas wianuszek fanów. Spojrzałem na godzinę – 4.00 – no nie wierzę. Chciało im się wstać tak wcześnie? Nie mogli sobie odpuścić? No dobra. Nie to bym miał im za złe, ale jednak czasami stawało się to męczące. Byli niczym paparazzi chodzący za Tobą krok w krok, muszący uwiecznić każdy gest, który wykonujesz w obecnej chwili. Westchnąłem cicho i myślałem tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w samochodzie, a później w domu EXO. Tak, domu. W dormie przebywaliśmy jak było pół zespołu, a jeśli byliśmy w całości to przenosili nas do domu.
Po czterdziesto minutowej jeździe i próbie zgubienia zagorzałych fanek, które wynajęły taksówki i nas śledziły, dojechaliśmy bezpiecznie, bez obserwatorów do miejsca zamieszkania. Wyjęliśmy bagaże, pożegnaliśmy się z managerem i poszliśmy do środka. Przywitali nas pozostali śmiejąc się, przytulając, czyli jednym słowem witając się z nami ciepło. Przytuliłem wszystkich, by lidera zostawić sobie na koniec. Podszedłem do niego powoli, obejrzałem się czy przypadkiem nikt nie widzi, po czym objąłem go w pasie i przytuliłem mocno do siebie. Odwzajemnił uścisk, ale lekki. Taki jakim obdarowuje każdego. Zmarszczyłem brwi i szepnąłem mu cicho na ucho ,, Hyuuuuuung ~ ‘’, owiewając przy okazji jego szyję ciepłym oddechem. Czułem jak przez jego ciało przebiegają dreszcze. Na moich ustach pojawił się przebiegły uśmieszek. Już chciałem zrobić coś więcej, ale usłyszałem nawoływania z salonu. Odsunąłem się od niego i ruszyłem w owym kierunku, zostawiając go w delikatnym osłupieniu.
Po omówieniu paru spraw, obgadania wszystkiego, rozeszliśmy się do pokoi, by się rozpakować. Poukładałem ubrania na wolnych półkach w szafie, iPada ze słuchawkami odłożyłem na stolik nocny obok łóżka, torby położyłem na szafę i ogarnąłem kosmetyki. Wskoczyłem pod prysznic, by się odświeżyć, założyłem czarną bokserkę, fioletowe rurki i czarne conversy. Wyszedłem z łazienki z ręcznikiem przewieszonym przez ramię, mokrymi włosami, z których wciąż skapywała woda i skierowałem się prosto na swoje łóżko, gdzie chwilę później usadowiłem swoje szanowne cztery litery. Zamknąłem oczy i zacząłem obmyślać swój diabelski plan zdobycia serca Joonmyeona. Wtem poczułem czyjeś ręce na swoich barkach chwytające materiał ręcznika, następnie ową rzecz lądującą na mojej czuprynie i ciepły oddech owiewający moją małżowinę uszną.
- Przeziębisz się, jeśli będziesz dalej tak siedział ..
Otworzyłem gwałtownie oczy. Suho. Był tak blisko. Milimetry dzieliły nasze usta od zetknięcia się w jedność. Nie patrzył w moje oczy. Był skupiony na wycieraniu moich włosów, lecz mówił dalej :
- Chodź na dół. Kyungsoo przygotował śniadanie, potem jedziemy do wytwórni na próbę i wracamy dopiero w nocy. Trzeba przygotować się do upragnionego przez fanów comeback’u.
W końcu skupił swój wzrok na moich oczach. Uśmiechał się delikatnie. Sunąłem spojrzeniem po całej jego buzi, aż zatrzymałem się na wargach. Podniosłem rękę i dotknąłem ich, przejeżdżając kciukiem w tę i we tę. Zastygł w bezruchu, czekając na to co się wydarzy. Uśmiechnąłem się w duchu, po czym przybliżyłem się do niego, nie pozostawiając żadnej przestrzeni między naszymi ustami. Chwyciłem go za podbródek i zacząłem czule muskać jego wargi. Patrzył na mnie z wytrzeszczem – nie wiem czy nie większym od D.O – próbując w tym samym czasie odsunąć się ode mnie. Nie dałem mu tej szansy i puściłem dopiero wtedy, gdy usłyszałem dźwięk przekręcanej gałki w drzwiach. Oblizałem zadziornie swoją dolną wargę i spojrzałem na chłopaka. Upadł na tyłek i tak siedział z ogromnym zdziwieniem na podłodze. Przeniosłem wzrok z niego na osobę stojącą w drzwiach. Ujrzałem w nich Kyungsoo z chochlą i różowym fartuszku, przewiązanym w pasie. Roześmiałem się, gdy ten oznajmił jak gdyby nigdy nic, że jedzenie gotowe i schodzić się, póki jest ciepłe i nietknięte. Skinąłem mu głową, wstałem i podniosłem WCIĄŻ osłupiałego lidera do pionu.
- Wiedz, że to jeszcze nie koniec Hyung ..
Owiałem jego policzek ciepłym oddechem i ruszyłem z bananem na buzi do kuchni. Zjedliśmy w całkiem dobrym czasie, spakowaliśmy się i ruszyliśmy do wytwórni.

PARĘ TYGODNI PÓŹNIEJ – COMEBACK

Po tygodniach ciężkiej harówy, załamań, depresji, wsparciach ze strony bliskich oraz fanów, udało nam się w końcu dotrwać do naszego powrotu. Wszystko było znakomicie przygotowane: my, choreografia, ekipa, scena, bilety rozeszły się nim ktokolwiek zdążył mrugnąć. Byliśmy podekscytowani, tak że chyba żaden z nas nie zmrużył oka w nocy. Chodziliśmy w tę i z powrotem podenerwowani. Każdy na swój własny sposób próbował się lub drugą osobę uspokoić.

Stałem za sceną i przypominałem sobie kroki, gdy w pewnym momencie rozległ się głos mówiący, że za 10 minut rozpoczynamy. Wziąłem parę głębszych oddechów i rozejrzałem się dookoła. Chłopaki gadali ze sobą jak najęci, niektórzy próbowali podejrzeć jak wielką publiczność udało się zgromadzić – i nie mogliśmy wyjść z podziwu jak wiele osób przyszło na nasz koncert. Wszystkie trybuny, miejsca były zajęte. Nie było widać, by cokolwiek pozostało wolne. Trwały ostatnie przygotowania na scenie: reflektory, muzyka, klapy. Zwołali nas do ostatniej przemowy. Dołączyłem do zespołu, uścisnęliśmy się, wysłuchaliśmy dodatkowych porad dotyczących układu tanecznego od choreografów, rad od naszych sunbae i życzeń wzmacniających od naszego Papy SM – Lee Soo Mana. Rozległ się dzwonek oznajmiający rozpoczęcie. Wyciągnęliśmy ręce, krzyknęliśmy ,, HWAITING! ‘’ i ustawiliśmy się szybko na swoich pozycjach. Muzyka zaczęła grać, kurtyna się uniosła, a my wystartowaliśmy wraz z piskiem milionów stęsknionych fanów.

 PO UDANYM COMEBACKU – DOM EXO

Impreza trwała w najlepsze. Wszystkie zespoły z SM Entertainment przyszły się bawić. Zasłużyliśmy. Występ był kosmiczny, z wielkim rozmachem. Wszyscy świetnie się bawili, publika porwała się w rytm najnowszych piosenek, skakała, krzyczała, piszczała. Czuliśmy, że są z nas dumni. Tyle czekali na nasz powrót. W końcu spełniliśmy ich marzenie. Wszyscy byli szczęśliwi oprócz mnie. Brakowało mi tylko jednej rzeczy, a właściwie osoby do pełni bycia szczęśliwym. Aktualnie spoglądałem tęsknym wzrokiem za Suho, który bawił się w najlepsze z Sehunem i Sunny. Zacisnąłem rękę w pięść, powstrzymując się od przywalenia w coś. ,, Chwila moment. Jest impreza. Teraz może mój plan wypalić.. Tak. Załatwię to jak najszybciej.. Junmyeon.. strzeż się.. ‘’.  Szyderczy uśmiech wypełzł na mą twarz. Czekałem chwilę, aż koreański lider oddali się do kuchni po coś do picia. Rozejrzałem się uważnie, a nie widząc nikogo w pobliżu, schwyciłem go za nadgarstek i pociągnąłem na górę do naszego pokoju. Wepchnąłem go do środka, wchodząc szybko za nim i zamykając drzwi na zasuwę. Odwróciłem się w jego kierunku i zacząłem kroczyć ku niemu. Chłopak przyglądał się nie wiedząc o co chodzi.
- O co chodzi?
- O ten tramwaj co nie chodzi.
- Hahaha, a tak poważnie? Jak masz coś do powiedzenia to streszczaj się. Jesteśmy w sumie gospodarzami i trzeba się zająć gośćmi, by niczego im nie brakowało.
- A może byś tak się mną zajął, co?! W sumie to ja też jestem Twoim gościem, więc powinieneś trochę swojej uwagi mojej osobie poświęcić! Ale nie! Bo wolisz się zabawiać z innymi..
Zacisnąłem ręce w pięści, lecz szybko je rozluźniłem. Popchnąłem chłopaka na łóżko i przypiąłem jego ręce kajdankami, które wyjąłem z szuflady - do poręczy łóżka. Spojrzał na mnie zszokowany, otwierając usta i je zamykając.
- C-Co Ty robisz Lay?
- Masło.
Miałem po dziurki w nosie odpowiadania na jakieś beznadziejne pytania. Wolałem przejść do rzeczy. Czekanie mnie wykończyło. Owszem, jestem osobą cierpliwą, ale też posiadam swoje granice.. Granice, które właśnie się skończyły. Jednym, mocnym szarpnięciem zerwałem z niego białą koszulę i rzuciłem ją poza zasięg łóżka. Położyłem ręce po obydwu stronach głowy chłopaka, patrząc jednocześnie w jego ciemne oczy. Nie chrzaniąc się długo, schyliłem się i musnąłem początkowo delikatnie wargi chłopaka. Nie widząc żadnej reakcji, pogłębiłem pocałunek pieszcząc jego wargi swoim językiem. Nadal żadnego ruchu z jego strony. Przyjrzałem się mu się uważnie; przyśpieszony oddech, zamknięte oczy i usta. Położyłem rękę na jego sercu, czując szybkie bicie. Zmarszczyłem brwi. Chwyciłem w stalowy uścisk jego podbródek, jednocześnie otwierając jego buzię. Wkradłem się szybko do środka językiem i zacząłem penetrować dokładnie jego wnętrze. Rękoma zjechałem do sutków, które znalazły się w moich rękach. Ciągnąłem je na razie lekko, masowałem i ugniatałem. Nic. Zero jęków, zero szamotaniny. Zsunąłem ręce na jego żebra. Wiedziałem, że ma łaskotki. Zacząłem go podszczypywać, łaskotać by usłyszeć chociażby jego śmiech. Długo czekać nie musiałem. Począł się wiercić i usiłował zdusić śmiech. Kontynuowałem. Nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Wił się pode mną ze śmiechu. Wykorzystałem ten moment i nachyliłem się nad jego ustami, szepcząc cicho:
- Jeśli nie zaczniesz współpracować to obiecuję, że skrzywdzę Cię tak, że nie będziesz mógł chodzić i tańczyć przez najbliższy tydzień..
Spojrzał się na mnie zszokowany, ale pokręcił głową.
- Nie dajesz mi wyboru..
Naprawdę miałem dość cackania się. Ostrzegałem. Nie to nie. Jak będzie boleć to niech nie przychodzi skarżyć. Rozpiąłem mu spodnie i ściągnąłem je wraz z bokserkami w.. jednorożce? No.. okej.. ,, Zaraz, zaraz! To moje gacie! Kiedy on mi je zwinął? ‘’. Spojrzałem na niego w zamyśleniu, a ten obserwując to co robię, następnie na całą sytuację.. spalił buraka.
- T-To nie to c-co myślisz..
- Skąd wiesz co myślę?
- Ja tylko je pożyczyłem!
- Ale akurat moje ulubione?! To limitowana edycja!
- … . Jak majtki mogą być limitowaną edycją?
- … mogą być...
- Rozwiąż mnie Lay… Proszę… Porozmawiajmy na spok…
- Tu nie ma co rozmawiać! Kurde! Dlaczego nie możesz pojąć, że mi na Tobie cholernie zależy?! Że chcę być przy Twoim boku szczęśliwy… z Tobą szczęśliwy! Co Ci przeszkadza w mojej osobie? Jestem aż tak paskudny? Jestem namolny? Co jest ze mną nie tak do cholery jasnej?!
- Najpierw mnie uwolnij to Ci odpowiem..
Siedząc mu na nogach, spojrzałem na jego ręce skute kajdankami. Przełknąłem ślinę i wielką gulę w gardle. Po chwili, bardzo powoli sięgnąłem do szafki nocnej po kluczyk i rozkułem chłopaka. Schowałem rzeczy z powrotem do miejsca, w którym były nim je wyjąłem. Siedziałem wciąż na nim i patrzyłem jak się podnosi do pół siadu.
- To nie z Tobą jest coś nie tak. Jesteś piękny. W każdym calu. Uwielbiam Twój uśmiech, jestem szczęśliwy widząc Twoje szczęście i Ciebie przede wszystkim. Nic mi w Tobie nie przeszkadza.. Ja.. Ja po prostu się boję co powie wytwórnia, zespół i inni..
- Przejmujesz się innymi, gdy jesteś nieszczęśliwy? Jeśli im na Tobie zależy do guzik będą mieli do powiedzenia. Pozostanie im życzyć szczęścia. Nie mają prawa wpierniczać się w cudze sprawy sercowe. Serce nie sługa.
- Wiesz.. Masz rację. Chcę spróbować. Chcę być szczęśliwy. Chcę spędzić z Tobą ten wieczór, później zejść (albo i nie) na dół i bawić się dalej w Twoim towarzystwie. Chcę poczuć się kochanym.. i ważnym dla kogoś kto mnie..
Nie dałem mu dokończyć. Wpiłem się gwałtownie w jego usta, obejmując go za kark i przyciągając do siebie. Poczułem jego ręce na swoich biodrach, a później plecach. Całowałem go z początku lekko chaotycznie, lecz szybko pocałunki przerodziły się w czuły i pełen miłości, pożądania gest oddania. Przejechałem parokrotnie językiem po wargach lidera, chcąc dostać się do ciepłego wnętrza jego jamy ustnej. Długo czekać nie musiałem. Z chęcią zaprosił mnie do środka, by po chwili nasze języki zaczęły gimnastykę.
Zsunąłem powoli ręce z jego karku, kierując je w stronę klatki piersiowej chłopaka. Palcami zahaczyłem o sutki, które zacząłem męczyć. Ciągnąłem je delikatnie i masowałem na przemian. Czułem jak lider wierci się niespokojnie, co sprawiało, że ocierał się swoim gołym kroczem o moje. Chciałem być twardy i nie dać po sobie poznać, że jest mi przyjemnie. Siłą woli wstrzymywałem się od wydania jęku. Całkiem nieźle mi to wychodziło, natomiast chłopak uległ i zajęczał między naszymi pocałunkami. Mimowolnie na moich wargach pojawił się uśmiech. Zszedłem pocałunkami na linię szczęki, składając na niej drobne muśnięcia, następnie na szyję, gdzie zaznaczyłem go jako swoją własność, pozostawiając trzy małe malinki, składające się w serduszko. Przyjrzałem się uważnie swemu dziełu, które chwilę później ucałowałem. Słyszałem jak Suho wydaje z siebie ciche pomruki zadowolenia. ,, No proszę, proszę. Po dobroci to mruczy, ale jak coś siłą się robi to nie łaska.. ‘’.  Stłumiłem śmiech i przeniosłem się na jego pierś, tym samym zsuwając się z jego nagich nóg w dół. Obsypałem jego klatkę piersiową czułymi całusami, by chwilę później zaopiekować się należycie jego twardymi sutkami. Lizałem je, podgryzałem, słysząc raz po raz głośniejsze stęknięcia. Czubkiem języka skierowałem się ku jego brzuszkowi, podbrzuszu i innych ciekawych części ciała. Położyłem rękę na jego kroczu, aż poczułem pod dłonią nagiego przyjaciela lidera. Wziąłem go w rękę i przyjrzałem mu się uważnie. Dumnie się eksponował, pokaźnych rozmiarów, zadbany. Wygiąłem kącik ust w geście uśmiechu, wysunąłem język i zacząłem pieścić główkę jego narzędzia. Znaczyłem go dokładnie, wszędzie pozostawiając swoją ślinę. Kciukiem drażniłem górę, a językiem dół, jeżdżąc w górę i w dół. Słyszałem jęki i pomruki z góry. Starszy począł wiercić biodrami.
- P-Przestań się bawić Laaaay.. ~
- Ja się nie bawię. Ja pracuję.
Zacząłem poruszać ręką wzdłuż członka chłopaka. Nachyliłem się nad nim i wziąłem go całego do ust. Poczułem rękę Suho na swojej głowie, który docisnął ją do swego krocza, powodując, że miałem całego jego przyjaciela w ustach i gardle. Próbowałem się nie udusić. Wpierw pieściłem go językiem, później podgryzałem delikatnie swoimi ząbkami, a następnie dołączyłem wargi. Przyśpieszyłem ruchy ręki i języka. Suho poruszał biodrami, wpasowując się w mój rytm. Moją głowę wciąż przyciskał do siebie. Czułem jak członek obija mi się o gardło, jak pulsuje. Jeszcze chwila i wiedziałem, że starszy dojdzie. Czułem to wyraźnie, dlatego siłą odepchnąłem się i podciągnąłem w górę do ust partnera. Wpiłem się w nie gwałtownie, nie dając chłopakowi dojść do słowa. Ręką wciąż go stymulowałem, nie chcąc by opadł lub coś w ten deseń. Oderwałem się na moment, by ściągnąć z siebie wszystkie ciuchy, które miałem na sobie. W pokoju było duszno, jednocześnie gorąco. Okno było zamknięte. Nikt z nas nie raczył się podnieść i otworzyć go..
- Przepraszam, ale nie dam rady dłużej się powstrzymywać.. Za długo już na ten moment czekałem..
Ucałowałem delikatnie usta chłopaka, który odwzajemnił gest. Nie przerywając pocałunku, sięgnąłem do tej samej szuflady co poprzedni, by wyjąć lubrykant. Rozprowadziłem trochę żelu arbuzowego na swoim członku, a tubkę zrzuciłem z łóżka, by nam nie przeszkadzała. Nie bawiąc się dłużej, nakierowałem się na wejście chłopaka i bez żadnych uprzedzeń, wszedłem w niego gwałtownym ruchem, aż do końca. Suho krzyknął i jęknął jednocześnie z bólu. Zostałem w nim na chwilę i przytuliłem go do siebie, by się przyzwyczaił. Ręce zawiesił na moim karku, gdzie później wpił się swoimi pazurami w moje plecy, zostawiając na nich zapewne czerwone pręgi.
- Przepraszam.. Liderze..
- N-Nic się nie s-stało.. ale trochę aż za bardzo.. z-zabolało.. Kontynuuj..
Nie musiał dwa razy powtarzać. Na początku powoli i ostrożnie począłem się w nim poruszać, by ból przeminął. Czekałem grzecznie, aż chłopak da znak, że może do lepszej części przejść. Już po paru pchnięciach, usłyszałem tuż przy uchu kuszące mruczenie. Stłumiłem uśmiech i przyspieszyłem ruchy bioder. Jedną ręką podparłem się tuż przy głowie chłopaka dla utrzymania równowagi, a w drugą chwyciłem pobudzonego i nabrzmiałego przyjaciela Junmyeona. Stymulowałem go cały czas bez przerwy, czując na palcach pozostałości po mojej ślinie, która nadawała fajnego poślizgu. Chłopak zsunął ręce na moje barki, następnie chwytając moje policzki i czule wpijając się w moje napuchnięte wargi. Wdarł się do środka swoim mięśniem i penetrował dokładnie moją jamę ustną. Dodatkowo pojękiwał mi do ust. Czułem, że jestem na granicy wytrzymałości. Wysuwałem się z niego i wchodziłem za każdym razem jeszcze głębiej, jak najdalej, do końca. Uke jęczał głośno, wpierw zasłaniając się, ale później na głos. I tak by nas nie usłyszeli. Cały dom trząsł się w rytmach piosenki zespołu TVXQ! – Keep you head down.
- N-N.. L-aaaaaaaaaay…!
Zareagowałem z opóźnieniem, czując jak chłopak zaciska swoje wnętrze na moim penisie. Dosłownie parę sekund później, doszliśmy w tym samym momencie. Wypełniłem jego wnętrze swoją biała cieczą podwójnie, a on narobił na nasze brzuchy i pościel. Wysunąłem się z niego powoli i opadłem obok jego spoconego ciała. Dyszeliśmy ciężko, próbując nadać normalny rytm naszym sercom. Wtuliłem się w jego bok, opierając głowę na piersi, a ten w zamian objął mnie w pasie.
- Idziemy na dół?
Uniosłem głowę i spojrzałem na niego jak na idiotę.
- Chyba Cię pogrzało. Zmęczony jestem, a poza tym, nie chcę by ktoś dotykał tego pięknego ciała..
- Oj przestań.. nie jest wcale takie piękne..
- Właśnie, że jest!
- Nie jest!
- Dla mnie jest!
- No to dla Ciebie..
- Nie kłóć się i oddaj mi moje gacie z jednorożcem..
- Chciałbyś..
- Suho no!
- Ciiii.. ~

Terefere dudki


Wiem, że już trochę czasu tu nic nie dodałam, ale pracuję nad tym. Jeszcze dziś lub jutro pojawi się SuLay. Pracuję nad czterema fanficami : HunHanem, Lożą Szyderców, TaoRisem i opowiadaniem, które jest robione na zamówienie koleżance. Zastanawiam się nad nim czy jak skończę to wstawić to tutaj, byście sobie poczytali. Chyba zaryzykuję i wstawię tu jak tylko skończę. Jakoś przed majem powinnam się wyrobić XD . Przepraszam, że ostatnio tak rzadko wstawiałam, ale jest kwiecień i trzeba oceny poprawić! No i się uczę i chodzę na poprawy i uczę się do bieżących sprawdzianów itd. Więc gomen za opóźnienie ^^*

sobota, 23 marca 2013


LOŻA SZYDERCÓW [1/?]
wersja druga

Rating : NC-17
Zespół : EXO, SHINee, B.A.P, BigBang, MBLAQ, Super Junior
Pairing : TaoRis [Tao x Kris] , przejawy innych pairingów
Rodzaj : wieloczęściowe, fluff, fantasy
Ostrzeżenia : imiona uczniów, nauczycieli i przechodniów są przypadkowe, przemoc, przekleństwa
Opis : Szkoła jak szkoła. Z pozoru niewinna, taka jak inne, ale czy na pewno? Nie! To co kryje się za murami seulskiej School of Performing Arts przechodzi najśmielsze oczekiwania każdego ucznia. Nauczyciele, personel, uczniowie – wszyscy zastraszani przez gang samych najzdolniejszych, najgroźniejszych i najbogatszych uczniów.
Ilość : 18 980
POV : Kris

UWAGA!
Jeśli chodzi o członków zespołów to tylko niektórzy będą wymienieni! Nie planuję pisać z ich punktu widzenia. Wystąpią tylko jako bohaterowie! Chyba, że coś mnie nagle nawiedzi ..

ENJOY :

W sobotni wieczór wybraliśmy się całą ekipą do dobrze nam znanego klubu ,, Black Paradise ‘’, który mieścił się w samym centrum Seulu. Przychodzenie do niego stało się rutyną. Był to najlepszy lokal w mieście. Przestronny, z dobrą muzyką, wystrojem, jedzeniem, drinkami. Posiadał Strefę VIP, której byliśmy członkami. Nikt do niej nie miał wstępu bez identyfikatora, a jeśli próbowałby się wślizgnąć miałby bardzo bliskie spotkanie z pięknymi, czarnymi bykami, tzw. ochroniarzami. Bywaliśmy w nim bardzo często. Głównie dla zabawy. Nie przychodziliśmy tu, by się smucić i użalać nad sobą. Jak już zatopić wszystkie niepowodzenia w sporych ilościach alkoholu, prochach i szaleństwu. Zdarzały się wyjątki, iż zbieraliśmy się tu całością, gdy lokal był zamknięty po to, by wyjawić nasze potrzeby. Otóż nie byliśmy do końca ludźmi. Łączyła nas jedna, wspólna tajemnica, która ujawniała się pod osłoną nocy. Niekontrolowana w czasie pełni, dająca upust emocjom, pragnieniom, wolności. Stawaliśmy się silniejsi, czulsi, niezwyciężeni. Mówiąc ,, my ‘’ mam na myśli 15 członków wielkiego gangu Loży Szyderców :

- Wu Yi Fan > Kris
- Kim Jong In > Kai
- Byun Baek Hyun > Bacon/Bakuś
- Kim Jong Dae > Chen
- Kim Jun Myeon > Suho
- Kim Jong Hyun > Dino, Jjong, Bling
- Bang Yong Guk > Yongguk
- Kim Him Chan > Generał Himchan
- Dong Yong Bae > Taeyang/SOL/Cygan
- Choi Seung Hyun > TOP/Tabi
- Lee Chang Seon > Lee Joon
- Choi Si Won > Siwon/Siwy
- Kim Young Woon > Kangin
- Cho Kyu Hyun > Kyuhyun
- Kim Yeon Rin > Yuri *

Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy tańczyli na parkiecie. Nie było nikogo kto siedziałby bezczynnie na dupie i sączył w samotności drinka. Imprezowicze ruszali się od dłuższego czasu w rytm znanych utworów Flo Ridy. Nawet ja. Kto by pomyślał, że po pijaku umiem się całkiem nieźle poruszać? Nie miałem zielonego pojęcia ile wypiłem, ale w tej chwili nie przejmowałem się tym zbytnio. Skupiłem uwagę na swojej dziewczynie Yuri, która w obecnej chwili poruszała się seksownie w rytm lecącego z głośników na maxa Ushera. Ubrana w kusą, czarną sukienkę odsłaniającą znaczną część jej pięknego, zadbanego ciała, tego samego koloru szpilki, falowane, ciemne blond włosy rozpuszczone i kaskadą spływające po ramionach, aż do łopatek, w uszach kolczyki z czerwonymi piórami i w ciemnych barwach bransoletki na nadgarstku. Ocierała się pośladkami o moje krocze, uśmiechała perwersyjnie i zagryzała swą dolną wargę. Chwyciłem ją za biodra i obróciłem przodem do siebie, od razu przyciągając tak, by nie było między nami wolnej przestrzeni. Przejechałem jedną ręką po jej nagim udzie, po czym je podniosłem, aż jej noga zahaczyła o moje biodro. Ciepła ręka wsunęła się pod jej kusą czarną sukienkę, palce wślizgnęły się pod koronkowe, czerwone springi i zaczęły pieścić jej łechtaczkę. Drugą rękę przesunąłem na jej kark i wpiłem się gwałtownie w Jej pełne, umalowane czerwoną szminką usta. Rozchyliła wargi pod wpływem dotyku i jęknęła cicho. Bez chwili wahania wdarłem się do jej gorącej jamy i zacząłem penetrować dokładnie jej buzię. Poruszała biodrami, wciąż ocierając się o mój rosnący wzwód. Zabrałem rękę z jej krocza, odsunąłem się, słysząc jej zawód. Uśmiechnąłem się szyderczo, chwyciłem ją za rękę z zamiarem pójścia do Strefy dla VIPów. Ledwo się ruszyliśmy, gdy usłyszeliśmy czyjś wrzask, a następnie odgłosy walki. Spojrzeliśmy zamglonym wzrokiem w kierunku, w którym wszyscy obecni na parkiecie patrzyli. Koło baru majaczyły się jakieś dwie osoby. Jedna leżała na ziemi i próbowała się bronić, a druga stała nad nią i okładała na ślepo pięściami.

- Dawaj mocniej! Dołóż mu! Niech frajer popamięta kto tu rządzi! Następnym razem będzie wiedział czyj to teren! – na przemian darli się członkowie gangu LS.
- Trzymaj go mocno! Połam mu ręce! Wybij zęby! Zatłucz skurwiela! Nie może mu to ujść na sucho! – darli się przypadkowi balangowicze. Dopingowali jednego chłopaka z gangu, który trzymał za kołnierz koszuli, zakrwawionego, ledwo przytomnego chłopca przypominającego z wyglądu wyrośniętą pandę.

Chwilę zajęło mi spostrzeżenie kto się tam znajduje. Po kilku minutach rozpoznałem Jjong’a, lecz nie wiedziałem kim jest ofiara. Pierwszy raz widziałem tą osobę. Jestem wzrokowcem, więc zapamiętałbym chłopca o takiej urodzie. Zaraz, chłopca? Nie no, nie wyglądał na mężczyznę ani na dziecko też nie. Czyżby nieletni postanowił się zabawić? Uśmiechnąłem się głupkowato pod nosem, w momencie kiedy zbulwersowany Dinozaur nie cackał się z Pandą, tylko wziął ją i przerzucił w tłum na środek parkietu. Poczułem szarpnięcie, odwróciłem głowę w owym kierunku i ujrzałem lekko przestraszoną, pijaną dziewczynę. Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Oparłem podbródek na jej głowie, gdyż byłem nieco od niej wyższy i patrzyłem ponownie na całe zajście. Napastnik rzucił się za nieznajomym i ponownie zaczął się nad nim znęcać, tym razem dołączając kopanie. Publika darła się, dopingowała Blinga, a Panda? Leżała, osłaniała głowę przed kopniakami, ale mimo wszystko uśmiechała się jak ostatni debil. I z czego tu być szczęśliwym? Podpadło się drugiemu z trzech najgorszych delikwentów, wplątało w bójkę i była możliwość, że wściekły chłopak pokiereszuje go tak, że rodzona matka go nie pozna. Westchnąłem cicho i poczułem ciężar w ramionach. Odsunąłem się ostrożnie od Yuri i ujrzałem, że ta ledwo trzyma się na prostych nogach. Moja pierś zafalowała tłumiąc śmiech, wziąłem ją na ręce i wyniosłem do Stefy. Tam położyłem ją na jednej z czarnych kanap i przykryłem własną, skórzaną kurtką, którą zostawiłem na oparciu. Odgarnąłem jej włosy za ucho, schyliłem się i ucałowałem delikatnie w czoło, by się nie obudziła. Wyprostowałem się i spojrzałem przez okno wychodzące na stronę parkietu. Jak dobrze, że pomieszczenia dla VIPów było dźwiękoszczelne! Spojrzałem raz jeszcze na Śpiącą Królewnę, po czym jak najszybciej udałem się na pole bitewne. Większość gapowiczów już się rozeszła, zostali nieliczni, by zobaczyć końcowy wynik dzieła Dinozaura. Westchnąłem ciężko i poszedłem do baru. Zamówiłem colę z lodem, którą wypiłem duszkiem, a następnie podszedłem do boksującego napastnika. Stanąłem obok i przyjrzałem się ofierze. Leżał bezruchu, ciągle osłaniał głowę, chociaż widać było, że następnego dnia będzie miał sporo guzów. Twarz zakrwawiona, warga rozwalona, nos prawdopodobnie złamany, oczy opuchnięte, a na tym dwie wielkie śliwy. Jęczał cicho, już się nie uśmiechał.

- Jonghyun wystarczy już. – Wydawało mi się, że mówię normalnym głosem, ale w rzeczywistości prawie krzyczałem. W głowie mi huczało, dudniło, mimo że muzyka była wyłączona. DJ skończył swoją robotę i zwinął się w ciągu 10 minut. Zamrugałem parę razy próbując odzyskać kontrast widzenia. Przetarłem oczy i zamrugałem ponownie. Mając lepszy obraz rozejrzałem się po klubie. No nieźle. Szydercy odpadli jeden po drugim; siedzieli, leżeli, zwisali, spali. Tylko Bling i ja byliśmy w stanie pół trzeźwym. – Jjong. Powiedziałem dosyć! Dowaliłeś mu wystarczająco. – Chwyciłem go za nadgarstek, który leciał w kierunku poszkodowanego po raz enty. Spojrzał na mnie ze złością, ale szybko ta mina ustąpiła, dając miejsce zmęczeniu. Odepchnąłem go, a ten zatoczył się do tyłu i wpadł na stołek przy barze. – Podaj mu coś by się ocknął! – Krzyknąłem do barmana, na co tamten szybko zareagował napełniając kubeł po kostkach lodu i chlustając zawartością w półprzytomnego chłopaka. Nie wytrzymałem i wyjebałem śmiechem, budząc przy tym Tabiego, Suho i Kangina. Sieroty rozejrzały się dookoła, poprzeciągały, a gdy zobaczyły dymiącego z wściekłości Dinozaura, również wyjebały śmiechem budząc do reszty pozostałych. Nie minęło pięć minut, a wszyscy się z niego śmiali, włączając osoby w Sferze.

Nie pamiętam jak trafiłem do domu. Obudziłem się z potwornym kacem, pustynią w gardle i burczeniem w żołądku. Przeciągnąłem się i chcąc zejść z łóżka, zaplątałem się w pościel i spadłem na podłogę dość boleśnie. Zakląłem pod nosem i się podniosłem. Byłem tylko w czarnych bokserkach w serduszka. Poczłapałem do łazienki i wziąłem półgodzinny prysznic. Wychodząc z toalety w samym ręczniku przepasanym na biodrach, udałem się do kuchni. Zajrzałem do lodówki i ku mojemu zaskoczeniu znalazłem tylko jabłko. ,, Znowu któryś mi się wpierdolił do domu ‘’. Chwyciłem je, umyłem i wgryzłem się ze smakiem. Nie miałem nic do tych owoców. Lubiłem je, ale jakoś nie świeciła mi się dieta na bazie jabłek. Wrzuciłem celnie ogryzek do kosza i poszedłem się ubrać. Wywaliłem z szafy czarną bokserkę i tego samego koloru rurki. Z ubrania na zapas wyciągnąłem granatową bluzę z kołnierzem, biały T-Shirt i chodzone jeansy. Wpakowałem je do torby, założyłem trampki i wyszedłem z mieszkania. Zamknąłem na klucz, zbiegłem po schodach do swojego cudeńka – czarnego Land Rovera. Wrzuciłem torbę do bagażnika, wsiadłem do auta i udałem się poza miasto. Zostawiłem samochód koło jednego, dobrze znanego motelu i udałem się na piechotę w kierunku lasu. Obserwowałem uważnie czy nikt przypadkiem mnie nie śledzi, a kiedy uznałem, że teren jest czysty, zacząłem biec. Po paru krokach zacząłem czuć dobrze mi znane buzowanie w żyłach. Jakby miliony małych stworzonek chciały się wyrwać na wolność. Narządy zmysłu zaczęły się wyostrzać. Słyszałem jak niedaleko stąd bawią się wiewiórki, czułem świetnie znany zapach innych mniejszych czy większych zwierząt. Czułem pod stopami każdy, nawet najmniejszy kamyczek, gałązkę. Przejechałem językiem po zębach, czując jak mrowienie przechodzi przez dziąsła. W głowie zaczynało mi powoli wirować, ręce nerwowo zaciskały się w pięści. ,, Jeszcze parę kroków .. ‘’. Dostrzegłem znajome urwisko. Wziąłem większy rozpęd i skoczyłem w dół, by po chwili znaleźć się na klifie, lądując na czterech łapach. Uniosłem łeb i zawyłem władczo. Pochyliłem się nad taflą wody i dojrzałem czerwone ślepia, czarne gęste futro i swoje drugie ,, ja ‘’. Rozejrzałem się dookoła i nasłuchiwałem. Zawyłem raz jeszcze, chcąc dowiedzieć się czy ktoś jest na patrolu. Po niespełna paru sekundach odpowiedziało mi chóralne wycie. Poczułem jak ziemia drży, a zza drzew wyłaniają się kolejni członkowie Loży. Stado piętnastu wielkich, potężnych, pięknych, niezwyciężonych wilków. Uniosłem dumnie łeb i obdarzyłem kolejno każdego swym pełnym władzy spojrzeniem. Wilki skłoniły się, spuszczając wzrok z mojej osoby. Wiedzieli jak się zachowywać w stosunku do alfy. Byli betami, a jednocześnie najlepszymi kompanami i współpracownikami. Szarpnąłem łbem i okręciłem się w kierunku pokaźnego wodospadu. Obszedłem go dookoła, rozgrzebałem kawałek ziemi, przepchnąłem swoim gigantycznym cielskiem skałę, by po chwili odsłonić wejście za ścianę wody. Wślizgnąłem się do środka. Mimo tego, że woda lała się litrami, tutaj .. było spokojnie i cicho. Wnętrze przygotowane dla nas – wilków. Luksus, komfort, wszystko czego było nam trzeba. Wskoczyłem na skałkę, gdzie był mój ,, tron ‘’ i położyłem się, czekając na pozostałych.

- Chyba nie muszę przypominać jaki dzień się zbliża. Musimy się do niego dobrze przygotować psychicznie i fizycznie. Będziemy cierpieć, ale wszystko to dla naszego dobra, byśmy stali się niepokonani w walce. – zwróciłem się do wszystkich zebranych w komnacie za wodospadem. Porozumiewaliśmy się w myślach. Inaczej się nie dało. Przyglądałem się Szydercom, którzy potakiwali łbami na znak, że pamiętają. Zbliżał się wielki dzień. Dzień, w którym nasze ciała cierpiały, umysły były katowane przez miliony myśli, uszy cierpiały przez makabryczne dźwięki trudne do zniesienia dla wilczych uszu. Rośliśmy w siłę i potęgę, którą obdarowali nas przodkowie. Kontynuowaliśmy tradycje, czasem je łamiąc, ale wciąż wychodząc na prostą. Podczas pełni z wilków stawaliśmy się wilkołakami człapiącymi na dwóch łapach. Oczy jarzyły się czystą żądzą krwi. Naszym pragnieniem stawało się zabijanie. Nieważne czy to był człowiek, czy zwierze. Krew to krew. Chociaż ludzka krew była dla nas jak narkotyk. Szybko kończący się narkotyk. Czuliśmy ogromną potrzebę na więcej i więcej. Nie potrafiliśmy się w tamtym czasie opanować. Żądza, pragnienie, potrzeba była silniejsza od nas. Nie dało się jej zakuć w łańcuch i przywiązać do drzewa. Niestety.

- A co z inicjacją? Zapomniałeś, że jest tuż po pełni? – odezwał się dotąd milczący Bacon. Przestąpił z jednej łapy na drugą, okręcił się wokół własnej osi i usadowił tyłek na kocu, wpatrując się intensywnie w Yuri. Powiedliśmy za jego spojrzeniem. Yuri była pełnoprawną członkinią Loży, lecz niepełnoprawną w sforze. Trwała na okresie próbnym. Wielki Dzień Inicjacji przypominał ślub tyle, że w wykonaniu wilków. Ceremonia przebiegała dokładnie jak u ludzi. Do ,, ołtarza ‘’ podchodziliśmy jako ludzie. Przy składaniu przysięgi zamienialiśmy się w bestie. Zadaniem wilczycy było znalezienie sobie odpowiedniego partnera i okazanie mu miłości, jak i oddania. Poproszenie go o towarzyszenie na ,, ślubie ‘’. Jeśli partner nie pojawi się na czas lub zrezygnuje z uczestnictwa, będzie to oznaczało śmierć osoby zdającej. Brak partnera równa się brak przemiany. Okropne rzeczy się dzieją, gdy kobieta próbuje się sama, bez pomocy przemienić. Prowadzi to do długiej, bolesnej śmierci. Cierpi się katusze, uczucie jakby się płonęło. Z partnerem trzeba już wcześniej mieć całą ceremonię ustaloną. Występy, pokazy. Wszystko. Nie można mieć od tak nowego partnera. Nikt nie chce gniewać przodków. Oni się nie złoszczą, jeśli ktoś zrezygnuje. Wyczuwają sami, że partnerka nie jest dla nas. Gdy wzejdzie księżyc i promienie padną na dziewczynę, zacznie się palić jak żywa pochodnia. Zero ratunku. Ból, cierpienie, bezradność. My też nic nie możemy zrobić. Taki los. Widocznie nie było się przygotowanym na to święto.
- Nie zapomniałem. Pamiętam. Nie przejmuj się tym na razie. Skup się na tym co będzie pierwsze. – fuknąłem cicho na niego i zeskoczyłem na podłoże. Spojrzałem przez lejącą się wodę na granatowe niebo pokryte gwiazdami. – Czas się zbierać Panowie i Panie. Jutro gramy mecz. – Zawyłem do księżyca, oddając hołd przodkom. Zaczekałem na dziewczynę, po czym wyszliśmy z kryjówki i biegiem udaliśmy się w kierunku motelu, gdzie znajdował się mój samochód. Wyprzedziła mnie, przez co mogłem podziwiać jej wygląd. Mniejsza od samca, ale większa od pospolitego wilka. Futro koloru ciemnego blond, miejscami podchodzące pod brąz, miodowe ślepia i głowa zaprzątnięta setkami tysięcy myśli i rozważań. Byłem jedynym, który potrafił czytać z niej jak z otwartej księgi. Dogoniłem ją, skoczyliśmy w krzaki, gdzie przemieniliśmy się w ludzi. Podniosłem głaz, gdzie była skrytka na ubrania. Założyłem swoje ciuchy, które wcześniej schowałem i zaczekałem, aż Yuri się ubierze. Po pięciu minutach wyszliśmy z lasu, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod dom dziewczyny. Ucałowałem ją na dobranoc, pomachałem i odjechałem w kierunku swojego domu.

Wstałem, zjadłem pożywne śniadanie, czyli płatki zbożowe z mlekiem, umyłem się, ubrałem, spakowałem i ruszyłem do szkoły, w której byłem dziesięć minut później. Cztery godziny treningu minęły szybko i męcząco, jednocześnie mobilizująco. Dostaliśmy półtorej godziny przerwy, by odpocząć czy zjeść nim rozpocznie się mecz. Wszedłem do szatni i skierowałem się pod prysznice po to, by zmyć z siebie bród i smród. Umyłem się dokładnie, wytarłem, ubrałem w czyste ciuchy na mecz. Wyjąłem z torby komórkę i ujrzałem ponad 30 połączeń nieodebranych i 50 wiadomości. Wszystko od Szyderców. Wsunąłem telefon i portfel do kieszeni spodenek, po czym udałem się na stołówkę. Wszedłem do środka, podszedłem do bufetu, kupiłem kanapkę i sok pomarańczowy. Odwróciłem się z zamiarem pójścia do stolików, przy którym zazwyczaj siedzieliśmy, lecz moją uwagę zwrócił tłum ludzi tłoczących się przy kimś. Odstawiłem jedzenie na swoje miejsce i ruszyłem spokojnym krokiem w kierunku bójki. Nie zdziwiłem się, gdy moim oczom ukazał się Dinozaur. Większym zaskoczeniem i szokiem było to, że Jjong okładał znowu Pandę, która była trzymana przez Kangina. Unieruchomił mu ręce. Z tłumu wyłoniła się Yuri z grupką dziewczyn. Cheerleaderki. Dziewczyna podeszła do chłopca i sama zaczęła mu dokładać. Trafiła celnie w nos, aż było słychać chrupnięcie. Gol – złamany nos. Już się przykładała, by ponownie uderzyć, ale w porę złapałem ją za nadgarstek i wykręciłem go do tyłu. Zawyła z bólu i popatrzyła na mnie z bólem w oczach.

- Macie przestać i to natychmiast. Kangin, puść go. Bling, do stołu marsz w trzy sekundy albo nie grasz w meczu. – Spojrzałem mu centralnie w oczy przez, które przeniknął blask. Słyszałem jak z jego gardła wydobywa się cichy warkot, ale puścił Pandę i rozpychając się łokciami, polazł do stołu. Kangin zrobił to samo, ciągnąc Yuri za sobą. – A wy nie macie co robić tylko się gapicie?! – Zwróciłem się do zbiorowiska. Przestraszeni odwrócili się i wrócili na miejsca lub wyszli z pomieszczenia. Rzuciłem okiem na chłopaka i poszedłem na swoje miejsce. Ledwo usiadłem, a zasypał mnie grad pytań, żali, jęków.

Suho : Telefon to się idioto odbiera!
Dino : Dlaczego pomagasz kurwa wrogowi?! To pieprzony wróg! To z nim będziemy się mierzyć na meczu! Nie wiem co skurwiel szykuje, ale nie ujdzie mu to na sucho! Przy okazji może w końcu zapamięta czyj to teren! Z nami – Szydercami się nie zadziera! – stół się zatrząsł, po tym jak przywalił pięścią w blat.
Kai : Zresztą zasłużył sobie na nowe siniaki. Podrywał mojego kujonka, a tylko ja mam prawo go dotykać.

Wyplułem sok, który właśnie piłem, trafiając w śpiącego Chena, który automatycznie się obudził i próbował ogarnąć co się stało. Wierzchem dłoni wytarłem kącik ust i spojrzałem na Jongina z wytrzeszczem. Kai był gejem? Podejrzewałem go bardziej o biseksualność, ale homo? Nie to bym coś do nich miał, ale zadziwił mnie tym. Zaśmiałem się cicho pod nosem i pokręciłem z rozbawieniem głową.

Kai : Co się śmiejesz? Nie wierzysz mi? Spotykamy się ze sobą. Na jego prośbę, by nikt znajomy nie widział.
- parsknięcie –
Lee Joon : Ja tam Ci nie wierzę. Zawsze gadasz, że chodzisz z jednym, drugim, z tą i inną. Pobawisz się i zostawisz jak to w zwyczaju masz.
Kai : Nie wierzycie mi?! – nie czekając na odpowiedź, podniósł się i ruszył w kierunku gdzie siedziała jego rzekoma miłość. Złapał go za rękę, pociągnął do góry i z namiętnością wpił się w jego wargi. Obserwowaliśmy jak zszokowany chłopiec z wielkimi oczami i zdezorientowaną miną wpierw próbuje go odepchnąć, a w następnej minucie obejmuje kark ciemnoskórego i oddaje zażarcie pocałunki. Cała stołówka patrzyła na tą scenę. Większość wykrzywiała buzię w geście zniesmaczenia, odrazy. Kilka grupek dziewczyn patrzyło na chłopaków z szeroko otwartymi oczami, po czym zaczęły podskakiwać i wydawać z siebie zduszone piski. Odwróciłem wzrok od całego zamieszania i zacząłem jeść swoją kanapkę, popijając ją sokiem pomarańczowym. Po paru minutach Kai oderwał się od chłopaka, chwycił go za rękę i razem opuścili pomieszczenie.

Wyszedłem ze stołówki. Miałem jeszcze trzydzieści minut nim rozpocznie się mecz. Zmierzałem przez puste korytarze w kierunku szatni dla zawodników. Zamyślony i wpatrzony w ziemie, nie zauważyłem, że ktoś stanął mi na drodze. Wpadłem na tą osobę i automatycznie poleciałem do tyłu, na moje szczęście łapiąc równowagę i patrząc dziwnie na osobnika. Moim oczom ukazała się wyrośnięta Panda, chłopak przypominający wyrośniętą Żabę oraz coś co wydawało się chłopakiem, lecz mogłem się mylić – babska poza, wypięty tyłek i kolorowa fryzura. Trochę na męską divę wyglądał. Przybrałem maskę swojego słynnego bitchface’a.

Żaba : No, no, no. Kogo moje piękne oczyska widzą. Słynny Wu Fan, najlepszy wśród seulskich kapitanów drużyn. Na pewno jesteś tak świetny jak wszyscy gadają?
Le Diva : Z chęcią zobaczę jak polegasz na boisku. Od razu zainwestuj w chusteczki i może pomoc medyczną – cwany uśmieszek wypłynął na jego delikatną buźkę.
Żaba : Chodźcie chłopaki. Nie ma co się zadawać z plebsem. – zawołał towarzyszy i ruszył w przeciwną stronę, wcześniej się zatrzymując i szepcząc cicho w moim kierunku - Połam nogi. I to dosłownie.

Zacisnąłem rękę w pięść i patrzyłem wciąż przed siebie. Albo raczej w oczy Pandy. Nie przejąłem się zbytnio pozostałymi, ale słowa odrobinę mnie rozjuszyły. ,, Uspokój się Kris. Pogadają, zobaczą co potrafisz Ty i Szydercy i pożałują tego co powiedzieli. Niech mają respekt dla bestii ‘’ . Zwróciłem się po chwili do chłopaka, który pozostał.

- A Ty co tu robisz? Nie śpieszy Ci się na mecz przypadkiem? – rzuciłem w jego stronę, uważnie obserwując każdy nawet najmniejszy ruch.
- Mam jeszcze dwadzieścia minut. Zdążę. – odpowiedział nieśpiesznie, uśmiechając się dziwacznie w moim kierunku.
- Dlaczego ciągle się pałętasz po nie swoim terenie? Na kilometr czuć, że z Tobą też jest coś nie tak. Czuję wyraźnie, iż jesteś alfą. Skąd przybywasz i czego chcesz? – warknąłem cicho i rozejrzałem się w obawie czy nikt nas nie podsłuchuje.
- Szukałem Cię. Skąd jestem i czego dokładnie chcę to już nie twój interes. Uważaj na siebie i nie próbuj się stawić na inicjacji. Przy pełni będziesz najgorzej cierpiał. I to nie z bólu fizycznego, a psychicznego. Jesteś nie z tą osobą co powinieneś. Przodkowie denerwują się. Jakim cudem jeszcze tego nie wyczułeś? – pokręcił głową i spojrzał na mnie z politowaniem.
- Uważaj na słowa szczylu! – rzuciłem się na niego i przyparłem do filaru. Patrzyłem na niego z furią, czułem mrowienie w dziąsłach, a po chwili jak coś kłuje mnie w język. Kły się wysunęły, w oczach pojawił się przebłysk szkarłatu.
- Nie. To Ty uważaj na to co robisz, bo źle się to dla Ciebie skończy. – z dziwną łatwością odepchnął mnie, otrzepał strój i ruszył w kierunku hali, z której słychać było nawoływania trenerów.

Stałem na środku korytarza, zaciskając pięści, powstrzymując się przed atakiem na tego typa. Warknąłem, przywaliłem ręką w ścianę, aż utworzyła się dość pokaźna dziura, uspokoiłem się i zniknąłem za drzwiami hali, w której słychać było po paru minutach dźwięk gwizdka rozpoczynającego mecz.


CIĄG DALSZY NASTĄPI ..

 * jest to postać zmyślona, choć autorka własnej postaci żyje naprawdę J

wtorek, 12 marca 2013


SESJA ZDJĘCIOWA

Rating : PG-13, NC-17
Pairing : SeKai & LayHan = HunHan
Rodzaj : one-shot, smut, fluff
Ostrzeżenia : śmierć bohatera
Opis : Odkąd poznał Sehuna nie widział poza nim świata. Liczył się tylko on. Nic więcej. Niestety, zdobycie go nie było łatwe, bowiem na drodze była pewna ciemna przeszkoda.
Ilość : 12 496
POV : Luhan


Zawsze gdy próbowałem się zbliżyć do Sehuna, ktoś stawał mi na drodze. Rzadko kiedy mogłem z nim naprawdę pobyć sam na sam. Ciągle ktoś się kręcił dookoła, wchodził w rozmowę i nawet nie powiedział głupiego ,, przepraszam ‘’. Ludzie, czy nie nauczono was manier? Byłem cierpliwą osobą, ale moja cierpliwość też ma granice. Niestety z czasem zaczęły one zanikać. Nie potrafiłem się już opanować i gdy tylko widziałem jak ktoś go dotykał, schylał się w jego kierunku, by coś szepnąć na ucho – zżerała mnie potworna zazdrość. Miałem chęć podejść do tej osoby i zatłuc ją na śmierć, a bynajmniej tak by nie mogła już dotknąć mojego obiektu westchnień.

Z rozmyślań wyrwał mnie sygnał dzwonka. Rozejrzałem się rozkojarzony i chwile mi zajęło ogarnięcie gdzie jestem. Wielka hala, sesja zdjęciowa dla magazynu ,, First Look ’’, wszyscy byliśmy już umalowani, przebrani, fryzury gotowe. Rozejrzałem się po wnętrzu, wciąż będąc ledwo przytomnym. Zamrugałem parę razy chcąc uzyskać ostrość wzroku, lecz szybko tego pożałowałem. Przy planszy z wizerunkiem zachodu słońca, stał Sehun wraz z .. Kai’em. Przytulali się, robili za szczęśliwie zakochaną parę. Zacisnąłem mocno dłonie w pięści i ostatkiem sił powstrzymywałem się, by nie wyjść z hali i olać całą tą sesję. Im dłużej tu byłem, tym bardziej chciałem kogoś walnąć. Zacisnąłem mocno oczy, gdy poczułem czyjąś rękę na swoim barku. Odwróciłem szybko głowę w owym kierunku i moim oczom ukazała się postać Lay’a. Usiadł koło mnie i wcisnął mi do rąk kostkę Rubika. Od razu wziąłem ją w obroty. To była jedyna rzecz, która umiała mnie zrelaksować. Podziękowałem mu cicho, a ten mnie do siebie przytulił. Po niespełna minucie zdążyłem ułożyć dwie kostki. Odetchnąłem z wyraźną ulgą, dając znać Chińczykowi, że już mi się lepiej zrobiło. Posłałem w jego kierunku jeden ze swoich dziecinnych uśmiechów. Roześmiał się i zatopił rękę w moich blond włoskach. Nagle oślepił nas błysk flesza. Spojrzeliśmy w tym samym momencie w kierunku poświaty i znów to samo. Zamrugałem parę razy i dopiero, gdy mój wzrok przywykł do otoczenia, ujrzałem uśmiechniętego fotografa. Kiwał głową rozmawiając z jakąś babką i wskazując jednocześnie głową na nas. Rozejrzałem się dookoła i spostrzegłem, że wszyscy skupili uwagę na nas. Nawet Sehun patrzył .. bez wyrazu. Zarumieniłem się i spojrzałem na swoje białe martensy.

- Lay! Luhan! – krzyknął fotograf na naszą dwójkę, która siedziała na kanapie i nie za bardzo ogarniała co się dzieje – Teraz wasza kolej! Wspaniale się razem prezentujecie!  Chodźcie, siadajcie!
- Przygotować stolik, krzesełka, plansze z widokiem na wieżę Eiffla! – zaczął krzyczeć na ekipę, by się ruszyła. – Dajcie im szampana, bajgle! Ruchy, ruchy! Mam genialny pomysł na LayHan’a!

Jak tylko usłyszałem połączenie mojego imienia i ksywki Yixing’a, oblałem się czerwonym rumieńcem. Usadzono mnie przy stoliku, twarzą do chłopaka, tak byśmy spoglądali sobie w oczy. Uśmiechał się do mnie ciepło, co mnie lekko podnosiło na duchu, a jednocześnie martwiło, bo nie chciałem, by Sehun nas tak zobaczył. Niestety, kątem oka widziałem, że nie był nawet zainteresowany tym co robię. Zrobiło mi się przykro., lecz szybko wpadł mi do głowy pewien pomysł. Skoro jego nie obchodzi to co robię i nie liczy się z tym co czuję, to mogę robić co mi się podoba. Uśmiechnąłem się szeroko i usłyszałem dźwięk aparatu. Fotograf krzyczał, żebyśmy zachowywali się naturalnie, jak na randce. Tylko my. Zagryzłem swoją wargę i sięgnąłem po rękę chłopaka. Zacząłem bawić się jego palcami, a on chwycił moją rękę i pociągnął do siebie. Wstałem i wpakowałem mu się szybko na kolana, twarzą do niego. Poczułem jego ręce przesuwające się z mojej talii, na plecy, następnie barki, aż dotarł na policzki. Spojrzał głęboko w moje oczy i wpił się zachłannie w mojego wargi. Otworzyłem szeroko oczy, lecz szybko je przymknąłem. Objąłem jego kark, przysuwając się jak najbliżej mogłem. Rozchyliłem wargi, by mógł się wślizgnąć do środka. Czułem jak bada każdy zakamarek mojej buzi. Zacząłem cicho pojękiwać. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jęki zrobiły się głośniejsze. Fotograf krzyczał, że jest świetnie, doskonale. Słyszałem gwizdy, zbiorowe ,, WOW! ‘’ , ale się nie przejmowałem tylko poddawałem czułym, tęsknym pocałunkom chłopaka. Po kilkudziesięciu sekundach odsunęliśmy się od siebie zdyszani, łapaliśmy powietrze, które w pewnym momencie się skończyło i uśmiechaliśmy się do siebie jak jacyś debile. Ktoś zaczął klaskać. Odwróciliśmy się w kierunku dźwięku. Moim oczom ukazali się pozostali członkowie obu grup EXO, z jednym wielkim ,, WHAT THE HELL?! ‘’ - jedynie Kyungsoo patrzył na nas jakoś tak normalnie i uśmiechał się, pokazując jednocześnie uniesione kciuki w górę – cała ekipa zdjęciowa i charakteryzatorzy. Wszyscy, którzy nie byli w stanie odrętwienia z powodu obejrzenia skromnego przedstawienia bili brawo. Podszedł do nas główny fotograf, uścisnął nam ręce i zaczął chwilę gawędzić.

Nie miałem jakiejś specjalnej ochoty na pogaduszki, więc przeprosiłem ekipę, podziękowałem za ciężką pracę i udałem się do przebieralni na chwilę odpoczynku. Ledwo tam wszedłem i stanąłem jak wryty. Na kanapie leżał Kai, a pod nim Sehun. Bez koszulek. Bez spodni. Ledwo w bokserkach. Zasłoniłem buzię ręką, by nie wydać z siebie krzyku. Nie mogłem się ruszyć. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałem tam jak ten ostatni słup soli i patrzyłem co wyprawiają. Słyszałem doskonale jęki wydobywające się z gardła Sehuna, jak wyznaje swą miłość Jongin’owi, jak wykrzykuje jego imię. Zagryzłem mocno wargę, aż poczułem na języku metaliczny smak krwi. Wybiegłem stamtąd, zatrzaskując za sobą drzwi. Odszedłem parę kroków do najcichszego korytarza, oparłem się o ścianę i zsunąłem w dół. Ukryłem głowę między kolanami, poczułem jak po moich rozgrzanych policzkach spływają słone łzy. Nie mogłem przestać płakać. Tak bardzo mnie bolał ten widok, te dźwięki. Szlochałem jak dziecko.

Otworzyłem oczy i nic nie widziałem. Podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem .. po pokoju? Ktoś zapalił lampkę nocną. Chwilę później poczułem, że ktoś się na mnie patrzy. Przyzwyczaiłem wzrok do lekko padającego światła i dopiero po chwili zorientowałem się, że jestem w pokoju, a osoba kucająca przy łóżku to Yixing.

- Jak ja się tu znalazłem? Pamiętam, że byliśmy na sesji i .. – zacząłem cicho, nadal nie widząc jakim sposobem znaleźliśmy się w dormie, a co dopiero w pokoju. I w ogóle kto mnie tu przytachał?
- Zniknąłeś na dłużej niż ktokolwiek przypuszczał, więc Kyungsoo wraz ze mną poszliśmy Cię szukać. Znalazł Cię jakimś dziwnym cudem na dworze. Byłeś cały rozpalony. Zakończyliśmy sesję wcześniej i przywieźliśmy Cię tutaj, a reszta została. – odpowiedział spokojnym głosem, podając kubek z Coldrex’em.
- Jak to na dworze? Nie pamiętam bym wychodził na zewnątrz .. – przyłożyłem sobie rękę do czoła i .. o matko! Chyba miałem gorączkę, byłem strasznie rozpalony. Powąchałem płyn w kubku i skrzywiłem się.
- Też chcielibyśmy wiedzieć co żeś tam robił. Wiem, że jest niedobre, ale pomoże Ci szybciej – Położył dłoń na mojej nodze i zaczął ją głaskać.

Niechętnie wypiłem duszkiem ciesz i skrzywiłem się na końcu, wywalając język. Matko, jakie to było obrzydliwe. Oddałem mu kubek i westchnąłem cicho.

- Wiem, że coś się stało. Naprawdę nie chciałbym naciskać, może sam zaczniesz mówić, ale nie lepiej jak się dowiemy co się stało, niż masz to ‘coś’ w sobie dusić? – spojrzał na mnie. Ujrzałem w jego oczach zmartwienie, troskę. Schowałem twarz w dłoniach. Usłyszałem jak ktoś wszedł do pokoju i usadowił się koło Lay’a. Wziąłem parę głębszych oddechów i opowiedziałem im co czuję w stosunku do Sehuna, co widziałem i dlaczego prawdopodobnie zemdlałem. Głos mi się łamał, czułem, że zaraz znów wpadnę w histerię.
- No ja ich chyba zabiję! Jak oni śmieli w ogóle skrzywdzić naszego Bambiego?! – widziałem jak zbulwersowana Umma zespołu krąży po pokoju i ledwo powstrzymuje się przed atakiem.
- A co z Tobą? Myślałem, że lecisz na Jongina .. – odszepnąłem cicho i położyłem się. Lay przykrył mnie kołdrą i usadowił się na swoim łóżku, obserwując mnie z drugiego końca pokoju. Umma stała na środku i myślała intensywnie nad czymś.
- Bo lecę. I on doskonale o tym wie. Chce bym był zazdrosny o Sehuna .. on go nie kocha .. – gdy wypowiadał te słowa, patrzył centralnie w moje oczy, które z każdą chwilą robiły się coraz większe.
- Jak to nie kocha? – spytałem sennym głosem.
- Myślał, że Sehun chciał byś Ty był o Kai’a zazdrosny. Na sesji zdał sobie sprawę, że tamten się w nim zakochał – słyszałem, że podchodzi i kuca koło mojego łóżka.
- T-To .. co to miało być w przebieralni? – czułem jak mój głos drży i powstrzymuje się od szlochu.
- Sam chciałbym wiedzieć. Wierz mi, a teraz prześpij się. – odgarnął mi grzywkę z czoła i położył chłodny ręcznik. Przymknąłem oczy i już po chwili odleciałem w objęcia Morfeusza.

Tym razem zbudziło mnie ciche brzdąkanie na gitarze. Nie musiałem otwierać oczy, by wiedzieć, że to Lay grał. A tak właściwie to co on robił w pokoju, który dzieliłem z Krisem i Xiuminem? Gdzie się tamci podziali? Zacząłem się przeciągać i wydawać z siebie odgłosy jakby gdzieś w pokoju był mały kociak. Zamlaskałem i przetarłem zaspany oczka. Powitał mnie ciepły uśmiech Chińczyka. Roześmiałem się wesoło. Postanowiłem zapomnieć o tamtym zdarzeniu, choć ono powracało i sprawiało mi wciąż ból, ale już nie tak wielki. Skoczyłem pod letni prysznic, umyłem się dokładnie, ubrałem biały podkoszulek, czerwone rurki i białe martensy. Umyłem zęby, wróciłem do pokoju, by pościelić moje łóżko i je zdezynfekować.

- Co dziś mamy w planach? – zwróciłem się do wchodzącego Krisa.
- Jedziemy na sesję zdjęciową. Musisz dokończyć swoje partie + musimy mieć kompletny zespół, by zrobić całością zdjęcie. A tak poza tym to czujesz się już lepiej? – spojrzał na mnie uważnie i lekko się uśmiechnął. Kiwnąłem mu twierdząco głową. – Idź do kuchni, Kyungsoo zrobił naleśniki z syropem klonowym i owocami. Najedz się i dojedziecie do nas.
- TAK JEST PANIE KAPITANIE! – stanąłem jak żołnierz i zasalutowałem. Pobiegłem szybko do kuchni, zająłem miejsce i opchnąłem 7 naleśników z truskawkami + herbatę. Posprzątałem po sobie, podziękowałem mamie zespołu K i wybiegłem do ostatniego vana, który czekał na naszą 3.

Kolejne sesje. Kolejna ciężka praca, mnóstwo zabawy podczas robienia zdjęć, ogrom śmiechów, chichów i współpracy. Zaliczyliśmy grupowe zdjęcia, z wybraną osobą, którą chcieliśmy mieć. Nadeszła kolej na mnie. Fotograf chciał dołączyć do mnie Sehuna i zrobił to. Wszystko było by dobrze, gdyby nie przebrał mnie za księżniczkę w niebieskiej sukni, a Sehuna za rycerza w lśniącej zbroi. I tak paradowaliśmy po całej hali jakbyśmy byli parą królewską. Podnosił mnie jak księżniczkę, obejmował, dotykał. Starałem się na to nie zwracać zbytniej uwagi. Nie miałem się co podniecać, bo ten i tak mnie olewał. Po męczącej godzinie dali nam 15 minut przerwy. Przebrali nas tym razem w garnitury, ułożyli włosy na koguta, zapudrowali porządnie, tak byśmy się nie świecili jak jajka na Wielkanoc. Po przerwie, ustawili nas na zewnątrz przy wielkiej fontannie. Półgodziny na kolejne zdjęcia, dziwne pozy itd. Po kolejnej półgodzinie skończyliśmy całkowicie sesje. Zostały jeszcze tylko rozmowy itp. Sehun gdzieś się zmył. Poszedłem do przebieralni, którą dzieliłem z BaekYeol’em, Krisem, Baozim i Suho, umyłem się, przebrałem w swoje własne ciuchy i wypiłem herbatę, którą sobie przyrządziłem. Wychodząc z pomieszczenia, ktoś mnie potrącił. Odwróciłem się i zdążyłem zauważyć Sehuna. Płakał. Spojrzałem w kierunku, z którego wybiegł, podszedłem tam cicho i zajrzałem do środka. Ujrzałem KaiSoo .. uśmiech wypełzł mi na buzię. Nie wiem czemu. Taki odruch. Zamknąłem cicho drzwi i pobiegłem za maknae. Znalazłem go na dachu budynku. Siedział oparty o murek, z głową schowaną w rękach. Kucnąłem naprzeciw niego i oparłem się o jego kolana.

- Odejdź. – usłyszałem niewyraźne słowo, ale wiedziałem co mówi. – Chcę pobyć sam.
- Nie zostawię Cię. – zacząłem gładzić powoli jego nogę, ale ten się odsunął.
- Odejdź, nie chcę nikogo widzieć ..
- Hunnie .. Wszystko będzie dobrze, ułoży się zobaczysz. Będziesz jeszcze szczęśliwy, jak nie z nim to z kimś innym. Przecież nie tylko on jest jedyny na świecie. Są inni .. – próbowałem do niego jakoś dotrzeć.
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz. Ty nigdy nie straciłeś kogoś, kogo kochałeś – spojrzał mi prosto w oczy. Poczułem ból. Ból w klatce piersiowej, wielką gulę w gardle i łzy zbierające się pod powiekami. Oddychałem spokojnie, by nie zareagować agresją.
- Mylisz się. Straciłem kogoś. Straciłem Ciebie. Jesteś tak zapatrzony w Kai’a, jakby był jakimś pieprzonym bóstwem. Olałeś mnie, mimo że wiedziałeś .. zdawałeś sobie sprawę co do Ciebie czuję .. jeśli nie .. to jesteś ślepy .. Wszyscy wiedzieli, że mi się podobasz .. – gdy mówiłem, próbowałem cały czas patrzeć mu w oczy, ale było to strasznie trudne. Ból narastał, gula również.
- Nie mów tak na niego! Skoro tak bardzo mnie kochasz to dlaczego obściskujesz się z Lay’em?! Bawisz się nim? To samo byś ze mną pewnie zrobił .. ! – patrzył na mnie z dziką furią. Wstał i pociągnął mnie za kołnierz bluzy do góry. Stanąłem na własnych nogach, patrzyłem na niego, a łzy spływały wolnym tempem po policzkach.
- Ja się bawię?! A Kai co z Tobą zrobił?! Nie wiedziałeś, że on Cię nie kocha tylko się bawi?! Aż tak ślepy byłeś?! Kai kocha Kyungsoo! A Lay Suho! Ten pocałunek z nim był ustawiony byś był zazdrosny, ale Ciebie to nawet nie obeszzz .. – wpierw poczułem jak coś miękkiego dotyka moich warg, a następnie moja głowa obraca się o 360 stopni. Złapałem się za piekące miejsce. Uderzył mnie .. i to cholernie mocno.
- NIE MASZ PRAWA TAK O NIM MÓWIĆ! NIC NIE WIESZ! NAJLEPIEJ JAKBY CIĘ NIE BYŁO! NAJLEPIEJ JAKBYŚMY SIĘ NIGDY NIE POZNALI! NIENAWIDZĘ CIĘ XIAO LU! – czułem jak naparł na moją klatkę piersiową i popchnął mnie do tyłu. Potknąłem się o niski murek i .. leciałem w dół. Zamknąłem oczy i ostatkiem sił krzyknąłem : ,, Kocham Cię Oh Sehun!! ‘’. Usłyszałem wrzask. Nie wiem kto krzyczał. Poczułem coś zimnego i twardego. Otworzyłem oczy. Zamazanym wzrokiem widziałem wystraszoną buzię Sehuna, słyszałem tupot biegnących stóp, czułem metaliczny zapach, intensywny .. bardzo .. próbowałem ruszyć ręką, ale złapał mnie potworny ból .. chyba ją złamałem .. Słyszałem, że ktoś mnie wołał, ale nie byłem w stanie rozpoznać głosu .. wstrząsnął mną potężny dreszcz, z ust zaczęło mi coś płynąć na zewnątrz .. ktoś mną potrząsał .. słyszałem wycie syren .. czułem ledwo bijące serce .. ledwo .. a może wcale? .. zatrzymanie akcji serca .. a potem .. potem zapadła ciemność i słychać było jak echo czyjś przeraźliwie, zrozpaczony krzyk .. nie wiem co to było .. odszedłem i już się nie obudziłem ..


wtorek, 5 marca 2013


LOŻA SZYDERCÓW [1/?]

Rating : NC-17
Zespół : EXO , SHINee , B.A.P , BigBang , MBLAQ , Super Junior
Pairing : TaoRis [Tao x Kris] , przejawy innych pairingów
Rodzaj : wieloczęściowe , fluff?
Ostrzeżenia : imiona uczniów, nauczycieli i przechodniów są przypadkowe , przemoc
Opis : Szkoła jak szkoła. Z pozoru niewinna, taka jak inne, ale czy na pewno? Nie! To co kryje się za murami seulskiej School of Performing Arts przechodzi najśmielsze oczekiwania każdego ucznia. Nauczyciele, uczniowie, personel – wszyscy zastraszani przez gang samych najgroźniejszych, najbogatszych i najzdolniejszych uczniów.
Ilość : 11 705
POV : Kris

UWAGA!
Jeśli chodzi o członków zespołów to tylko niektórzy będą wymienieni! Nie planuję pisać z ich punktu widzenia. Wystąpią tylko jako bohaterowie! Chyba, że coś mnie nagle nawiedzi ..

ENJOY :

- Dawaj mocniej! Dołóż mu! Niech frajer popamięta kto tu rządzi! Następnym razem będzie wiedział czyj to teren! – na przemian darli się członkowie gangu LS.
- Trzymaj go mocno! Połam mu ręce! Wybij zęby! Zatłucz skurwiela! Nie może mu to ujść na sucho! – darli się przypadkowi balangowicze. Dopingowali jednego chłopaka z gangu, który trzymał za kołnierz koszuli, zakrwawionego, ledwo przytomnego chłopca przypominającego z wyglądu wyrośniętą pandę.

Patrzyłem na całe to zdarzenie ze swojego, zaciemnionego miejsca. Było mi obojętnie co chłopaki robią, byle by tylko dobrze wykonali robotę. Nikt nie miał prawa wejść do tego klubu bez zaproszenia. Musiał być VIPem, stałym klientem lub pracownikiem lokalu, a ten typek? Cholera wie kim był. Nie miał przy sobie przepustki, identyfikatora ani nic co mogło by oznaczać, że jest osobistością.

Odwróciłem wzrok od bójki i skupiłem uwagę na swojej dziewczynie Yuri, która aktualnie wtulała się we mnie jak w jakąś maskotkę. Powstrzymałem westchnienie i pocałowałem ją lekko w czoło. Podniosła głowę i obdarzyła mnie swoim niewinnym uśmiechem .. Z pozoru niewinnym. Kiedyś owszem, była zwykłą nastolatką jak każda w jej wieku, ale po dołączeniu do gangu LS – Loży Szyderców – zmieniła się w osobę nie do poznania. Zresztą nie ona jedna. Każdy kto dołączał do paczki, natychmiast się zmieniał. Z zewnątrz był twardy jak skała, nie do przebicia. Wyjebane na uczucia i na wszystko. Natomiast wewnątrz każdy wciąż był dzieckiem, ale ukrywał swoje emocje pod maską by nie ujrzały światła dziennego. A tak właściwie to może powiem wam coś o całej tej Loży?

Była sobie paczka paru przyjaciół. Nowa szkoła, nowe twarze, nowi nauczyciele i zero porządku wśród młodzieży. Nauczyciele niby uczyli dyscypliny, dawali kary za jakieś wykroczenia, ale to były błahostki. Postanowiliśmy zacząć rządzić szkołą. Wieść o gangu rozniosła się szybciej niż świeżo pieczone bułeczki. Całe miasto już wiedziało o naszych poczynaniach, do czego jesteśmy zdolni jeśli ktoś nam się przeciwstawi, bądź podpadnie. Ekipa zebrała 15 członków :

- Wu Yi Fan > Kris
- Kim Jongin > Kai
- Byun Baekhyun > Bacon/Bakuś
- Kim Jongdae > Chen
- Kim Joonmyun > Suho
- Kim Jonghyun > Dino
- Bang Yongguk > Yongguk
- Kim Himchan > Generał Himchan
- Dong Youngbae > Taeyang/Cygan/SOL
- Choi Seunghyun > TOP/Tabi
- Lee Changseon > Lee Joon
- Choi Siwon > Siwon/Siwy
- Kim Youngwoon > Kangin
- Cho Kyuhyun > Kyuhyun
- Yuri

Dziewczynę przyjęliśmy, pomimo tego, że niektórym to się nie podobało, ale nie mieli wyjścia i musieli ją zaakceptować. Skoro lider ją kocha to oni przynajmniej mają ją tolerować. Właśnie. Co do miłości. Owszem. Na początku ją kochałem i to nawet bardzo. Ale od pewnego czasu zauważyłem, że już nie jest w stanie mnie zaspokoić. Mieliśmy wiele zbliżeń, ale nigdy do seksu nie doszło. Po pierwsze nie chciałem jej zmuszać, a po drugie i trzecie i czwarte i chuj wie co dalej .. aż nie wierzę, że to mówię, ale nie chciałem przeżyć z nią swojego pierwszego razu. Nie wiem czy chodziło o to, że partnerka mi nie odpowiada. Niezła była. Ciało wysportowane, lecz czegoś jej brakowało. Niestety, nie wiedziałem czego. Dlatego postanowiłem zachować pewien dystans co do niej. Kończyliśmy tylko i wyłącznie na pocałunkach, trzymaniu za ręce .. i tyle. Tak jakby moje uczucie do niej .. w jednej chwili wyparowało. Koniec. Sen się skończył. Wracamy do rzeczywistości.

Westchnąłem cicho na samo wspomnienie tego. Rozejrzałem się dookoła. Połowa ekipy już walała się po kątach kompletnie pijana, gdzieniegdzie dostrzegłem jeszcze osoby bawiące się. Spojrzałem na zegarek – 04.00 rano – roześmiałem się, gdy nagle do moich uszu dotarł dziwny dźwięk. Ocknąłem się z transu rozmyślań i ogarnąłem jeszcze raz pomieszczenie. Na środku .. leżał cały zakrwawiony, poobijany, ledwo przytomny chłopak o wyglądzie pandy. Śmiał się z czegoś, a raczej kogoś. Uniosłem wzrok na drugą osobę i zobaczyłem rozwścieczonego do granic możliwości Dinozaura. ,, No co jest?! Jeszcze nie skończył go lać?! ‘’ . Pokręciłem głową by wstać, lecz szybko coś mnie ściągnęło w dół. Zamrugałem kilka razy i dopiero po chwili zorientowałem się, że Yuri zasnęła, oparta o moje ramie. Ułożyłem ją ostrożnie na kanapie i ruszyłem na odsiecz Pandzie. Odciągnąłem Jonghyun’a mocnym szarpnięciem. Spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem, zatoczył się do tyłu i upadłby, gdybym go nie przytrzymał. Roześmiałem się i posadziłem go na najbliższym fotelu. Od razu usnął. Pokręciłem rozbawiony głową i przeniosłem wzrok na ofiarę. Patrzył na mnie z 2 śliwkami pod oczyma, głupim uśmieszkiem na ustach i grymasem bólu na twarzy. Pomasowałem się po karku i ruszyłem tyłek w kierunku dziewczyny. Oznajmiłem na głos tym co jeszcze w miarę kontaktowali, że z Yuri się zwijamy, po czym wziąłem ją na ręce i opuściłem klub. Zawiozłem ją do jej mieszkania, wniosłem do środka, położyłem na łóżku, przykryłem kołdrą, wcześniej zdejmując z niej buty. Pogładziłem ją po policzku i wróciłem do swojej kawalerki. Skierowałem się od razu pod prysznic, wróciłem do kuchni napić się wody i poszedłem spać. Nim usnąłem, pomyślałem jeszcze o pandzie z klubu. Moje myśli krążyły wkoło niej : Kim była? Co tam robiła? Czego chciała od VIPów? – nie wiedziałem. Przymknąłem oczy i wpadłem w objęcia Morfeusza.

Obudziły mnie promienie wiosennego słońca. Przeciągnąłem się i otworzyłem mozolnie oczy. Usiadłem do pionu i potrząsnąłem głową, chcąc przywrócić grzywkę na miejsce. Zamrugałem parę razy, próbując jednocześnie wymacać telefon. Nie wyczułem go pod poduszką, przechyliłem się by zajrzeć pod łóżko i znalazłem go rozwalonego. ,, Co ja z nim zrobiłem? ‘’ . Westchnąłem ciężko, złożyłem go do kupy i sprawdziłem czy nie mam jakichś wiadomości. No dobra. 20 wiadomości od chłopaków, 5 nieodebranych połączeń od Yuri. Pali się czy co, że nagle taki zlot? Ziewnąłem, przeciągnąłem się jeszcze parę razy i zamglonym wzrokiem spojrzałem na zegarek – 09.30. Mam jeszcze cza .. ,, Zaraz! CO?! 09.30?! Za 15 minut mam trening! ‘’. Chciałem wstać z łóżka, ale moje nogi zaplątały się w kołdrze, więc przywaliłem swoim cielskiem o podłoże. Warknąłem i ruszyłem biegiem pod prysznic. Ogarnąłem się, wytarłem dokładnie, założyłem białą koszulkę, czarne rurki, granatowe trampki i tego samego koloru bluzę z jakimś nadrukiem zespołu. Chwyciłem torbę treningową i wyleciałem z mieszkania - zdążając zamknąć drzwi – do samochodu. Wsiadłem i po 7 minutach byłem pod szkołą. Rozejrzałem się wokoło czy żadnej policji nie ma, bo gnałem jak na złamanie karku. Jedyna osoba, która nie bała się Loży – był trener Park. Wręcz przeciwnie – my baliśmy się jego. Czasem umieliśmy się z nim dogadać, ale to bardzo, bardzo rzadko. Wparowałem do szatni, gdzie reszta mojej klasy się przebierała. W klasie byłem z Jonghyun’em, Bang’iem i Himchan’em. Skinąłem im głową i przebrałem się szybko. I tak 2h zleciały na treningu koszykówki.

Po zimnym, odświeżającym prysznicu przyszedł czas na lunch. W drodze na stołówkę coś znajomego mignęło mi koło szafek. Obejrzałem się, lecz nic nie zauważyłem. Wzruszyłem ramionami i szedłem dalej, ale po paru krokach ponownie ujrzałem jakiś cień znajomy. Przetarłem oczy i potrząsnąłem głową. ,, Nie śpij Kris, bo Cię ukradną! Odbija Ci coś i jakieś cienie widzisz. Aish .. ‘’. Już miałem przekroczyć próg pomieszczenia, do którego zmierzałem gdy coś, a raczej ktoś zastąpił mi drogę. Przyjrzałem się uważnie osobie i dopiero po paru sekundach skojarzyłem sobie fakty skąd ja znam tą osobę! ,, To ten chłopak ze wczoraj! Z klubu! Ale .. co on tu robi? ‘’. Nie zdążyłem się odezwać, bo został wciągnięty do środka przez jakąś dziewczynę. Zamrugałem parę razy i lekko nieświadomy tego co się stało, poszedłem na swoje miejsce, po drodze zwijając jedynie butelkę z wodą.

Ledwo usiadłem na swoim tronie, a już zasypał mnie grad pytań, stwierdzeń, przekleństw :

Kai : Kurwa! Chłopie, gdzie byłeś jak się do Ciebie wydzwania?!
TOP : Właśnie, właśnie. My tu się martwimy o naszego kochanego liderka, a on ma nas w ciemnej dupie.
Yuri : Kochanie, wiesz, że jak dzwoni Twoja dziewczyna to wypadałoby odebrać?! Martwię się o Ciebie czy gdzieś po drodze Cię nie ukradli, a Ty sobie w chuja lecisz! Wiesz jak mnie przestraszyłeś?! Myślałam już czy nie dzwonić po gliny!
Bacon : Yuri .. ogarnij -.-
Kyuhyun : You knew what happen?!
Siwy : Kyuhyun. Zamknij łaskawie mordę i przestań kaleczyć język, w którym i tak nie umiesz mówić.
Kyuhyun : Are you fuckin’ kiddin’ me, bitch?!
Siwy : Wal się na ryj suczko. Nie podskakuj do starszych to raz, a dwa to naucz się języka to wtedy pogadamy.
- Kyuhyun wystawia rękę w kierunku Siwona i fochnięty odwraca się w drugą stronę z wypowiedzią : Talk to hand bitch! –
- Widać, że zaraz się pobiją, więc wkracza Generał między nich ze swoją tacą, Siwego odciągają na drugi koniec stołu by nie rzucił się przypadkiem do gardła koledze –

Potarłem sobie skronie by nie wybuchnąć. Znowu dziecinada się rozpoczyna. Tak było każdego dnia. Nie mieli się o co żreć, a nawet jak mieli to wychodziło, że o jakąś głupotę. Upiłem parę łyków wody i spojrzałem po kolei na każdego uczestnika obrad. Jedni się żarli między sobą o jakieś gówno, inni utopili nos w talerzach z jedzeniem, Chen leżał na stole i bodajże spał, Suho dyskutował o czymś z Kaiem. Drgnąłem niedostrzegalnie i odchrząknąłem tak, że zwróciłem uwagę prawie całej stołówki. Rozejrzałem się dookoła, przywołując na twarz słynnego bitchface’a i od razu spojrzenia gapiów zmyły się tak szybko jak się pojawiły. Uśmiechnąłem się pod nosem i skupiłem swoją uwagę na Szydercach.

Może zamiast tak pierdolić o jakichś serach, cnotkach, bajerach i innych rowerach powiecie mi co tu jest grane? Co tu robi ta Panda z wczoraj? Czego chce?

Od razu jakby wszyscy przywrócili się do porządku i zaczęli dopowiadać przez siebie:

Chen : Przytachali go do naszej klasy ..
Kai : Zwie się Huang ZiTao ..
Yuri : Jest Chińczykiem i wygląda jak panda ..
Jonghyun – ironicznie - : Dziękujemy za wyjaśnienie Yuri. Naprawdę nie wiedzieliśmy. Zastanawiało nas jakie zwierzątko nam to biedactwo przypomina, ale dzięki Tobie już dalej nie musimy sobie tym zaprzątać główek ..
Yuri : Nie ma sprawy J

- wszyscy co do joty : facepalm –

Niektórzy zastanawiali się jakim cudem jeszcze z nią wytrzymuję. Sam się dziwiłem i często zastanawiałem nad tym jakże trudnym pytaniem. Odpowiedź jednak była prosta. Gdy dochodziło do takich wypowiedzi, kompletnie ją ignorowałem, lecz udawałem, że słucham by jej przykro nie było.

- spojrzenie na Yuri jak na ostatnią idiotkę –

TOP : W każdym bądź razie, wracając do tematu ..
Bacon : Przeniósł się tu już parę dni temu, ale dyrekcja dała mu czas na przygotowanie się do nowego otoczenia. Jak można zauważyć znalazł sobie grono wielbicielek ..
Kai : .. i wielbicieli ..
Chen : Jednym słowem Tao jest Bi, ale większość podejrzewa, że jestem gejem ..
Yuri : Gej, czyli, że woli chłopców ..
SOL : Yuri zamknij twarz.
- parsknięcie paru osób –
Bang : Nhm .. a ja się dowiedziałem z pewnych źródeł, że przeniósł się tu ze względu na Ciebie .. Kris. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale jak się dowiem to dam znać.

Spojrzałem na niego podejrzliwie, a następnie na stołówkę, szukając wzrokiem obiektu rozmowy. Znalazłem go dopiero po paru sekundach. Otoczony był wianuszkiem dziewczyn, jakichś kujonów, motłochów i cielaków. Parsknąłem cicho i wszystkie oczy ekipy zwróciły głowy w kierunku, w którym patrzyłem. Zaczęli się śmiać. Odwróciłem wzrok i wgapiłem się w ścianę. Tak szczerze to nie wiem z czego się śmieli, ale uśmiech od razu wypełzł mi na usta.

Zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy 30 minutowej. Uczniowie pośpiesznie gnali do swoich klas. Pożegnałem się z paczką i spokojnym krokiem, tuż za bydłem uciekającym na swoje pastwiska, ruszyłem w kierunku klasy, gdzie miałem mieć biologię. Nie śpiesząc się przemierzałem korytarze. Utkwiłem wzrok w podłodze i wpadłem w kolejne rozmyślania. Nie było mi dane rozmyślać długo, gdy poczułem jak ktoś wpierw ciągnie mnie za nadgarstek, a następnie wpycha do składziku woźnego. Moje plecy miały spotkanie z zimną ścianą, jechało tu jakby ktoś od 2 tygodni przetrzymywał spleśniałą kanapkę. Skrzywiłem się. Błysk. Przymknąłem oczy. Ktoś zapalił lampkę, która ostatkiem sił rzucała słabe światło na małe pomieszczenie. Spojrzałem na napastnika i moim oczom ukazała się Panda. Uśmiechał się. Zamknął drzwi. Podszedł bliżej, Położył swoje ręce na moich barkach, zbliżył się i nim się obejrzałem nasze usta miały styczność pierwszego stopnia. Patrzyłem na niego zszokowany, zdezorientowany .. Jedyne co cisnęło mi się na usta, to jedno wielkie WTF?! Stałem jak ten słup z milionami myśli przelatujących przez głowę. Po chwili jednak zareagowałem, oparłem ręce na jego klatce piersiowej i odepchnąłem go z całej siły. Zatoczył się do tyłu i wpadł na półki, z których spadły jakieś papiery toaletowe, płyny i ścierki. Jęknął cicho, zebrał się do kupy, uśmiechnął się perwersyjnie i zebrał się do wyjścia. Nim całkowicie wyszedł, powiedział tylko :

To dopiero początek ..

Spowiła mnie ciemność. Lampka się wypaliła, a ja stałem w środku maleńkiego pomieszczenia, z mieszaniną uczuć, milionami myśli i ogromną niewiadomą. Patrzyłem się jak odchodzi i znika za zamkniętymi drzwiami składziku ..

CIĄG DALSZY NASTĄPI ..

POWRÓT

Cześć i czołem! Mam dla was ważne informacje, o ile jeszcze ktoś tu zagląda! Wiem, że baaardzo dawno nic tu nie dodawałam, wszystko s...